"Wierzę, iż wejdę, choć wiem, że w tej chwili ekipa rządowa stara się zrobić wszystko, aby było inaczej. I to jest bardzo złe z punktu widzenia państwa" - powiedział L.Kaczyński pytany przez dziennikarzy w samolocie o swoją akredytację na szczyt.
Dziennikarze dopytywali, czy wierzy, iż wejdzie na szczyt. "Zobaczymy, bo z tego co wiem, pan premier działa w sposób wysoce niekonwencjonalny, tak bym to określił" - zaznaczył L.Kaczyński. "To mnie i śmieszy, i żenuje" - dodał. Zaznaczył też, że jest w bardzo dobrym humorze i nie da się sprowokować.
Prezydent ma zamiar podczas obrad Rady Europejskiej siedzieć obok premiera Donalda Tuska.
"Mam nadzieję, że tak, bo tam nie ma innych miejsc dla premierów i prezydentów, są obok siebie" - mówił.
Dopytywany, czy w takim razie zabraknie miejsca dla któregoś z ministrów, odparł: "Tak i tak się bardzo często zdarza, bo tam ministrowie spraw zagranicznych nie odgrywają istotniejszej roli".
"Tak tam po prostu jest, tam rolę odgrywają szefowie, tam jest to bardzo silne zhierarchizowanie, no niestety, co zrobić" - dodał.
L.Kaczyński przyznał, że obawia się kompromitacji Polski na arenie międzynarodowej. "Ale powstaje pytanie, kto za to ponosi odpowiedzialność, na pewno nie ja, nawet w jednym procencie" - podkreślił.
W dokumentach przesłanych na szczyt nie wymieniono prezydenta jako członka polskiej delegacji.
Lech Kaczyński spodziewa się, że podczas pobytu w Brukseli dojdzie do jego krótkiego spotkania z prezydentem Francji Nicolasem Sarkozym.(PAP)