Prezes Blackberry ma gwiazdorski kontrakt

Kanadyjska spółka przedłużyła umowę z prezesem Johnem Chenem. W najbliższych latach menedżer może zarobić krocie

John Chen wskoczył do okrętu o nazwie BlackBerry w 2013 r. z misją uratowania jednostki przed zatonięciem. Kiedyś „jeżynka” kojarzyła się ze smartfonem, z którym nie rozstawał się Barack Obama, a nawet cała armia rekinów z Wall Street. Później pojawił się iPhone i BlackBerry zaczął tracić udziały w rynku.

Zobacz więcej

SZEROKIE HORYZONTY: John Chen znany jest głównie z prezesury w BlackBerry w ciężkich dla spółki czasach, ale ma w CV także kilka innych ciekawych miejsc. Zasiada m.in. w radzie dyrektorów koncernu medialnego Walt Disney i w zarządzie orkiestry San Francisco Symphony. Fot. Bloomberg

John Chen odsunął na bok biznes związany z produkcją smartfonów i całą siłę koncernu skierował w stronę oprogramowania. Firma popiera taki kierunek i postanowiła zatrzymać 62-letniego menedżera. Chen podpisał umowę na kolejne pięć lat, do listopada 2023 r. Kontraktu nie powstydziłyby się największe gwiazdy piłki nożnej czy koszykarze NBA. To gwiazdorska umowa.

Pakiet płacowy zawiera 10 mln zastrzeżonych akcji, których wartość według notowań z połowy ostatniego tygodnia szacowana jest na 128 mln USD. Połowa, czyli 5 mln, będzie wypłacona, jeśli spółka osiągnie cele dotyczące notowań giełdowych, czyli osiągnie poziom 16-20 USD za akcję. Druga połowa będzie przekazywana przez najbliższe pięć lat w systemie równych transz co rok, począwszy od listopada przyszłego roku. John Chen otrzyma też nagrodę pieniężną opartą na wynikach spółki, jeśli cena za akcję sięgnie 30 USD. Kapitalizacja rynkowa BlackBerry musi sięgnąć około 16,1 mld USD, czyli 134 proc. więcej niż dzień przed podpisaniem przedłużenia kontraktu. Pensja podstawowa i bonusy się nie zmienią. Agencja Bloomberg poinformowała, że w przypadku Chena chodzi o kwoty 1 i 2 mln USD.

Restrukturyzacja nie jest łatwym procesem dla BlackBerry, które dekadę temu pławiło się w chwale,będąc producentem kultowych smartfonów. Nowa strategia zakładała rezygnację z produkcji smartfonów — prawa do marki nabył chiński koncern TCL, postawienie na opracowywanie oprogramowania zabezpieczającego, zwolnienie tysięcy pracowników i agresywne wejście na front walki o patenty.

Ostatnio BlackBerry wyzwało na pojedynek Facebooka, któremu zarzuca naruszenie patentów związanych z technologią przesyłania wiadomości z wykorzystaniem urządzeń mobilnych. Koncerny ponoć prowadziły negocjacje przez kilka lat, ale ostatecznie zmierzą się na sali sądowej. BlackBerry domaga się pieniędzy i zaprzestania wykorzystywania patentów.

Efekty odważnych ruchów widać w słupkach giełdowych — od początku roku akcje podrożały o 15 proc., podczas gdy w całym zeszłym roku notowania podskoczyły o ponad 60 proc. Obecna cena jest dużo wyższa od dołka z czerwca 2014 r., kiedy za akcje kanadyjskiej firmy płacono poniżej 6 USD.

BlackBerry pracuje jednak nie tylko w sądzie, ale także w swoich centrach badawczo-rozwojowych. To tam opracowano system Jarvis, który ma pomóc producentom aut wykrywać słabe punkty w oprogramowaniu używanym w pojazdach. Jarvis skanuje automatycznie linijki kodu w poszukiwaniu luk. To żmudna robota informatyków, która jest na wagę złota w epoce aut podłączonych do internetu i jeżdżących bez kierowców, ale może pomóc Chenowi zrealizować cele. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Łukasz Ostruszka

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Prezes Blackberry ma gwiazdorski kontrakt