Premier: prokuratura bada sprawę Jelfy

(Tadeusz Stasiuk)
09-11-2006, 17:41

W czwartek premier zdecydował o wstrzymaniu produkcji leków w jeleniogórskiej fabryce Jelfy

W czwartek premier zdecydował o wstrzymaniu produkcji leków w jeleniogórskiej fabryce Jelfy. W całym kraju wycofywano z obrotu lek o nazwie corhydron, a prokuratura bada, kto popełnił błąd, w wyniku którego w partii leku znalazł się inny środek mogący zagrozić życiu pacjentów, a także, czy nie było to działanie celowe.

Premier Jarosław Kaczyński razem z ministrem zdrowia Zbigniewem Religą spotkali się w czwartek z inspektorami farmaceutycznymi, którzy badali sytuację w Jelfie.

"Te badania (...) wskazują, że w Jelfie - jeśli chodzi o sprawy związane z rozdziałem, sortowaniem leków - dopuszczono się pewnych zaniedbań" - oświadczył premier na konferencji prasowej po spotkaniu z inspektorami.

Jak powiedział, produkcja leków zostanie wstrzymana "do momentu, gdy sprawy zostaną ostatecznie uporządkowane". "Nie ma stuprocentowej pewności, że w trakcie tego porządkowania nie dojdzie do kolejnych błędów. Prawdopodobieństwo jest niewielkie, ale ponieważ chodzi o ludzkie życie, taka decyzja jest potrzebna" - oświadczył.

J. Kaczyński zaznaczył, że jako zwierzchnik administracji państwowej może podjąć taką decyzję. Przypomniał, że wstrzymana także została dystrybucja leku, ponieważ jest brane pod uwagę, że również w innych partiach leku doszło do pomyłki. "Podjęto więc wszystkie konieczne działania zmierzające do tego, by w tym wypadku sytuację opanować" - zaznaczył. Każdy pacjent, który zwróci lek do apteki, będzie miał zwrócone pieniądze.

Premier powiedział, że potrzebne jest "bardzo wyraźne wskazanie całej polskiej farmacji, że z takimi sytuacjami nie możemy się dalej stykać". "Musimy stosować zasadę najwyższej staranności. Ta zasada tutaj nie została zastosowana" - oświadczył.

Premier powiedział też, że prokuratura wyjaśni zarówno, kto jest winny pomyłki w jeleniogórskiej Jelfie, jak i "czy nie zachodzi także sytuacja działania celowego". "Oczywiście to działanie celowe uważamy za mało prawdopodobne" - dodał. Prokuratura będzie chciała znaleźć odpowiedź na pytanie, kiedy o sprawie dowiedziała się Jelfa. Według premiera - podobnie jak większość społeczeństwa - w ostatnich dniach.

Premier zapowiedział również zmianę prawa w zakresie przepisów o prawie firm farmaceutycznych do wytaczania procesów kontrolerom farmaceutycznym, którzy stwierdzili w tych firmach "jakieś niedomagania". "Nie może być tak, że osoby kontrolujące przemysł farmaceutyczny, a więc dbające o zdrowie i życie pacjentów, były ograniczane tego rodzaju niebezpieczeństwami" - oświadczył.

Szef rządu podkreślił, że Narodowy Fundusz Zdrowia ustalił już, że w aptekach w Polsce sprzedano 312 opakowań corhydronu o wielkości 250 mg. Obecnie za pośrednictwem policji osoby, które kupiły corhydron, są informowane, że muszą zrezygnować z przyjmowania tego leku.

Religa poinformował na tej samej konferencji, że zamierza zwrócić się do premiera o odwołanie kierownictwa Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego. Premier powiedział, że "oczywiście" przychyli się do tej propozycji i dodał, że złożony w czwartek rano przez Głównego Inspektora Farmaceutycznego Zbigniewa Niewójta wniosek o odwołanie go ze stanowiska, także "oczywiście" będzie przyjęty.

Religa przyznał, że procedury dotyczące wdrażania decyzji GIF o wycofywaniu określonego leku z użytkowania są zbyt długotrwałe. Przyznał, że zanim taka informacja dotrze do szpitali i przychodni, mija ok. trzech tygodni. Szef resortu zdrowia uznał, że to jest "niedopuszczalne" i zapowiedział, że zajmie się tym "jeszcze dzisiaj wieczorem". Według niego, informacja taka powinna trafić do szpitali jeszcze tego samego dnia, kiedy GIF podejmuje decyzję.

Minister postanowił wysłać do wszystkich lekarzy w Polsce list z prośbą, by próbowali porozumieć się z pacjentami, którym mogli mieć wypisany corhydron i prosili ich o oddanie do apteki tego leku.

