Prezes Bomi zobaczy wyjściowe drzwi

MZAT
opublikowano: 2012-07-13 00:00

Dziś zbierze się walne spółki, która wniosła o upadłość. Los prezesa Jesionowskiego jest poważnie zagrożony. Problem ma też A.pl.

Dziś o godzinie 11. w warszawskim hotelu MDM rozpoczną się obrady nadzwyczajnego walnego Bomi. Po tym, jak banki wymówiły kredyty: Pekao, PKO BP i BRE Bank, spółka złożyła wniosek o upadłość z możliwością układu.

Bomi od kilku lat miało problemy z rentownością — o tym, że bierze się za przeprowadzanie restrukturyzacji, spółka informowała już w 2010 r. Od tego czasu jednak kolejne zarządy — mimo cięć zatrudnienia i zamykania najbardziej nierentownych placówek — nie dały rady wyprowadzić jej na prostą. W lutym tego roku — po tym jak udało się przeforsować ratunkowe emisje akcji, z których spółka zebrała 35 mln zł — na pokład Bomi wezwano Witolda Jesionowskiego, na rynku kojarzonego jako specjalista od wyprowadzania na prostą firm w dużych tarapatach. Nowy prezes — wcześniej szefujący m.in. Lubawie, Gino Rossi i Hardeksowi — zastąpił na czele spółki Marka Romanowskiego. Miał dokonać szybkich cięć, dogadać się z bankami i uratować spółkę przed upadłością. Nie udało się, a teraz Witold Jesionowski może być zmuszony do opuszczenia fotela prezesa.

— Zbliża się czas bolesnych refleksji i ocen. Delikatnie mówiąc, poczynania prezesa Jesionowskiego wywołały bardzo duże niezadowolenie ważnych akcjonariuszy. To nie tak miało być — słyszymy od jednego z akcjonariuszy spółki. Jutrzejsze walne będzie kontynuacją obrad rozpoczętych miesiąc temu. Głównym punktem programu ma być decyzja w sprawie emisji akcji lub warrantów subskrypcyjnych, której przeprowadzenie miałoby pomóc w utrzymaniu spółki na powierzchni. Prezes Jesionowski zakłada, że Bomi potrzebuje ok. 50 mln zł, by mieć szanse na przetrwanie.

W środę informował media o zainteresowaniu objęciem wartych kilka — kilkanaście milionów złotych pakietów przez „kilku akcjonariuszy”. Upadłość to problem także dla notowanej na NewConnect spółki A.pl, prowadzącej w kilkunastu miastach internetowy sklep spożywczy. A.pl niemal wszystkie dostawy (95 proc.) realizuje ze sklepów Bomi (do którego należy 17,69 proc. akcji internetowej spółki).

— Widzieliśmy, co się dzieje w Bomi, teraz negocjujemy przejście do innego dostawcy. W ciągu tygodnia powinny zapaść w tej sprawie rozstrzygnięcia — mówi Piotr Bieliński, prezes Actiona, które ma 18,5 proc. papierów A.pl.