Premier Węgier o krok od pełni władzy

01-01-2018, 22:00
aktualizacja: 01-01-2018, 23:00

Na cztery miesiące przed wyborami opozycja jest słaba jak nigdy, a Viktor Orbán blisko wszechwładzy

W środę premier Mateusz Morawiecki spotka się z Viktorem Orbánem. O ile polski premier z podziwem może patrzeć na to jak ten polityk zdominował lokalną scenę polityczną, to na metody jakimi doszedł do tej pozycji, już niekoniecznie.

Zobacz więcej

CZTERY WŁADZE W JEDNYM RĘKU: W nadchodzących wyborach partia Viktora Orbána zapewne zdobędzie większość konstytucyjną w 199-osobowym zgromadzeniu narodowym i prawo do formowania trzeciego w ciągu dekady rządu. Przy uległości sądu konstytucyjnego i czwartej — medialnej — władzy, kontrola nad egzekutywą i legislaturą da mu niemal nieograniczoną moc sprawczą. Fot. Bloomberg

Według średniej z trzech ostatnich sondaży w zapowiadanych na kwiecień lub maj wyborach partia Fidesz z Viktorem Orbánem na czele ma szansę na zdobycie 56 proc. głosów. Cztery największe ugrupowania opozycyjne — od uważanego za skrajnie prawicowy Jobbiku po socjaldemokratyczną MSZP — łącznie zebrałyby 38 proc. głosów. Po blisko ośmiu latach autokratycznych rządów Viktora Orbána węgierska opozycja wpadła w głęboki kryzys.

Jeszcze w wyborach z 2014 r. jej parlamentarni przedstawiciele uzyskali łącznie 51-procentowe poparcie, o ponad 6 pkt proc. wyższe niż sam Fidesz (jednak przy większościowej ordynacji to Fidesz zdobył dwie trzecie mandatów). Widmo całkowitej klęski w nierównej walce z partią rządzącą skłania opozycję do podejmowania nadzwyczajnych kroków. Duża część lewicowo-liberalnych polityków chce podjąć współpracę z Jobbikiem. To trudna decyzja.

Wiele postaci tego ugrupowania ma na koncie nie tylko ksenofobiczne wypowiedzi, ale także związki z paramilitarną organizacją Gwardia Węgierska. Za dobrą monetę biorą deklaracje niedawnych nacjonalistów o przejściu na pozycje bliższe centrum sceny politycznej. Muszą, bo bez zjednoczenia opozycja nie ma cienia szansy na przeszkodzenie Viktorowi Orbánowi w umocnieniu pozycji jedynowładcy węgierskiego państwa i gospodarki.

— Rząd Węgier jest skrajnie prawicowy, a wręcz neofaszystowski — grzmi Márton Gulyás, twórca programów na rzecz społeczeństwa obywatelskiego, zwolennik współpracy z Jobbikiem, według którego jest on na tle Fideszu partią… „umiarkowanie skrajnie prawicową”.

Te wysiłki mogą jednak nic nie dać. Jobbik zagroził wycofaniem się z wyborów, po tym jak nad partią zawisła groźba sięgającej 2 mln euro kary za domniemane nieprawidłowości w finansowaniu kampanii. Ugrupowanie miało wynająć po kosztach niższych od rynkowych bilbordy użyte do kampanii oskarżającej Fidesz o korupcję, twierdzi biuro audytorskie. Jeśli nałoży karę, prowadzenie kampanii okaże się praktycznie niemożliwe.

Nie trzeba było długo czekać, a mniejsze kary posypały się na inne ugrupowania, między innymi w związku z zarzutami wynajmowania przez nie po zaniżonych stawkach biur. Na manifestacji przeciw karze dla Jobbiku pojawili się także zwolennicy partii lewicowych i liberalnych.

Płynące szerokim strumieniem fundusze unijne, zbliżający się do 4 proc. wzrost gospodarczy i słabość krytycznych wobec rządu mediów pozwalają partii Viktora Orbána zachować poparcie społeczeństwa, nawet mimo poważnych wątpliwości co do przestrzegania zasad praworządności.

Ogromne kontrowersje, zwłaszcza w instytucjach unijnych, wzbudziło całkowite uzależnienie sądu konstytucyjnego od władzy wykonawczej, korzystna dla Fideszu zmiana ordynacji wyborczej, narzucane na media i organizacje pozarządowe ograniczenia oraz niechętne podejście do kwestii uchodźców. Jednak do tej pory rządowi w Budapeszcie udało się uniknąć uruchomienia przeciwko krajowi artykułu 7 traktatu lizbońskiego.

Pomogła umiejętność elastycznego negocjowania z unijnymi partnerami oraz możliwość zalegitymizowania zmian nowelizacją konstytucji. Węgry nie mają jednak nad sobą parasola ochronnego — do kolejnej próby wszczęcia postępowania — w związku z działaniami wobec organizacji pozarządowych — może dojść po wyborach. Od objęcia władzy przez Fidesz w rankingu najmniej skorumpowanych krajów tworzonym przez Transparency International Węgry spadły z 46. na 57. miejsce. Co dzieje się na styku polityki i biznesu (oczywiście tego zaprzyjaźnionego), pokazuje budowa stadionu w Felcsut, rodzinnym miasteczku Viktora Orbána.

Wybudowany przy udziale funduszy unijnych w liczącym 1,6 tys. mieszkańców miasteczku stadion na 3,8 tys. miejsc przez większość czasu stoi pusty. Oficjalnie do budowy nie angażowano pieniędzy publicznych, ale zaangażowane w nią firmy skorzystały na specjalnych ulgach podatkowymi i zostały obdarowane innymi lukratywnymi kontraktami. Tymczasem burmistrz Felcsut, kolega Viktora Orbána z czasów młodości, trafił na piąte miejsce listy najbogatszych Węgrów.

Jednocześnie dramatycznie pogarsza się stan wolności mediów. W rankingu Reporterów bez Granic Węgry spadły z 23. na 71. miejsce, za Mongolię i afrykańskie Malawi. Jednym z pierwszych posunięć ekipy Viktora Orbána było przejęcie kontroli nad regulatorem rynku medialnego. Później rządzący systematycznie poszerzali strefę wpływów.

Przepisy stawały się coraz bardziej rygorystyczne, jednak stosowano je wybiórczo tylko wobec redakcji krytykujących rząd. Do przychylnych redakcji płynął za to szeroki strumień pieniędzy za wykupywane ogłoszenia. Sprzyjający władzy oligarchowie przejmowali kolejne media, często korzystając z udzielanych im przez państwo pożyczek. Efekt? Dziś funkcjonuje tylko jedna niezależna stacja telewizyjna o ogólnokrajowym zasięgu i kilka gazet związanych z partiami opozycyjnymi.

— Koncentracja własności mediów jest tak duża, że na obszarach wiejskich nie ma mediów wolnych od rządowej propagandy — komentuje Agnes Urban, badaczka ośrodka Mérték.

Na prowincji wpływ rządowej propagandy równoważyć próbują lokalni aktywiści. Organizowany jest kolportaż drukowanego przez lokalnych partnerów newslettera, nieliczne powstające niezależne redakcje szans na finansowanie szukają w crowdfundingu. Pewnym wsparciem dla wolnych mediów będzie utworzony w listopadzie przez amerykański Departament Stanu fundusz o wartości 700 tys. USD. Nawet tak drobny krok stał się dla rządu solą w oku. Ameryka próbuje ingerować w nasze wewnętrzne sprawy, grzmieli oficjele.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Premier Węgier o krok od pełni władzy