Prezes Aplisens: małemu łatwiej w kryzysie

Kamil Zatoński
opublikowano: 28-04-2009, 00:00

Szef Adam Żurawski zapowiada liczne inwestycje, które zaowocują, jak skończy się kryzys.

Spółka nie boi się kryzysu. Sprzedaje właśnie akcje w ofercie publicznej.

Szef Adam Żurawski zapowiada liczne inwestycje, które zaowocują, jak skończy się kryzys.

"Puls Biznesu": Spółka zakończyła book building. Jak przebiegały rozmowy z zarządzającymi funduszy? Czy w obecnych warunkach interesują się oni spółkami z rynku pierwotnego?

Adam Żurawski, prezes Aplisens: Zainteresowanie jest spore. Z naszego punktu widzenia mniej interesujące są jednak rozmowy o cenie, bo potencjalni inwestorzy chcą oczywiście zapłacić możliwie najmniej. Zdecydowaliśmy się na ustalenie ceny emisyjnej na poziomie 6 zł [maksymalna wynosiła 9 zł — red.], ale jednocześnie zrezygnowaliśmy ze sprzedaży "starych" akcji w ofercie publicznej. Naszym zdaniem, wycena nie odzwierciedla potencjału spółki. Z drugiej strony, nie chcemy zajmować się kilkoma sprawami naraz i przeciągać procesu wchodzenia na giełdę.

Wpływy z emisji będą niższe od pierwotnie oczekiwanych. Jak zmienią się plany inwestycyjne?

Priorytetem jest spłata długu zaciągniętego na zakup udziałów w firmie OSK. Nie zrezygnujemy też na pewno z prac rozwojowych. Najprawdopodobniej w mniejszym stopniu zasilony zostanie kapitał obrotowy. Liczymy jednocześnie, że środki z bieżącej działalności pozwolą nam na sfinansowanie inwestycji w moce produkcyjne. Co najwyżej proces ten trochę się opóźni.

Czy przez to wasze prognozy na ten rok są zagrożone?

Nie, inwestorzy nie powinni się obawiać weryfikacji planu finansowego.

Mimo kryzysu chcecie inwestować. Czy zwiększanie mocy produkcyjnych w sytuacji dużej niepewności co do długości trwania spowolnienia gospodarczego nie jest zbyt ryzykowną strategią?

Kończymy inwestycje rozpoczęte w poprzednich latach. Z tych, które pozostają w planach, najważniejszy jest zakład w Krakowie, który powinien ruszyć w 2011 r. Wtedy kryzys będzie już najprawdopodobniej za nami, dlatego chcemy być przygotowani na wzrost zamówień.

Ostrzycie sobie apetyt na zyski z rynków wschodnich — Rosji, Ukrainy i Białorusi. Tymczasem sytuacja gospodarcza tych państwa jest coraz gorsza.

Kryzys na rynkach krajów WNP dotknął nas pod koniec ubiegłego roku, jednak od lutego 2009 r. zamówienia zaczęły dynamicznie rosnąć i powrócił optymizm. Uważamy przy tym, że dynamika rynku będzie wyższa w Europie Zachodniej. Tam też szukamy nowych klientów, a dodatkową szansą dla nas jest obecny, niski kurs złotego.

Popyt na wyroby firmy jest w części pochodną wielkości nakładów inwestycyjnych w gospodarce. Tymczasem te gwałtownie hamują, głównie z powodu braku kapitału.

To, że jesteśmy stosunkowo małym podmiotem, a wartość pojedynczych zamówień również nie jest duża, czyni nas elastycznymi. Dzięki temu dość łatwo możemy przemieszczać się między poszczególnymi rynkami, a jednocześnie nie jesteśmy tak narażeni na ryzyko problemów z wypłacalnością naszych klientów. Branże, dla których produkujemy — np. ochrona środowiska — są na dodatek stosunkowo odporne na dekoniunkturę. Duża część naszych klientów dokonuje ponadto zakupów pod kątem odtworzenia posiadanej aparatury, a nie w ramach nowych inwestycji.

Jeszcze tylko dziś i jutro można zapisywać się na akcje spółki Aplisens. Cenę emisyjną ustalono na 6 zł. W ofercie publicznej znalazło się 2,5 mln akcji. Oznacza to, że wartość oferty wyniesie maksymalnie 15 mln zł. Spółka zajmuje się produkcją aparatury kontrolno-pomiarowej oraz elementów automatyki przemysłowej. Aplisens wyda pieniądze uzyskane od inwestorów na rozbudowę mocy produkcyjnych, prace rozwojowe oraz ekspansję zagraniczną. W ubiegłym roku spółka zarobiła na czysto 9,2 mln zł przy przychodach sięgających 46 mln zł.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu