Prezydencja to zamek z piasku

Jacek Zalewski
opublikowano: 2011-08-11 00:00

W piątek 1 lipca, dosłownie w pierwszych godzinach polskiej prezydencji w Radzie Unii Europejskiej, ogłoszony został komunikat o jej pierwszym triumfie. Oto pod naszym przewodem ponoć udało się uzyskać zgodę kwalifikowanej większości rady na przygotowany przez Komisję Europejską budżet 2012. W stosunku do roku 2011 komisja zaprojektowała nominalny wzrost wydatków o 4,9 proc., czyli realny o blisko 3 proc. Optymistyczne stanowisko Rady UE miało dawać polskiej prezydencji mandat do negocjacji z Parlamentem Europejskim.

Pod koniec lipca Rada UE przyjęła jednak stanowisko… prawdziwe, godząc się jedynie na nominalny wzrost wydatków o 2,02 proc., czyli budżet 2012 realnie zamrażając. Wielcy płatnicy przycięli prawie 4 mld EUR, zmniejszając budżet do 0,98 proc. dochodu narodowego brutto UE, czyli poniżej będącej świętością jedynki. Pod nóż poszły wydatki niezwykle ważne dla Polski — m.in. 1,3 mld EUR na politykę spójności, 100 mln EUR na transport, również 100 mln EUR na wspieranie konkurencyjności.

Dla nadrabiających cywilizacyjne zapóźnienie unijnych beneficjentów to wieści hiobowe. A wydźwięk wręcz… tragikomiczny ma tryb dokonania cięć. Otóż stanowisko Rady UE przeszło w tzw. procedurze pisemnej, polskiej prezydencji zaś przyszło jedynie wpiąć kartki do jednego skoroszytu. Merytorycznie nawet nie wypadało się nam odezwać, bo prezydencja ma nakazaną neutralność. Tezę postawioną w powyższym tytule formułowałem już wielokrotnie, ale nie spodziewałem się uzyskania tak twardego dowodu już w pierwszym miesiącu.