Relacje handlowe z Państwem Środka rozwijają się bardzo opornie
Dziś oprócz arabskich szejków pieniądze mają tylko Chińczycy. Niestety, nie potrafimy z nimi współpracować.
Trudno uznać polsko-chińskie relacje handlowe za sukces. Chińskie firmy stają do przetargów na budowę stadionów czy metra, ale w dość dziwnych okolicznościach z nich wypadają. Chińskie inwestycje zagraniczne (62 mln EUR w 2007 r., wobec 16,7 mld EUR ogólnego napływu) można policzyć na palcach jednej ręki: Lenovo, Athletic Group i kilka mniejszych spółek. W przypadku wymiany handlowej nie odbiegamy od standardów i mamy z Chinami gigantyczny deficyt (w 2007 r. blisko 30 mld zł).
Wpadka Kopeksu
Jednym z nielicznych pozytywnych przykładów jest eksport dla chińskich kopalń. Od lat realizuje go m.in. giełdowy Kopex. Ale ostatnio i tu pojawiła się rysa.
— Można przypuszczać, że w związku z wizytą Dalajlamy Chińczycy postanowili renegocjować wspólny kontrakt Kopeksu i Famuru wart 85 mln USD. Tymczasem firmy już zaczęły produkcję pod ten kontrakt. Gdyby go nie zawarły, straciłyby także dlatego, że zabezpieczyły się od zmian kursowych i będą płacić bankowi, nawet jeśli do kontraktu nie dojdzie. Negocjacje trwają i najpewniej umowa zostanie podpisana, ale na nieco zmienionych warunkach — ujawnia źródło "PB".
Kopex uspokaja, że na pewno nie straci.
— Kontrakt ze zrzeszeniem węglowym Shenhua-Ningxia wszedł w życie 27 listopada 2008 r. Umowa jest realizowana i trwają uzgodnienia nowych parametrów technicznych, jakie zgłosił kontrahent chiński, do zamówionych w ramach kontraktu urządzeń. Część urządzeń już przygotowanych przez Kopex, zgodnie z ustalonymi parametrami, została przeznaczona do wykorzystania w kontraktach, które Kopex zawarł na rynku krajowym. Kopex zawarł ostatnio umowy wartości ponad 90 mln zł na dostarczenie do polskich kopalń maszyn i urządzeń górniczych — wyjaśnia Krzysztof Jędrzejewski, wiceprezes Kopeksu.
Dalajlama to wymówka
Odwrotu chińskich inwestorów nie widzi zarząd Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych (PAIIZ).
— PAIIZ prowadzi jeden chiński projekt i nie został on wstrzymany. Nie obserwujemy żadnych gwałtownych reakcji po wizycie Dalajlamy. Można mówić o pogorszeniu klimatu, które następuje zwykle w goszczących go krajach, jest przejściowe i trwa kilka miesięcy. To pogorszenie nie dotyczy jednak na ogół gospodarki — mówi Sławomir Majman, wiceprezes PAIIZ ds. promocji gospodarczej.
W ramach przygotowań do EXPO 2010 w Szanghaju, które prowadzi agencja, organizowane są wizyty polskich przedsiębiorców w Chinach i chińskich w Polsce. Choć brzmi to mało wiarygodnie w przypadku chińskich firm, z których największe kontrolowane są przecież przez państwo, wygląda na to, że Chińczycy oddzielają politykę od biznesu.
— Znajomi Chińczycy mają nadzieję, że polsko-chiński park biznesu ociepli klimat, który podupadł ostatnio z powodów politycznych. Choć moim zdaniem biznes rządzi się swoimi prawami i nie jest tak wrażliwy na politykę — mówi Michał Chwaliński, prezes Yu-long Construction, w który zainwestował najsłynniejszy chiński biznesmen w Polsce Jimmy Zeng.
Jimmy Zeng, prezes Athletic International, firmy, która od 16 lat importuje do Polski towary z Chin, potwierdza tę opinię.
— Nie zauważam wycofywania się lub zamykania biznesów z powodów politycznych. Zaobserwowałem jedynie pojedyncze ograniczanie skali biznesu z powodów ekonomicznych, naturalne w czasie globalnego ochłodzenia gospodarczego i spadku zamówień — mówi Jimmy Zeng.
— Wizyta Dalajlamy może być zwykłą wymówką. Mamy spowolnienie gospodarcze na świecie, i to główny powód opóźniania lub wstrzymywania inwestycji — dodaje wysoki rangą dyplomata z Tajwanu.
Buffett i chińskie banki
Jedno jest pewne: nie można pozwolić, by chiński kapitał nadal omijał Polskę. Pod koniec ubiegłego roku "Financial Times" podliczył, kto na świecie ma najwięcej gotówki. Na pierwszym miejscu był Warren Buffett i jego firma Berkshire Hathaway — 106 mld USD. Kolejne trzy spółki to chińskie banki: Bank of China (101 mld USD), ICBC (89 mld USD) oraz China Construction Bank (82 mld USD).
— Mimo kryzysu finansowego chińskie firmy mają pieniądze jako jedne z nielicznych na świecie i będą inwestować coraz więcej. Prezes naszej firmy pan Zeng Lingwej właśnie pojechał do firmy matki, by przekonać swoich szefów do większego otworzenia się na inwestycje w Polsce, ponieważ dostajemy propozycje współpracy od polskich firm, które nie dysponują większym kapitałem i nie mogą liczyć na pożyczki z banków — mówi Marcin Nowak z EuroAsiaTime Group i pełnomocnik Minmetals Construction Poland.
Jego zdaniem, Polska nie jest zbyt dużym krajem, dlatego kontakty były do tej pory ograniczone, ale firmy chińskie coraz bardziej otwierają się na inwestycje tutaj.
— Polska jest obecnie uznawana za jedno z najlepszych miejsc do inwestowania w Europie. Tak jest postrzegana również przez inwestorów z Chin — dodaje Jimmy Zeng.
Magdalena Wierzchowska
Małgorzata Grzegorczyk