Prezes PGE kreśli czarny scenariusz

Magdalena GraniszewskaMagdalena Graniszewska
opublikowano: 2012-09-07 00:00

Jeśli inwestycja w Opolu się opóźni, wywoła reakcję łańcuchową zakończoną recesją gospodarki – ostrzega Krzysztof Kilian

Negatywna decyzja sądu, opóźnienie projektu w Opolu, upadek Polimeksu, blokada kolejnych inwestycji energetycznych w kraju, głęboka recesja. Przed taką sekwencją zdarzeń przestrzega Krzysztof Kilian, prezes PGE. Scenariusz bardzo czarny, ale możliwy.

Efekt domina…

Decydującym dniem będzie 18 września. Wtedy Naczelny Sąd Administracyjny zajmie się kwestią decyzji środowiskowej dla flagowej inwestycji PGE, czyli projektu budowy dwóch bloków węglowych, na 900 MW każdy, w Opolu, za 11 mld zł. Decyzję zaskarżyli ekolodzy, wygrali w poprzedniej instancji, więc teraz sąd albo podtrzyma uchylenie, albo przyzna rację PGE.

— Decyzja pozytywna będzie miała daleko większe znaczenie dla polskiej gospodarki niż tylko zielone światło dla tej inwestycji. Decyzja negatywna może uruchomić lawinę katastrof — uważa Krzysztof Kilian.

Bo choć PGE jest gotowe, by w trzy-cztery miesiące złożyć kolejny wniosek środowiskowy, nie ma pewności, że Polimex-Mostostal dotrwa do tego czasu. Polimex jest członkiem konsorcjum (liderem jest Rafako), które wygrało przetarg na budowę bloków w Opolu. Realizacja tego kontraktu jest dla niego kwestią życia i śmierci, bo pod względem finansowym — podobnie jak wiele firm z branży — jest praktycznie na dnie, czego świadomi są wierzyciele. Jeśli Polimex upadnie — jego zadania będzie musiał przejąć lider konsorcjum. Pytanie, czy sobie poradzi.

— Widzę tu ryzyko. Co najmniej opóźnień — sygnalizuje Krzysztof Kilian. Widzi też ryzyko dla wszystkich inwestycji energetycznych zaplanowanych na najbliższe lata. — Kto miałby realizować te inwestycje? Jeśli Polimex upadnie, a może również kolejne firmy, nie będzie na rynku wystarczającego potencjału budowlanego — uważa Krzysztof Kilian, odnosząc się do problemów m.in. grupy PBG.

…do zatrzymania przez rząd

I tu szef PGE widzi najczarniejsze konsekwencje — brak inwestycji w połączeniu z kryzysem może pogrążyć polską gospodarkę. — W samym PGE w grę wchodzi wstrzymanie wydatków rzędu 4-5 mld zł w przyszłym roku, a 15 mld zł łącznie w najbliższych latach — szacuje Krzysztof Kilian.

Taka jest łączna wartość gotowych lub bardzo zaawansowanych inwestycji PGE, czyli projektu w Opolu, w Turowie (blok opalany węglem brunatnym o mocy 430-450 MW za 2,5 mld zł) i mniejszych, np. w Bydgoszczy (blok gazowo-parowy na 400 MW). A do tego dochodzą inwestycje innych firm energetycznych, choćby Enei, która zamierza wybudować za ponad 6 mld zł blok gazowy na 900 MW w Kozienicach. Przetarg wygrało konsorcjum Hitachi z… Polimeksem. Zdaniem prezesa PGE, rząd powinien się tym zająć.

— Agencje rządowe powinny włączyć się w ratowanie chwilowo trudnej sytuacji płynnościowej w firmach zaangażowanych w projekty strategiczne dla rozwoju całej gospodarki — twierdzi Krzysztof Kilian.

Gorąca jesień Polimeksu

Nowi menedżerowie i nowe podejście do księgowości. Efekt to bolesny dla akcjonariuszy bilans otwarcia — po drugim kwartale budowlana grupa zanotowała 370 mln zł strat. Co dalej? Do listopada mają zapaść decyzje dotyczące spłaty długów. Zarząd proponuje dokapitalizowanie spółki poprzez emisję akcji dla dotychczasowych akcjonariuszy, dla nowych inwestorów oraz konwersję części długów. Możliwe jest też przejęcie pakietu kontrolnego przez inwestora strategicznego. Zainteresowani mają być rosyjski VIS Construction Group, sopockie NDI, Roman Karkosik czy spółki branżowe z Francji i Turcji.

OKIEM ANALITYKA

Zagraniczni wykonawcy chętnie przejmą kontrakty

PAWEŁ PUCHALSKI

szef działu analiz BZ WBK

Perspektywy dla inwestycji energetycznych w Polsce widzę w nieco jaśniejszych kolorach. Po pierwsze — Polimex, oprócz Opola, ma w portfelu pewny kontrakt w Kozienicach. Po drugie — na polskim rynku aktywne są przecież również zagraniczne koncerny specjalizujące się w budownictwie energetycznym. Ewentualny brak na rynku dwóch grup, czyli PBG i Polimeksu, będzie poważnym uszczerbkiem, ale konkurenci — lokalni i zagraniczni — przecież z przyjemnością przejmą lukratywne kontrakty. Hipotetyczny scenariusz upadku Polimeksu z pewnością spowodowałby kolejne wielomiesięczne opóźnienia w realizacji inwestycji energetycznych, ale katastrofę — raczej nie. Jeśli chodzi o moją opinię na temat roli państwa w ratowaniu prywatnych firm, mogę jedynie odwołać się do doświadczeń europejskich i greckiej paraleli — osobiście nie wierzę, żeby miliardy euro pompowane w tę gospodarkę uzdrowiły ją. Niestety, tak właśnie działa wszelka publiczna pomoc.