Przebiegają w atmosferze protokolarnej kurtuazji, przede wszystkim dlatego, że realne uprawnienia decyzyjne królów/królowych są dekoracyjne, prawdziwą władzę sprawują rządy. Zdecydowanie inaczej układają się relacje wybieralnych prezydentów i premierów, szczególnie w państwach, w których konstytucyjne uprawnienia obu ośrodków władzy się zazębiają i równoważą. Konstytucja RP z 1997 r. nadała nam ustrój zdecydowanie parlamentarno-gabinetowy, ale z istotną w okolicznościach nadzwyczajnych domieszką prezydencką.
Powyższy wstęp jest konieczny dla zrozumienia istoty nakręcania się spirali konfrontacji w Polsce. Poniedziałkowe spotkanie Andrzeja Dudy z Donaldem Tuskiem potwierdziło, że nie ma mowy nie tylko o kompromisie, lecz nawet o kohabitacji. Prezydent i premier umacniają kurs wzajemnie kolizyjny, przy czym każda strona deklaruje, że jest silną górą lodową, natomiast ta druga to kruchy Titanic. Nakładają się dwa zjawiska – osobiste ambicje i zadziorność adwersarzy oraz niezakończone wyborami z 15 października 2023 r. starcie polityczne. Andrzej Duda przez dwie kadencje usiłował rozpychać się ustawowo poza zbyt wąskie, w jego mniemaniu, kompetencje konstytucyjne, co PiS wyraźnie odczuwało. Po objęciu władzy przez KO/PO wraz z koalicjantami urząd prezydenta przekształca się z ośrodka państwa na centrum wsparcia utrzymania władzy przez PiS we wszystkich obszarach, gdzie tylko się daje.
Od zaprzysiężenia nowego rządu 13 grudnia na listę konfliktowych przebojów wskakują wciąż nowe utwory. Najbardziej klasycznym przykładem zapisanego na poziomie ustawowym zła z minionej epoki jest istnienie tzw. Rady Mediów Narodowych (RMN), która od jej utworzenia w 2016 r. pozostaje niekonstytucyjnym nowotworem wobec Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, bo to ta instytucja stoi konstytucyjnie na straży „interesu publicznego w radiofonii i telewizji”. Od kilku dni najgłośniejszym przebojem konfliktu na szczytach państwa nie są już media publiczne, lecz wewnętrzna struktura i obsada Prokuratury Krajowej. Zbigniew Ziobro jednak dopuszczał ewentualność oddania władzy, dlatego profilaktycznie zastawił na swojego następcę Adama Bodnara ustawową pułapkę.
Prezes Jarosław Kaczyński pod koniec drugiej kadencji także brał pod uwagę możliwość utraty władzy. Wypada przypomnieć szokujący środowiska gospodarcze pomysł zabetonowania kadrowego nominatów PiS w największych firmach państwowych. 24 października 2022 r. wpłynął do Sejmu, ale w atmosferze kompromitacji został już 27 października wycofany, kuriozalny poselski projekt. Przewidywał utworzenie 5-osobowej tzw. Rady do spraw Bezpieczeństwa Strategicznego, która rządziłaby nominacjami w strategicznych spółkach z udziałem skarbu państwa. Rada miałaby być powoływana na 6-letnią kadencję przez Sejm, Senat i prezydenta w proporcji 3:1:1, byłaby ustawowo praktycznie nieodwoływalna. Wtedy za zakulisowego inicjatora ustawy uważany był Daniel Obajtek, dla którego oddanie fotela prezesa Orlenu było po prostu niewyobrażalne. Po wyborach z 15 października pogodził się z nieuchronnością wyroku nowych nadzorców politycznych koncernu, którego wydanie odsuwa się na początek lutego. Rada, która upadła już trzy dni po objawieniu się projektu, miała być biznesowym odpowiednikiem wspomnianej Rady Mediów Narodowych. W związku z niezałożeniem przez PiS ustawowych pułapek w obszarze gospodarki – na szczęście przynajmniej w tej sferze o starciach kompetencyjnych nie słychać. Walne zgromadzenia spółek, którymi są po prostu ministrowie, prowadzą kodeksową wymianę rad nadzorczych i zarządów, która stała się oczywistością tuż po ogłoszeniu wyników wyborów z 15 października.