Minister był pytany, jak to możliwe, że resort nie wiedział o niebezpieczeństwie, jakie stwarza corhydron, skoro w woj. lubelskim już w styczniu wojewódzki inspektor farmaceutyczny wydał decyzję o wycofaniu leku z obrotu. "Zakładam, że Główny Inspektor Farmaceutyczny był poinformowany, bo nie wyobrażam sobie, że wojewódzki inspektor go nie poinformował. Natomiast, podobnie jak w pozostałych dniach - GIF nie przekazał tego do ministra i przypuszczam, że wtedy również nie podjął decyzji o wstrzymaniu dystrybucji leku w całej Polsce" - mówił Religa.

W styczniu Wojewódzki Inspektorat Farmaceutyczny w Lublinie otrzymał zgłoszenie ze szpitala w Janowie Lubelskim o tym, że po podaniu leku u dwóch pacjentek wystąpiły działania niepożądane. Inspektor wydał decyzję o wstrzymaniu obrotu na terenie województwa lubelskiego corhydronu 250, nr serii 010705, wyprodukowanego przez jeleniogórską Jelfę. Po przebadaniu próbek serii leku, corhydron wrócił do aptek, bo kontrola nie wykazała żadnych odchyleń od normy.

Dziennikarze pytali ministra zdrowia, czy lek w innej postaci (nie tylko dożylnej) jest równie groźny. "Powikłania przy podaniu leku w postaci wziewnej (w aerozolu) mogą wystąpić, choć nie tak groźne, jak w przypadku podania leku w postaci dożylnej" - odparł Religa. Wyjaśnił, że pacjenci, którzy potrzebują corhydronu w leczeniu, będą mieli dostęp do innych leków zawierających hydrocortizon (corhydron jest nazwą handlową - PAP). Premier dodał, że - jeśli w aptekach zabranie leków zastępczych w związku z wycofaniem corhydronu - z funduszu dyspozycyjnego premiera będą przeznaczone pieniądze na natychmiastowe sprowadzenie odpowiednich produktów.

Jak podkreślił Religa, nie ma powodu, by przestać zażywać inne leki spośród 80 medykamentów produkowanych przez Jelfę. Podkreślił, że premier polecił kontrolę wszystkich produktów tej firmy.

Szef resortu zdrowia, pytany przez dziennikarzy o to, czy przyczyną całego skandalu może być działanie konkurencyjnych wobec Jelfy firm farmaceutycznych, oświadczył, że "taka wersja była brana pod uwagę". "Wiemy, że są przykłady, kiedy tego typu działania dotyczyły innych firm, nie tylko w Polsce. To było brane pod uwagę jako jedna z możliwości wystąpienia tej tragicznej sytuacji" - tłumaczył Religa.

Pytany o konsekwencje personalne w resorcie zdrowia w związku ze sprawą, Religa tłumaczył, że jeśli jego rzecznik prasowy - Paweł Trzciński wiedział o sprawie od 31 października, a on sam tej informacji nie miał - to rzecznik "od jutra nie pracuje w Ministerstwie".

Obecni na konferencji inspektorzy nie chcieli zdradzić szczegółów kontroli w Jelfie, poinformowali jedynie, że "zasady dobrej praktyki nie zostały spełnione w obszarze wydziału produkcji ampułek. (...) Na razie potwierdzono obecność jednej ampułki z lekiem innym niż hydrocortizon". Inspektorzy sprawdzali właśnie ten wydział. Ocenili, że to, co tam zastali, "nie było wstrząsające".

Jeleniogórska Jelfa w środę potwierdziła, że popełniła błąd, w wyniku którego w partii leku corhydron znalazł się inny środek mogący zagrozić zdrowiu. Ministerstwo zdrowia - które twierdzi, że o sprawie dowiedziało się w środę z prasy - zaapelowało do pacjentów o zwrot medykamentu do aptek. Chociaż lek wycofano z rynku już w październiku, ale opinia publiczna o tym nie wiedziała. Sprawę ujawnił środkowy "Dziennik".

Jak powiedział w czwartek PAP dyrektor Polskiej Izby Przemysłu Farmaceutycznego i Wyrobów Medycznych Polfarmed Adam Rucki, do Izby nie dotarły na razie informacje o wycofaniu corhydronu z obrotu. Dodał, że w gestii Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego (GIF) leży przekazanie takiej decyzji hurtowniom leków. Mimo to GIF zapewnił w czwartek, że Inspektorat jest w trakcie informowania hurtowników o konieczności wycofania corhydronu.(PAP)

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: (Tadeusz Stasiuk)

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Premier: prokuratura bada sprawę Jelfy