Premier zaprasza do podatkowej zgadywanki

Adam Sofuł
opublikowano: 2007-06-28 00:00

Minister finansów Zyta Gilowska przyznała wczoraj, że kierowany przez nią resort dostał od premiera Jarosława Kaczyńskiego polecenie, by zbadać, jakie podatki dla najbogatszych obowiązują w różnych krajach europejskich i w jaki sposób można by je przenieść na nasz grunt. Resort będzie prowadził te prace (na razie — jak podkreśla wicepremier — badawcze) jednocześnie z przygotowaniami do obiecywanego wielokrotnie obniżenia stawek podatkowych do 18 i 32 proc. Rozdwojenie jaźni? Nie pierwsze i nie ostatnie.

Decyzja o podnoszeniu lub obniżeniu podatków to fundamentalna dla każdej partii politycznej decyzja, która przesądza o jej wizerunku i profilu ideowym. U nas premier, który przez ostatnie miesiące zapewniał o swojej determinacji w sprawie zmniejszenia obciążeń podatkowych, nagle zastanawia się nad ich podwyższeniem. Skąd ta zmiana? Ano najprawdopodobniej premiera coś zdenerwowało — nie wiadomo, czy była to reklamówka (dziwna skądinąd) Platformy Obywatelskiej, czy wizyta zamożnych pań u strajkujących pielęgniarek. Dość że szef rządu się uniósł, a skoro on się uniósł, to równie dobrze mogą się unieść także podatki. W ten sposób jesteśmy na dobrej drodze do sytuacji, w której o tym, jakie mamy podatki, będą decydowały nie analizy ekonomistów, lecz frustracje polityków.

Dyskusja o możliwości podniesienia podatków dla najbogatszych odbywa się w chwili, gdy lada dzień wejdzie w życie obniżka składki rentowej, która — jak zachwala Zyta Gilowska — sprawi, że będziemy więcej zarabiać. I nie wiadomo, czy budżet stać na to rozwiązanie, czy też nie — jak wskazywałyby pomysły podwyżki podatków. Jednocześnie rząd przyjmuje ustawę, która miała uporządkować finanse publiczne (bo przecież nie zreformować). I uporządkuje, ale tylko tam, gdzie zgodzili się na to koledzy Zyty Gilowskiej z rządu. Ale cieszmy się tymi skromnymi planami póki są, bo jeszcze nie wiemy, co z nich zostanie po obróbce w parlamencie. I w końcu nie wiemy, czy rząd chce obniżać podatki, czy je podwyższać, czy chce porządkować finanse publiczne, czy nie. Możemy tylko zgadywać. A i tak wszystko będzie zależało od humoru premiera.