Próchnik powinien poprawić sprzedaż

Maciej Zbiejcik
opublikowano: 2001-08-23 00:00

Próchnik powinien poprawić sprzedaż

Próchnik, który jeszcze kilka lat temu był zaliczany do ścisłej czołówki producentów odzieży, przeżywa poważne problemy. Łódzka spółka ma trudności ze sprzedażą i boryka się z poważnymi kłopotami wynikającymi z utraty rentowności i wysokiego zadłużenia. To wszystko może mieć poważne konsekwencje. Ratunkiem dla przedsiębiorstwa ma okazać się powrót na rynek z kolekcjami sygnowanymi marką Próchnik.

W I półroczu 2001 wyniki Próchnika należały do najgorszych w branży. Strata netto zanotowana przez łódzkiego producenta odzieży okazała się znacznie wyższa od tej, jaką wykazał Bytom, który już od wielu miesięcy walczy o przetrwanie. Ostatnie WZA Bytomia zastanawiało się nawet nad likwidacją przedsiębiorstwa.

Łódzka firma straciła netto w pierszym półroczu aż 8,4 mln zł. Natomiast jej przychody wyniosły zaledwie 7,4 mln zł. Oprócz kłopotów towarzyszących całemu sektorowi, znaczący wpływ na wyniki Próchnika miała sprzedaż akcji Wisan, która została zaksięgowana ze stratą blisko 1,5 mln zł. Ponadto spółka zmuszona była utworzyć rezerwy na poziomie 3,3 mln zł z powodu zabezpieczenia umów kredytowych.

Mimo że Próchnikowi udało się nieco zmniejszyć zadłużenie, to w dalszym ciągu utrzymuje się ono na bardzo wysokim poziomie. Według ostatniego bilansu sporządzonego na 30 czerwca tego roku zobowiązania spółki przekroczyły 103,7 mln zł, w tym krótkoterminowe wyniosły prawie 83,6 mln zł. Wysoki poziom zobowiązań jest o tyle niebezpieczny, że w przypadku Próchnika blisko 10-krotnie przewyższa on stan kapitałów własnych.

Kłopoty Próchnika zaczęły się dużo wcześniej niż w 2001 roku. Już w 1998 roku przedsiębiorstwo musiało pogodzić się ze spadkiem sprzedaży, utratą rentowności oraz wzrostem zobowiązań. Wówczas strata na działalności operacyjnej wyniosła 3,3 mln zł, a strata netto 36,7 mln zł. W kolejnym roku straty uległy jeszcze powiększeniu i wyniosły odpowiednio 15,4 i 94 mln zł. Z ograniczeniem strat mieliśmy do czynienia w 2000 roku. Stratę operacyjną zminimalizowano do 3,2 mln zł, a netto do 13,2 mln zł. Jednak nie szło to w parze z odbudową przychodów ze sprzedaży. Na przestrzeni tych kilku lat przychody łódzkiej spółki stopniały z 68,3 mln zł do niespełna 35 mln zł w ubiegłym roku.

Akcjonariusze Próchnika, wśród których dominuje NFI Piast, widząc nawarstwiające się problemy, zdecydowali się w maju powołać nowy zarząd, by wyciągnąć spółkę z zapaści. NFI Piast zobowiązał nowe kierownictwo do powrotu na rynek z kolekcjami sygnowanymi marką Próchnik. Chcąc pozyskać nowych klientów, Próchnik zamierza stworzyć zespół reprezentantów handlowych na wzór sieci przedstawicieli funkcjonujących w sektorze spożywczym. Na takie rozwiązanie przychylnie patrzą związki zawodowe. Trudno, by było inaczej, gdyż większość ze 120 zatrudnionych w firmie osób jest oddelegowana do pracy przy produkcji odzieży marki Próchnik. Pracownicy ci zatrudnieni zostali na 6 miesięcy, co wiąże się z sezonowym zapotrzebowaniem na pracę. Prawdopodobnie w październiku stosunek pracy z nimi zostanie rozwiązany. Jednak mówi się, że część z nich znajdzie zatrudnienie przy realizacji zamówień firmy Hugo Boss.

Po analizie chociażby ostatnich raportów okazuje się, że w poważnych tarapatach znajdują się także inni przedstawiciele branży odzieżowej. Również Bytom, Delia oraz Masters od wielu miesięcy powiększają straty. Większość producentów odzieży nie potrafi poradzić sobie z silnym złotym oraz spadającym popytem wewnętrznym. Z racji dużego uzależnienia od eksportu są oni szczególnie narażeni na wahania naszej waluty. Bywa, że niektóre zakłady eksportują nawet 90 proc. własnej produkcji.

Zła kondycja firm z branży lekkiej powoduje, że inwestorzy niechętnie zamieszczają akcje tych spółek we własnych portfelach. To z kolei jest przyczyną ich postępującej przeceny. Tak dzieje się w przypadku chociażby Próchnika. Od wielu miesięcy walory spółki znajdują się w trendzie spadkowym. Jeszcze kilka miesięcy temu za akcje łódzkiego producenta odzieży płacono blisko 2,6 zł. Teraz te same akcje są warte nieco ponad 1 zł. Z podobną przeceną muszą pogodzić się inne przedsiębiorstwa z tej branży, które przeżywają poważny kryzys. Tak dzieje się w przypadku Bytomia, Delii czy Masters.

Pod tym względem powodów do zadowolenia nie mają także spółki dobrze radzące sobie na trudnym rynku producentów odzieży. Zrealizowanie przez Vistulę oraz Wólczankę zysków i wysokich przychodów nie ustrzegło ich od rynkowej przeceny.