W piątek Donald Trump wprowadził się do Białego Domu. Jedni są szczęśliwi i mają nadzieję na cztery niezwykłe lata zupełnie innej prezydentury niż wszystkie dotychczasowe, a inni już odliczają dni do kolejnych wyborów i szukają potencjalnych kandydatów do starcia w 2020 r. Nieoczekiwanie coraz mocniejszym kandydatem jest Mark Zuckerberg.

Prestiżowy magazyn „The Atlantic” tuż przed inauguracją Trumpa opublikował tekst zatytułowany „Zuckerberg 2020?”, w którym czytamy, że choć pogłoski o prezydenckich aspiracjach szefa Facebooka mają dość długą historię, to ostatnio coraz więcej znaków na niebie i ziemi wskazuje, że za cztery lata internetowy geniusz może być poważną kandydaturą. „W ostatnich tygodniach kandydatura Zuckerberga na urząd prezydenta USA stała się całkiem zasadną możliwością” — napisał „The Atlantic”.
O co chodzi? Założyciel i prezes najpopularniejszego portalu społecznościowego na świecie wyznaczył sobie na ten rok osobisty cel: odwiedzić każdy z 50 stanów USA i spotkać się z jego mieszkańcami. W poście na Facebooku napisał, że społeczeństwo znalazło się w punkcie zwrotnym historii. Przyznaje, że przez dziesięciolecia technologie i globalizacja połączyły ludzi i poprawiały wydajność, ale dla wielu osób życie stało się trudniejsze, co przyczyniło się do niespotykanego poczucia podziału.
„Musimy znaleźć sposób na to, aby zmienić reguły gry” — dodał Mark Zuckerberg. Zauważa więc to, co w ostatnich wyborach dostrzegł sztab Donalda Trumpa, czyli rzesze rozczarowanych i sfrustrowanych Amerykanów, którzy stali się żywym dowodem pogłębiających się nierówności społecznych. Przejażdżka Zuckerberga po wszystkich zakątkach Ameryki wygląda jak plan prezydenckiego pozyskiwania głosów. Co więcej — zdjęcia z tych podróży będą publikowane na specjalnej stronie na Facebooku.
Mark Zuckerberg ma jedną poważną wadę, która może przesądzić o ewentualnym starcie w wyścigu po urząd najpotężniejszego człowieka na świecie — jest bardzo młody. Internetowy potentat urodził się w maju 1984 r., więc za cztery lata będzie miał ich zaledwie 36. Theodore Roosevelt w momencie obejmowania urzędu miał ponad 42 lata, John Kennedy — 43. W nowszej erze Bill Clinton zasiadł w gabinecie owalnym w wieku 46 lat, natomiast Barack Obama — 47. Zuckerberg byłby więc najmłodszy, nawet gdyby wystartował i wygrał dopiero w 2024 r. „The Atlantic” przypomina, że czasem droga do fotela jest jednak długa. Pytania o kandydowanie były zadawane Trumpowi już w 1980 r., a więc 36 lat temu.
Poza tym młody wiek z jednej strony jest wadą, a z drugiej może być zaletą. Za cztery lata Trump będzie mocno po siedemdziesiątce, co młody i energiczny Zuckerberg mógłby skrzętnie wykorzystać. 32-latek ma też broń tak potężną, jakiej nie będzie miał nawet obecnie urzędujący prezydent — platformę społecznościową Facebook, która zmieniła sposób komunikowania i odbierania treści, i dziś jest nazywany największym graczem medialnym na świecie.
Pół żartem, pół serio można stwierdzić, że Mark Zuckerberg ma dziś pod sobą kilka Ameryk, bo z portalu korzysta już prawie 1,8 mld osób, a populacja USA sięga 325 mln. Facebook jako spółka giełdowa wyceniany jest na około 370 mld USD. Mark Zuckerberg ma też znacznie więcej zasobów własnych — majątek młodego miliardera szacowany jest przez agencję Bloomberg na 55,1 mld USD, co daje mu piąte miejsce na globalnej liście bogaczy.
Trump nie ma w tym wyścigu żadnych szans. „Zuckerberg prezydentem” — to na razie koncepcja nadająca się na fabułę z gatunku political fiction, ale Amerykanie poważnie zastanawiają się, kto będzie w stanie odebrać władzę populistycznemu Trumpowi.
W połowie grudnia ubiegłego roku „The New Yorker” opublikował listę 13 kobiet, które powinny pomyśleć o kandydowaniu w wyborach w 2020 r. Magazyn wymienia panie, które mogą zrobić to, na czym poległa Hillary Clinton. Na liście są m.in. twarda senator Elizabeth Warren ze stanu Massachusetts, która wygrała kilka wojen z Trumpem na Twitterze, a także piękna i młoda (zaledwie 35 lat) Tulsi Gabbard, reprezentantka Hawajów, która jest jednocześnie weteranką z Iraku, oraz — uwaga — Sheryl Sandberg, dyrektor operacyjna Facebooka i od wielu lat zaufany człowiek Marka Zuckerberga. © Ⓟ
