Giełdowy Próchnik może liczyć na pomoc NFI należących do PZU, ale w dość ograniczonym zakresie. Ci, którzy liczyli, że ubezpieczyciel doprowadzi go do fuzji z Vistulą, mogą o tym zapomnieć.
Kontrolowane przez PZU NFI Management narodowe fundusze inwestycje nie zostaną inwestorem Próchnika. Pomogą spółce, ale nie wydadzą na nią ani złotego. Podczas ostatniego zgromadzenia akcjonariuszy łódzkiej spółki okazało się, że trzy fundusze PZU, kontrolujące łącznie zaledwie 3 proc. kapitału spółki, są... największym akcjonariuszem firmy.
— Fakt, że jesteśmy największym udziałowcem Próchnika, jest dla nas dużym zaskoczeniem. Akcje łódzkiej spółki znalazły się w naszym portfelu przy okazji porządkowania jego struktury. To wszystko — mówi krótko Wojciech Grzybowski, prezes PZU NFI Management.
PZU zaangażowało się jednak w ratowanie Vistuli, więc na rynku pojawiły się plotki na temat możliwej fuzji obu przedsiębiorstw.
— Nie mamy żadnych wspólnych planów dla Vistuli i Próchnika — mówi Wojciech Grzybowski.
Nie jest jednak wykluczona bliższa współpraca między firmami na poziomie operacyjnym.
— W grę nie wchodzi jakiekolwiek zaangażowanie kapitałowe. Zrobimy jednak, co możemy, aby spółce pomóc — mówi szef PZU NFI.
Jego zdaniem, jednym z takich pomysłów może być zaoferowanie Próchnikowi szycia odzieży, która później trafiłaby do sieci Vistuli z jej marką.
— Już teraz szyjemy dla Vistuli. Mam nadzieję, że możliwa będzie jeszcze bliższa współpraca. Liczę na nią — mówi Katarzyna Suszanowicz, prezes Próchnika.
Próchnik przygotowuje się do kolejnego sezonu.
— Nie jest łatwo. Banki nie chcą rozmawiać na temat kredytów, a potrzeby są duże. Musimy np. kupić surowiec — dodaje prezes.
Tymczasem spółka potrzebuje 1,5-2 mln zł.
Fundusze z grupy PZU wybrały nową radę nadzorczą Próchnika.
— Jeżeli pozostali akcjonariusze nie potrafią w zwięzły i zrozumiały sposób zaprezentować stanowiska, to ktoś musi wziąć odpowiedzialność za firmę. Dlatego wybraliśmy radę nadzorczą i dlatego chcemy Próchnikowi pomóc — wyjaśnia Wojciech Grzybowski.
Na warszawskiej giełdzie trwa bardzo ożywiony handel akcjami łódzkiej firmy. Podczas ostatniego zgromadzenia największym samodzielnym akcjonariuszem spółki był Lesław Derbis, do którego należy firma zajmująca się szyciem futer — Leder.
— Bardzo martwi mnie, że akcjonariusze Próchnika nie chcą się ujawnić. Przy takich obrotach ktoś powinien przekroczyć 5-proc. próg w kapitale spółki — twierdzi Wojciech Grzybowski.
Nieoficjalnie mówi się, że takim inwestorem jest już Lesław Derbis.
— Zdążyliśmy się już poznać. Nie znam jednak jakichkolwiek planów naszego akcjonariusza. Cieszę się jedynie, że ktoś kupuje nasze akcje — komentuje Katarzyna Suszanowicz.
PZU NFI nie będzie się biło o kontrolę nad Próchnikiem.
— Chętnie sprzedamy 3 proc. akcji np. panu Derbisowi. Problem polega na tym, że nic o nim nie wiemy, a przy podejmowaniu takich decyzji będziemy mieli na względzie dobro Próchnika. Niepotrzebny nam drugi Wagon — kończy prezes PZU NFI Management.