Próba spójności Węgier i Polski

Jacek Zalewski
19-08-2010, 00:00

Rząd potwierdził wczoraj stanowisko, że unijna polityka spójności powinna być kontynuowana także po roku 2013, czyli co najmniej w następnej perspektywie finansowej 2014-20. To tzw. oczywista oczywistość zarówno z punktu widzenia Polski, jak i pozostałych państw naszego ubogiego regionu, które przystąpiły do Unii Europejskiej. Przecież to właśnie nadzieja na zmniejszenie różnic w rozwoju społeczno-gospodarczym państw członkowskich była w roku 2003 głównym motywem głosowania większości Polaków "tak" w referendum akcesyjnym.

Na razie trudno jest przewidzieć, jaką siłę przebicia nasza regionalna argumentacja będzie miała w starciu z coraz bardziej konsolidującym się frontem starych, czyli najwyżej rozwiniętych państw członkowskich UE, które chcą skierowania znacznie większego strumienia budżetowego na wyższą półkę. Wszak to nie wyrównawcza spójność, lecz ciągnąca wspólnotę do przodu innowacyjność gra pierwsze skrzypce w projekcie strategii Europa 2020, która ma zastąpić niezrealizowaną strategię lizbońską.

Fatalna jest okoliczność, że debaty na temat perspektywy finansowej 2014-20 przypadają na okres kryzysowy czy ledwie postkryzysowy. Dlatego coraz większego znaczenia nabiera sprawowanie w roku 2011 prezydencji UE najpierw przez Węgry, a potem przez Polskę. Nie przeceniając znaczenia tego rotacyjnego kierowania pracami Rady UE, trzeba jednak domagać się od rządów obu państw, bu potrafiły skoordynować swoje działania. Dwanaście miesięcy ciągnięcia unijnego zaprzęgu w tę samą stronę to jednak nie sześć.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Próba spójności Węgier i Polski