Próchnik przekształci się w jedną spółkę
Restrukturyzacja łódzkiej firmy i jej grupy potrwa do końca 1999 roku
BEZ MYDLENIA OCZU: Kryzys rosyjski sprawił, że niektóre firmy grupy muszą ograniczyć zatrudnienie aż o połowę. Włodzimierz Węglarczyk, prezes Próchnika, jest przekonany, że dzięki rzeczowym rozmowom ze związkami zdoła wynegocjować redukcje. fot. Grzegorz Kawecki
Plan restrukturyzacji Próchnika zakłada, że łódzki producent płaszczy oraz firmy grupy Próchnika (Biruna, Dolwis, Jarlan, Koronki, Miranda i Wisan) wejdą do jednej spółki. Dotychczasowe efekty przekształcania grupy tekstylnej nie dają bowiem zbyt wielu powodów do zadowolenia.
Pierwszym etapem przekształceń w grupie będzie przejęcie przez Próchnika 100 proc. akcji pozostałych spółek grupy. Obecnie jedynym obok Próchnika akcjonariuszem firm holdingu jest Skarb Państwa, posiadający 25 proc. akcji każdej z nich. Obecnie Próchnik negocjuje odkupienie pakietów należących do Skarbu Państwa.
Równolegle w holdingu Próchnika dojdzie do wyraźnego wydzielenia trzech części. W skład pierwszej — metrażowej — wejdą zakłady Biruny, Dolwisu i Mirandy. Jarlan i Próchnik utworzą część odzieżową, a w części dekoracyjnej znajdą się Wisan (producent firanek) oraz Koronki.
Fuzje wykańczalni
W dalszej kolejności, w ramach każdej z tych grup, nastąpi połączenie części firm prowadzących taką samą działalność. W części metrażowej każda firma ma wykańczalnię, Dolwis i Miranda dysponują tkalniami, a Biruna i Miranda — dziewiarniami. Zarząd Próchnika chce doprowadzić do pozostawienia po jednej tkalni, dziewiarni i wykańczalni, które będą pracowały na potrzeby całej części holdingu. Podobne zmiany mają nastąpić w części dekoracyjnej (z dwóch konfekcji pozostanie jedna) i odzieżowej.
Prezes Próchnika Włodzimierz Węglarczyk przyznaje, że pomysł na przekształcenie Próchnika nie jest oryginalny — w podobny sposób były restrukturyzowane grupy tekstylne na Zachodzie — ale skuteczny. Efektem zmian ma być znaczący spadek kosztów i redukcja zatrudnienia.
W obawie przed reakcją związkowców prezes Włodzimierz Węglarczyk nie chce jednak ujawniać, o ile zmniejszy się liczba pracowników grupy.
Kłopoty z transportem
Innym elementem zmian w Próchniku będzie wprowadzenie jednolitego, skomputeryzowanego systemu księgowości, działającego w systemie on-line. Jego dostawcą będzie firma audytorska Deloitte & Touche.
Wszystkie zakłady Próchnika wydzielają służby pomocnicze, które sukcesywnie będą przekształcane w odrębne spółki. Podobnie miała wyglądać restrukturyzacja służb transportowych, ale nie przyniosła ona oczekiwanego rezultatu. Z tego powodu Próchnik całkowicie zrezygnuje z własnego transportu i zamierza podpisać długoterminowe umowy o współpracy z dwiema firmami spedycyjnymi.
Efekty już widać
Włodzimierz Węglarczyk twierdzi, że pierwsze pozytywne efekty utworzenia grupy już są widoczne. Dzięki połączeniu wszystkich spółek koszt zakupu surowca i materiałów udało się obniżyć średnio o 7 proc. Lepsze są też warunki kredytowania działalności grupy. Próchnik ma otwartą linię kredytową na 100 mln zł, a warunki spłaty zobowiązań są lepsze niż te, które uzyskiwały spółki Próchnika działające na własną rękę.
W łódzkiej firmie liczą też, że rozmiary grupy Próchnika w przyszłości będą także atutem przy negocjacji cen energii elektrycznej.
Nadal na minusie
Plany Próchnika i jego głównego udziałowca — NFI Piast już od samego początku działania grupy wzbudzały kontrowersje. Nie brakowało entuzjastów i kontestatorów pomysłu budowania holdingu. Dalsza strategia rozwoju Próchnika z pewnością spotka się z podobnym przyjęciem.
Wyniki osiągane przez samego Próchnika także nie dają powodów do zadowolenia. Wrzesień, który jest dla producentów płaszczy i kurtek jednym z najlepszych miesięcy, Próchnik zamknął stratą netto. Obecna kondycja grupy budzi także niepokój rady nadzorczej, kierowanej przez Krzysztofa Mikulskiego, prezesa NFI Piast. Mówi się, że niektórzy członkowie zarządu grupy — choć nie sam prezes Węglarczyk — wkrótce mogą się pożegnać z posadami.