Prezydencja się przebudziła

Jacek Zalewski
opublikowano: 2011-08-31 00:00

Bilans dwóch miesięcy, czyli już jednej trzeciej polskiej prezydencji w Radzie Unii Europejskiej, jest abstrakcją. Państwo trafiające na drugie półrocze ma jeden wakacyjny miesiąc wolny — i w polskim harmonogramie sierpień był białą plamą. W spokojnych czasach wszyscy zgodnie by plażowali, ale akurat w tegorocznym sierpniu, pełnym zawirowań na rynkach finansowych, prezydencja Polski politycznie po prostu nie istniała. Tym bardziej że jako państwo spoza strefy euro w wielu ważnych kwestiach z założenia znaleźliśmy się na decyzyjnym aucie.

Nic dziwnego, że przy okazji brukselskiego święta Solidarności (patrz wektor na str. 3) premier Donald Tusk podjął próbę złapania lejców, które wymknęły mu się z rąk. Zapowiedział intensyfikację prac Rady UE nad tzw. sześciopakiem, czyli pięcioma rozporządzeniami i jedną dyrektywą, które wzmocnią dyscyplinę finansową. 20-21 października zorganizujemy konferencję na temat perspektywy finansowej 2014-20. Wcześniej triumfem na krajowym podwórku ma być 29-30 września szczyt partnerstwa wschodniego.

W słowach brzmi to wzniośle, ale gdyby upuścić propagandowe powietrze, efektywność owych inicjatyw radykalnie spada. W kraju premier jeszcze niedawno w identycznym stylu ogłaszał przyspieszone uchwalenie budżetu 2012 — do czasu zderzenia się z ustawową ścianą kalendarzową. Wczoraj zaś w Brukseli charakterystyczny był brak przewodniczącego Hermana Van Rompuya, który odbył z Donaldem Tuskiem jedynie zastępczą rozmowę telefoniczną. A przecież bez skutecznego przełożenia na forum Rady Europejskiej, skupiającej szefów państw i rządów, plany prezydencji to tylko chciejstwo.