W porządku obrad posiedzenia rady nadzorczej KGHM jest już punkt o zmianach w zarządzie. MSP uspokaja, Solidarność — wręcz przeciwnie.
30 maja spotka się rada nadzorcza KGHM, jednej z największych spółek na warszawskiej giełdzie. Jeden z ostatnich punktów posiedzenia będzie dotyczył zmian w zarządzie. Chodzi o posadę Wiktora Błądka, prezesa konglomeratu.
— Już dawno taki wniosek powinien był przegłosowany — grzmi Józef Czyczerski, szef działającej w KGHM Solidarności.
Teraz jednak jest ku temu powód. Według ciągle nieoficjalnych, ale wiarygodnych informacji, pracownicy KGHM wybrali w niedawnym głosowaniu Wiktora Błądka na swojego przedstawiciela w zarządzie. Jego kandydaturę zgłosił Związek Zawodowy Pracowników Przemysłu Miedziowego, na czele którego stoi Ryszard Zbrzyzny, poseł SLD.
Smaczku sprawie dodaje fakt, że członek zarządu z wyboru pracowników może być odwołany jedynie przez pracowników. Jacek Socha, minister skarbu, który w spółce ma ponad 40 proc. udziałów, wspominał już wcześniej, że łączenie funkcji reprezentanta załogi i szefa firmy nie jest możliwe.
— To stanowisko jest cały czas aktualne — zapewnia Krzysztof Żyndul, wiceminister skarbu nadzorujący KGHM.
— Szkoda tylko, że skarb państwa nie zrobił nic, aby zapobiec łamaniu prawa przy wyborach. Przypadków omijania przepisów było bardzo dużo — dodaje Józef Czyczerski.
Solidarność, która zbojkotowała wybory, chce unieważnienia głosowania. Zamierza też złożyć doniesienie do prokuratury. Chodzi m.in. o wymuszanie na pracownikach udziału w głosowaniu oraz o wzór kart do głosowania uniemożliwiający oddanie głosu na nie.
— Całą dokumentację wyślemy do ministra Sochy. Zobaczymy, co z tym zrobi — mówi Józef Czyczerski.
Komisja nadzorująca wybory odrzuca zarzuty Solidarności. MSP czeka na oficjalne potwierdzenie wyników wyborów.
— Dlatego na razie jest za wcześnie, aby mówić o zmianach na stanowisku prezesa. Musimy przyjrzeć się zarzutom o łamaniu prawa w trakcie wyborów. Niech to samo zrobi rada. A to, że w porządku obrad jest punkt o zmianach w zarządzie, jeszcze niczego nie przesądza — zastrzega Krzysztof Żyndul.



