Problem grecki się rozprzestrzenia

Łukasz Bugaj, Analityk Xelion. Doradcy Finansowi
opublikowano: 05-02-2010, 09:24

Można rzec stało się. Dotychczas problemy z  ogromnym deficytem były przede wszystkim domeną Grecji, ale od wczoraj jest już inaczej. Inwestorzy zaczęli niepewnym wzrokiem spoglądać również na Hiszpanię i  Portugalię. W naszym regionie ponownie odezwała się natomiast kwestia węgierska.

Wczorajszym dzień rozpoczął się spokojnie i nic nie zapowiadało burzy, która potem przeszła przez światowe parkiety. Owszem, wiadomo było, że trwa korekta, ale tempo zniżek mogło zaskoczyć nawet wytrawnych graczy. Warszawski parkiet już od rana zachowywał tendencję spadkową. Słabsze były parkiety portugalski i hiszpański, gdzie obyła się aukcja 3-letnich obligacji. Choć popyt na papiery dłużne był spory to rentowność znacznie wzrosła w porównaniu do poprzedniej aukcji. Rosły również koszty ubezpieczenia długu tych peryferyjnych krajów strefy euro.

W naszym regionie przedstawiciel opozycyjnej partii, która prawdopodobnie za 10 tygodni obejmie rządy na Węgrzech powiedział, że obniżenie deficytu budżetowego do poziomu 3,8 proc. w tym roku (co było ustalone z kredytodawcami) jest nierealistyczne w obliczu braku wzrostu gospodarczego. Gdyby tego jeszcze było mało, to agencja ratingowa Moody’s ostrzegła, że najwyższa ocena wiarygodności kredytowej USA może być zagrożona z powodu ogromnych deficytów w najbliższych latach.

Spadki nabrały większego tempa po publikacji danych makro z USA. Liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych zwiększyła się do 480 tys. co zaniepokoiło inwestorów przed dzisiejszą publikacją miesięcznego raportu z rynku pracy. Mniej ważne były lepsze informacje o jednostkowych kosztach pracy (spadły bardziej od prognoz) czy dalszym wzroście wydajności pracy, co pozytywnie odbije się na wynikach spółek. Również zamówienia w przemyśle wzrosły więcej niż oczekiwani0, gdyż o 1 proc. zamiast prognozowanych 0,5 proc. Liczyły się jednak nastroje, które podczas ostatnich taktów sesji na GPW przybrały już postać nimi-paniki.

Wyprzedaż był tak znaczna, że naporu podaży nie wytrzymało grudniowe wsparcie. Oznacz to, że złamana została sekwencja coraz wyżej położonych szczytów i dołków. Według starej teorii Dow’a zakończył się więc trend wzrostowy, czym otwarta została droga w kierunku 2200 punktów, a może i nawet niżej. Oczywiście byki będą próbowały kontrować, co jest logiczne po tak dramatycznym spadku, ale już wiemy, że wchodzimy w nową giełdową jakość, która może co najwyżej oznaczać szeroki i męczący trend boczny.

W cieniu wczorajszych wydarzeń dowiedzieliśmy się, że stopy zarówno w Anglii jaki i strefie euro pozostały na niezmienionym poziomie. Prezes EBC Jean Claude Trichet próbował nawet uspokajać w sprawie Grecji mówiąc, że jest pewny co do możliwości ograniczenia deficytu przez Helladę. Problem jednak w tym, że największy związek zawodowy ma już zaplanowane w lutym dwie demonstracje sprzeciwu wobec cięcia wydatków rządowych – czy grożą nam zamieszki?

Sesja w USA to zniżki z nawiązką niwelujące wzrosty z początku tygodnia. Przeszkadzały taniejące surowce, a szczególnie ropa zniżkująca o ponad 5 proc. Miedź korygowała się o ponad 4 proc., a uważane za bezpieczną przystań złoto również zanotowało zniżkę o podobnej skali. Wszystko to przy wyraźnie zyskującym dolarze (o ponad 1 proc. w stosunku do euro), co przeszkadzało znacznie tracącemu złotemu. Nasza waluta choć ostatnio udowodniła, że jest silna to znaczna zmiana sentymentu światowego nie mogła przejść niezauważona. Martwi tutaj dodatkowo problem węgierski, który z pewnością będzie nam w najbliższym czasie przeszkadzał.
 

Komentarz przygotował: Łukasz Bugaj, Analityk Xelion. Doradcy Finansowi

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Łukasz Bugaj, Analityk Xelion. Doradcy Finansowi

Polecane