Kreml zaprasza Niemców do Moskwy, a Polska obstaje przy wecie. Słowem — napięcie rośnie.
Napięcie w stosunkach dyplomatycznych na linii UE — Rosja przed szczytem w Samarze, który zaplanowano na 17 i 18 maja, sięga zenitu. Kreml za wszelką cenę próbuje wbić klin między kraje członkowskie Unii, grając m.in. energetyczną kartą. Kiedy nad sensem rozpoczęcia rozmów debatowali w Brukseli ministrowie spraw zagranicznych Unii, Rosja nieoczekiwanie wystąpiła z nową propozycją. Siergiej Ławrow, szef rosyjskiej dyplomacji, zaprosił na tzw. kryzysowe rozmowy Franka Waltera Steinmeiera, swego niemieckiego odpowiednika, który z racji sprawowanego przez Berlin przewodnictwa w UE może jeszcze uratować szczyt.
Do spotkania, którego tematem będzie szeroko pojęte omówienie problemów w stosunkach między UE a Rosją, ma dojść dziś na Kremlu. Nie będą to jednak łatwe rozmowy, bo cień na wzajemne relacje rzucają m.in. brak postępów w negocjacjach na temat embarga na polskie mięso i produkty roślinne, plany budowy tarczy antyrakietowej, a także problem rosyjskich symboli w Estonii. Jednocześnie premier Jarosław Kaczyński zapowiedział, że ubiegłoroczne polskie weto w sprawie rozpoczęcia negocjacji nowego porozumienia jest nadal aktualne.
Przypomnijmy, że Warszawa próbowała się z niego wycofać, mając nadzieję na zmianę postawy Rosji. Ta jednak postanowiła grać twardą kartą. W czwartek Bruksela otrzymała pismo, w którym Rosja podtrzymuje konieczność utrzymania embarga. Podjęciu negocjacji sprzeciwiła się także Litwa.
Dyplomaci z Wilna podkreślają, że prowadzenie rozmów nie ma sensu, bo celem nie powinna być próba nawiązania strategicznego partnerstwa bez jasnego sprecyzowania treści negocjacji. „Financial Times” zauważa, że nowe kraje członkowskie, w tym Polska, Litwa i Estonia, próbują odciągnąć Unię od tradycyjnych stosunków panujących między Rosją a Unią, w której pierwsze skrzypce grała oś Paryż — Berlin — Rzym. W tym kontekście wszyscy oczekują na postawę świeżo upieczonego prezydenta Francji.