Premie na raty dla bankowców

Jacek Iskra
opublikowano: 2011-12-15 00:00

Wypłaty bonusów dla menedżerów instytucji finansowych zostaną rozłożone na kilka lat, ale nie wpłynie to znacząco na ich zarobki

W Polsce na dobre nie zaktywizował się ruch oburzonych, którzy za wszystkie plagi tego świata, a przede wszystkim za kryzys, oskarżają banki i bankierów. Okupacji siedziby giełdy nie było, podobnie jak central największych banków. Nie oznacza to jednak, że miliardowe zyski banków i liczone w milionach złotych zarobki ich prezesów nie budzą u nas emocji.

Bonusy bankierów i bankowców znajdą się pod kontrolą. To m.in. efekt kryzysu. W listopadzie ubiegłego roku Parlament Europejski wydał dyrektywę CRD III (ang. Capital Requirements Directive III), która oprócz nowych wymogów kapitałowych dla banków określa też przyszłe zasady wynagradzania zarządów instytucji finansowych.

Nadzór dozuje bonusy

Na podstawie dyrektywy unijnej Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) przyjęła w październiku uchwały, które dotyczą m.in. zasad ustalania polityki zmiennych składników wynagrodzeń osób zajmujących stanowiska kierownicze w banku. — Nowe przepisy zostały wprowadzone w odpowiedzi na kryzys w sektorze bankowym, do którego w ocenie instytucji europejskich przyczyniło się podejmowanie nadmiernego ryzyka, ale także nieodpowiednia struktura wynagrodzeń w niektórych instytucjach finansowych — tłumaczy Michał Dubno, dyrektor w sektorze instytucji finansowych firmy doradczej Deloitte.

Zgodnie z intencją KNF polityka zmiennych składników wynagrodzeń zobowiązuje przedsiębiorstwa inwestycyjne oraz instytucje kredytowe (w praktyce przede wszystkim banki i domy maklerskie) do prawidłowego projektowania wynagrodzeń kierownictwa wyższego szczebla i osób podejmujących decyzje dotyczące ryzyka. A co to oznacza dla samych zainteresowanych? Nowa dyrektywa nadzoru, która wchodzi w życie z ostatnim dniem tego roku, nakazuje bankom obowiązkowe odraczanie na okres od 3 do 5 lat minimum 40 proc. wynagrodzenia zmiennego, czyli wszystkich bonusów i premii.

Dla szczególnie dużych kwot odroczeniu ma podlegać nawet 60 proc. premii. Dodatkowo w przypadku spółek publicznych przynajmniej 50 proc. wynagrodzenia zmiennego ma się składać z akcji lub innych instrumentów finansowych. Banki będą miały też obowiązek podawania do publicznej wiadomości zasad premiowania swoich pracowników. Zobowiązane zostały też do przekazywania nadzorowi informacji na temat osób zarabiających milion euro i więcej.

— Banki spełnią formalne wymagania KNF. W ich interesie nie jest mocowanie się z nadzorem. W praktyce różnie mogą wyglądać zmiany w zasadach wynagradzania. Można sobie jednak wyobrazić różne rozwiązania. Jeżeli np. prezes danej instytucji zarabiał 100 tys. zł miesięcznie, z czego połowę stanowiła stała pensja, a połowę wynagrodzenie zmienne, teraz w niektórych instytucjach może być zastosowany model, gdzie stała pensja będzie stanowiła 90 lub nawet 100 proc. zarobków — uważa Michał Dubno.

Jednak jego zdaniem takie rozwiązania będą mniejszością, gdyż bankom trudno będzie zrezygnować z części zmiennej wynagrodzenia jako elementu motywacyjnego kadr zarządczych.

Najlepiej odejść, by zarobić

Bez zmian pozostaną jednak odprawy wypłacane bankowcom. W ostatnich latach najbardziej intratnym zajęciem w polskiej bankowości wśród menedżerów wysokiego szczebla było… odejście z banku. W 2008 r. najlepiej opłacanym menedżerem z pensją wysokości prawie 7 mln zł został Sławomir Lachowski, prezes BRE Banku. Rozstał się z bankiem już w marcu 2008 r.

Łącznie z bonusem za wcześniejszy rok i odprawą wysokości 2 mln zł zarobił wtedy 6,95 mln zł. Jeszcze bardziej na rozstaniu z bankiem Pekao w 2009 r. skorzystał Jan Krzysztof Bielecki. Na pożegnanie Pekao wypłacił tytułem odprawy byłemu premierowi 7,3 mln zł. Podobnie było w ubiegłym roku.

W czołówce najlepiej opłacanych bankowców znaleźli się menedżerowie, którzy rozstali się z pracodawcą — prezes Józef Wancer i wiceprezes Mirosław Boniecki z BPH czy prezes Mariusz Grendowicz z BRE Banku. Ten ostatni w ciągu 5 lat z tytułu samych odpraw (najpierw jako wiceprezes BPH a później jako szef BRE Banku) uzyskał prawie 9 mln zł.

Jak się płaci na świecie

Kryzys na amerykańskim rynku kredytów hipotecznych w 2007 r. wstrząsnął posadami banków w USA, a wielu prezesów wyrzucił z foteli. Szefowie takich gigantów, jak AIG czy Citigroup, zgodzili się pracować za symbolicznego dolara. Taką roczną pensję od trzech lat dostaje Vikram Pandit, prezes Citi, ale 3 mln USD przyniosły mu w 2010 r. opcje na akcje.

Wypłata kolejnych kilkunastu milionów dolarów uzależniona jest od wyników korporacji. W Europie krezusem jest Josef Ackermann, prezes Deutsche Banku, który w 2010 r. zarobił prawie 9 mln EUR. Martin Blessing, szef Commerzbanku zarobił w 2012 r. 900 tys. EUR, czyli mniej niż prezes BRE Banku.