Pro Polonia poczeka w Sejmie

Małgorzata Birnbaum
opublikowano: 2003-01-16 00:00

W bólach rodzi się ustawa o powstaniu Agencji Promocji Eksportu i Inwestycji Zagranicznych Pro Polonia. Wczoraj komisja nadzwyczajna przez trzy godziny dobrnęła do punktu 4 art. 4 i... utknęła. Do projektu posłowie mają kilkadziesiąt zarzutów.

Wczoraj nadzwyczajna komisja czytała projekt ustawy o stworzeniu agencji Pro Polonia. Nie ma wątpliwości, że nowa agencja będzie silnym organem państwowym. W tej kwestii posłowie zgadzają się z przedłożonym przez rząd projektem.

—Dla inwestorów japońskich zupełnie niezrozumiałe było, dlaczego w Polsce zajmowali się nimi pracownicy spółki prawa handlowego. Dlatego w negocjacjach z PSA Ministerstwo Gospodarki oddelegowało w tym celu wiceminister Ewę Freyberg. W przyszłości prezes nowej agencji ma być mocno umocowanym partnerem dla ministrów i inwestorów — tłumaczy Jacek Piechota, wiceminister gospodarki, pracy i polityki społecznej.

Zdaniem części posłów, nie należy jednak „kroić” nowej agencji tylko na miarę inwestorów strategicznych.

— To prawda, że największy problem agencja będzie mieć z wielkimi inwestycjami. Ale nie zapominajmy, że duży oferent zdarza się raz na kilka lat, natomiast firm małych i średnich jest i będzie dużo. Dlatego agencja powinna pomagać tego typu spółkom i otrzymywać pomoc rządu w sytuacji nadzwyczajnej — uważa Adam Stanisław Szejnfeld, poseł PO, przewodniczący Sejmowej Komisji Gospodarki.

Ma on wiele — ponad 20 — zarzutów do projektu. Jeden z nich dotyczy zadań przyszłej agencji, które będą częściowo pokrywać się z i tak już powielanymi działaniami m.in. wydziałów ekonomiczno-handlowych ambasad, Centrum Promocji Ministerstwa Gospodarki, Polskiej Organizacji Turystycznej, KUKE, PARP.

— Nie można wykluczyć, że agencja uzna za stosowne stworzenie oddziałów w tzw. białych plamach. Może ona wykorzystać np. wydziały ambasad, ale służba dyplomatyczna nie powinna tak ściśle zajmować się biznesem — twierdzi Jacek Piechota.

Posłów zbulwersował również zapis, zgodnie z którym agencja mogłaby komercyjnie doradzać przedsiębiorcom zagranicznym i prowadzić ich obsługę prawną.

— Przecież wiadomo, że każda firma będzie wolała, by to nie spółka prywatna, lecz instytucja państwowa z prezesem wybieranym przez premiera była jej pośrednikiem w kontaktach z inną instytucją państwową — oburza się Adam Szejnfeld.

Komisja przerwała spotkanie na omawianiu punktu 4 artykułu 4 (z 23). Kolejne czytanie w przyszłym tygodniu.