Procedura czeka na pismo premiera

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2014-09-05 00:00

Premier Donald Tusk wciąż odkłada podanie choćby harmonogramu odchodzenia ze stanowiska.

Wydawało się oczywiste, że na planowy szczyt Rady Europejskiej 23–24 października chce pojechać ostatni raz jako szef rządu, potem zrezygnować, przejąć 1 grudnia obowiązki od Hermana Van Rompuya i poprowadzić pierwszy „swój” szczyt 18–19 grudnia. Według najnowszych wieści wymiana na stanowisku prezesa Rady Ministrów nastąpi jednak dość szybko i 23–24 października Polskę będzie reprezentował już nowy premier, a Donald Tusk skoncentruje się na poznawaniu kulis organizacyjnych szczytu.

Donald tusk
FOT. MW

Wywołująca tyle emocji zmiana na szczytach władzy na razie przebiega wyłącznie w warstwie polityczno- -medialnej. Prawnie temat zaistnieje dopiero w chwili złożenia przez premiera pisemnej dymisji na ręce prezydenta. Termin zależy wyłącznie od uznania przez Donalda Tuska i jego zauszników, jak będzie najkorzystniej i dla niego, i dla Platformy Obywatelskiej, zwłaszcza w kontekście wypadających 16 listopada wyborów samorządowych. Przeciąganie stanu niepewności uznano po analizie za niekorzystne wizerunkowo, stąd decyzja o przyspieszeniu.

Przyjęciem dymisji premiera wreszcie upodmiotowiony zostanie prezydent Bronisław Komorowski. Głowa państwa poczuła się wyautowana z gry ogłoszeniem przez PO partyjnego namaszczenia Ewy Kopacz. Trudno zrozumieć czemu, przecież objęcie stanowiska premiera znacznie wcześniej publicznie ogłosiła… sama pani marszałek, w ostrożnościowej formule „podejmę się, jeśli będzie trzeba”. Prezydent przy powierzaniu misji utworzenia rządu nie ma żadnej alternatywy, jako że nikt inny nie otrzyma w obecnym Sejmie wotum zaufania — ale nie znosi, gdy ktokolwiek, także macierzysta partia, zabiera mu konstytucyjne zabawki.