Prezesie, uprzedź ruch pracodawcy

Mirosław Konkel
opublikowano: 2011-02-28 15:29

Choćbyś prezesem był dopiero od wczoraj, już zawczasu szykuj plan awaryjny.

Nie znalazł swego nazwiska na liście uczestników delegacji, która miała jechać do Niemiec podpisać ważny kontrakt. Tak dowiedział się, że przestał być prezesem. Nie umiał w to uwierzyć, bo wyniki firmy, którą zarządzał, z miesiąca na miesiąc były coraz lepsze. Przyznaje, że emocje przeszkadzały mu podejmować racjonalne decyzje. Zamiast zacząć szukać kolejnej posady, skupił się na swoim żalu i poczuciu krzywdy.

— W okresie wypowiedzenia nie chciałem zwolnić swojego gabinetu, chociaż już był wyznaczony mój następca. Nawet dyspozycje wydawałem ludziom w taki sposób, jakbym nadal był szefem — opowiada 42-letni Andrzej, który po rocznych staraniach wreszcie znalazł nową pracę.

Niestety, znacznie gorszą od poprzedniej.

Sztuka wojny

Marek Matkowski, psycholog biznesu, trener i coach, lubi cytować słowa antycznego chińskiego stratega wojskowego Sun Tzu: „Dobry generał zawsze ma zapewnioną drogę odwrotu”. Uczestnikom swoich szkoleń radzi tworzyć plany awaryjne. Jego zdaniem, zwolnienie jest katastrofą tylko dla tych, którzy nie przyjmują do wiadomości, że w funkcje kierownicze wpisana jest tymczasowość.

— Szczególnie w spółkach skarbu państwa pozycja top menedżerów jest niestabilna. Ale także szefowie firm prywatnych są dość łatwo zatapialni — za burtę może ich wyrzucić byle kryzys, fuzja czy przetasowanie w radzie nadzorczej — podkreśla Marek Matkowski.

O tym, kto się przy sterze utrzyma dłużej, nie decydują profesjonalizm, doświadczenie czy skuteczność biznesowa. Nawet koneksje niekiedy bywają kamieniem u szyi. Przekonał się o tym 45-letni Janusz, do niedawna dyrektor regionalny dużej korporacji budowlanej. Stracił stanowisko z powodu lojalności.

— Byłem dyspozycyjny, oddany, ale nowy prezes wyciął wszystkich ludzi, których awansował jego poprzednik. Zastąpił nas swoimi pupilami — oburza się Janusz.

Ręka na pulsie

Marek Matkowski twierdzi, że menedżerowie są tak bardzo pochłonięci bieżącymi obowiązkami, że przestają dostrzegać to, co może zagrażać ich karierze. A gdy już zobaczą niepokojące znaki, natychmiast włączają mechanizm samookłamywania. Na przykład tłumaczą sobie, że są dla firmy zbyt ważni, aby się czegokolwiek obawiać. Przeceniają swoje możliwości i wpływy. Psycholog ostrzega nawet, że nadmierne zaangażowanie w pracę może prowadzić do zaniku życia towarzyskiego.

— Nie przeszkadza to menedżerowi dopóty, dopóki wszystko idzie dobrze. Kiedy zostaje zwolniony, nawet nie ma do kogo zwrócić się o pomoc — wyjaśnia ekspert.

Przekonuje, że dobrze mieć znajomych wśród prezesów, biznesmenów i head-hunterów. Bo wiele niezobowiązujących rozmów kończy się atrakcyjną ofertą zatrudnienia. Zachęca też do chodzenia na rozmowy kwalifikacyjne, choćbyśmy wcale nie myśleli o zmianie pracy. Dzięki temu można poznać swoją wartość rynkową.

Miękkie lądowanie

Zdaniem Marka Matkowskiego, otwartość na możliwe zmiany nie może być tożsama z brakiem lojalności.

— Prezes, który poważnie myśli o karierze, dba o swoją reputację solidnego menedżera, który daje z siebie wszystko — zaznacza szkoleniowiec.

O czym jeszcze powinni pamiętać prezesi, aby nie dać się zaskoczyć? Jacek Borowski, doradca personalny, podpowiada, że trzeba się przygotować finansowo na długie miesiące bez zarobków.

— Mając puste konto, ludzie zachowują się nieraz jak desperaci, czyli podejmują pracę poniżej swoich aspiracji. A to później kiepsko wygląda w CV — wyjaśnia konsultant.

Warto przed podpisaniem kontraktu menedżerskiego skonsultować się z prawnikiem, jak to robią Amerykanie. Dobra umowa zapewnia menedżerowi miękkie lądowanie.

Doświadczony menedżer myśli jak szachista.
Doświadczony menedżer myśli jak szachista.
None
None