Premiera premiera

Wojciech Kowalczuk
opublikowano: 2002-03-22 00:00

Zanim jeszcze Leszek Miller zdążył dobrze usadowić się w fotelu premiera, już pewien popularny tygodnik uznał go za Człowieka Roku 2001. Po kilku tygodniach przyznano mu statuetkę telewizyjnego Wiktora dla naj-popularniejszego polityka. Deszcz nagród na początku urzędowania zaskoczył samego obdarowanego. Wytłumaczenie jest proste. Prawdopodobnie społeczeństwo, jako bądź co bądź pracodawca premiera, postanowiło zrobić wszystko co możliwe, aby zmotywować go do realizacji trudnego zadania, jakim jest ustawienie naszej wykolejonej gospodarki na właściwe tory i odwieść od ewentualnej rezygnacji z funkcji. Tylko czy Wiktor i Człowiek Roku wystarczą? Niewykluczone, że już niedługo, aby premier nie stracił motywacji, trzeba będzie rozpocząć zabiegi o przyznanie mu Nagrody Nobla, bo mimo że paru Polaków liczy się w Hollywood, Oscara dla Leszka Millera raczej nie uda się załatwić.