Premier zastąpił ministra skarbu

Agnieszka Berger
opublikowano: 2006-01-05 00:00

Wojciech Jasiński prowadził w rankingu kandydatów na szefa MSP. Przegrał z... premierem, który objął zastępstwo w resorcie.

Wojciech Jasiński przez cały dzień utrzymywał się na szczycie nieoficjalnej listy kandydatów na stanowisko ministra skarbu, zwolnione wczoraj uroczyście przez Andrzeja Mikosza. Poseł PiS, przewodniczący sejmowej Komisji Finansów Publicznych, a przede wszystkim zaufany człowiek braci Kaczyńskich, liczył się z możliwością otrzymania takiej propozycji, choć twierdził, że nie zabiega o funkcję w rządzie Kazimierza Marcinkiewicza. Zapewniał też, że na razie nie poproszono go o objęcie kierownictwa resortu skarbu.

Notowania ciągłe

Przez giełdę kandydatów przewinęło się wczoraj jeszcze kilka innych nazwisk, jednak z żadną z wymienianych osób nie udało nam się skontaktować. Na liście znalazł się Krzysztof Opolski, jeden z doradców ekonomicznych premiera, Mirosław Kochalski, sekretarz Warszawy i prawdopodobny jej przyszły komisarz, Jacek Tarnowski, szef gabinetu politycznego Kazimierza Marcinkiewicza, i Dariusz Jacek Bachalski, senator PO.

Ta ostatnia kandydatura jest, zdaniem Pawła Poncyljusza, posła PiS, zupełnie nieprawdopodobna.

— Senator Bachalski jest z pewnością w dobrych stosunkach z premierem, są z jednego regionu, ale w sytuacji braku koalicji PO-PiS jego wejście do rządu jest raczej wykluczone — uważa Paweł Poncyljusz.

W jego opinii, najpoważniejszym kandydatem — z racji zaufania, jakim darzą go bracia Kaczyńscy — jest Wojciech Jasiński.

Wyraźnie jednak nie jest to kandydatura, do której premier odnosiłby się z entuzjazmem. W przeciwnym razie poseł PiS prawdopodobnie otrzymałby od niego propozycję objęcia teki ministra skarbu najpóźniej tuż po formalnym odwołaniu Andrzeja Mikosza. Skoro tak się nie stało, premier może dążyć do kompromisu z pałacem prezydenckim, poszukując własnego kandydata, którego zaakceptują również liderzy PiS. Według nieoficjalnych komentarzy, taką osobą mógłby być Jacek Tarnowski, bo — jak powiedział jeden z naszych rozmówców — „bracia Kaczyńscy go znają”.

Jeśli nie uda się osiągnąć porozumienia, Kazimierz Marcinkiewicz będzie prawdopodobnie zmuszony powołać Wojciecha Jasińskiego. To, że nie jest odporny na naciski polityczne, pokazała już jego wtorkowa decyzja o przyjęciu dymisji Andrzeja Mikosza, z którym wyraźnie się solidaryzował. Na razie jednak zdecydował się osobiście objąć zastępstwo w osieroconym resorcie, a prowadzenie spraw objętych zakresem działania MSP powierzył podsekretarzowi stanu Pawłowi Szałamasze. Tym samym pociągnięciem pióra Kazimierz Marcinkiewicz odwołał z resortu Michała Stępniewskiego, ostatniego przedstawiciela ministerialnego składu, którym kierował poprzedni szef MSP — Jacek Socha, i powołał na to samo stanowisko bliżej nieznanego Piotra Rozwadowskiego.

Prywatyzacji dziękujemy

Czego możemy się spodziewać po Wojciechu Jasińskim, jeśli ostatecznie dojdzie do jego powołania? Na pewno nie szybkiej prywatyzacji.

— W ostatnich latach sprywatyzowano bardzo dużo polskich przedsiębiorstw — niekoniecznie z dobrym skutkiem. Z pewnością nie przyspieszałbym prywatyzacji w ciągu najbliższych 2-3 lat. Takiego przyspieszenia domagają się przede wszystkim ci, którzy chcą coś tanio kupić — uważa kandydat.

Jego zdaniem, nie należy zmieniać dzisiejszej struktury własnościowej sektora paliwowego ani prywatyzować Jastrzębskiej Spółki Węglowej. Pod kontrolą państwa należy z pewnością pozostawić gazowe i energetyczne sieci przesyłowe. Co z resztą sektora energetycznego lub np. Ruchem, którego prywatyzację zapowiadał Andrzej Mikosz?

— Musiałbym się temu przyjrzeć — mówi Wojciech Jasiński.

Potrzebny fachowiec

Nie ma wątpliwości, że zaufany człowiek braci Kaczyńskich nie jest wymarzonym kandydatem przedsiębiorców na szefa MSP. Zdaniem Jeremiego Mordasewicza, eksperta Polskiej Konfederacji Przedsiębiorców Prywatnych Lewiatan, stanowisko ministra skarbu powinien objąć sprawny fachowiec, znający się na funkcjonowaniu firm, rynku kapitałowym i finansowym, a nie polityk.

— Odpowiedzialność polityczna za działania resortu i tak ciąży na premierze. Rolą ministra powinno być sprawne realizowanie polityki rządu. Jeśli będzie to robił polityk, a nie fachowiec, grożą nam takie problemy, jakie dziś mamy z PZU i Eureko. Takie sprawy psują Polsce opinię, a w dodatku mogą nas narazić na poważne konsekwencje finansowe — uważa Jeremi Mordasewicz.

Organizator

Puls Biznesu

Autor rankingu

Coface

Partner strategiczny

Alior

Partnerzy

GPW Orlen Targi Kielce Energa Obrót