Joachim Kempin, który pracował w Microsofcie w latach 1983-2002 i kierował sprzedażą programu Windows producentom komputerów, właśnie wydał swoje wspomnienia z pracy w jednej z największych firm na świecie.

Aby Microsoft naprawdę wrócił do gry na poważnie, potrzebna jest zmiana w zarządzie.
- Choć szanuję Steve'a Ballmera, może to dotyczyć także jego – powiedział Kempin.
Zarzuca Ballmerowi, że celowo eliminował z władz spółki każdego, kto mógłby zagrozić mu na stanowisku prezesa, które zajmuje od 2000 roku.
Jako przykład wskazuje Richarda Belluzzo, który przeszedł do Microsoftu z Hewlett-Packarda. Po skutecznym wprowadzeniu na rynek konsoli Xbox został dyrektorem operacyjnym w Microsofcie, jednak jego kariera na tym stanowisku zakończyła się już po 14 miesiącach.
- Nie miał w ogóle oddechu „na górze”. Kiedy pracujesz bezpośrednio z Ballmerem i Ballmer pomyśli: „być może ten koleś któregoś dnia może mi zagrozić”, mój boże, nie masz już żadnych szans na oddech – powiedział Kempin.
Zwrócił jednocześnie uwagę, że ten styl zarządzania spółką przynosi negatywne skutki. Twierdzi, że Microsoft miał dobre rozpoznanie nadchodzących zmian na rynku, jednak nic z tego nie wynikło.
- Nie wykorzystali wszystkich możliwości, o których mówili, kiedy byłem jeszcze w spółce. Tablety, telefony... mieliśmy działający tablet, mieliśmy oprogramowanie tabletu kiedy wchodził Window XP, nigdy nie potoczyło się to właściwie – powiedział Kempin.