KOPENHAGA (Reuters) - Przewodniczący Komisji Europejskiej Romano Prodi wezwał we wtorek państwa członkowskie Unii Europejskiej (UE) do zaoferowania 10 krajom kandydującym do UE całej pomocy finansowej, którą pierwotnie zapisano w budżecie na sfinansowanie projektu rozszerzenia.
"Myślę, że jeżeli wydamy wszystkie te pieniądze (...) to nie będzie to złe rozwiązanie" - powiedział Prodi w wywiadzie dla duńskiego radia DR.
Suma, którą od 1999 roku UE wydała już na rozszerzenie bloku na Wschód jest o dwa miliardy euro wyższa niż finansowy pakiet, który w październiku tego roku uzgodnili szefowie rządów państw członkowskich.
Niektóre z 10 krajów kandydujących, szczególnie Polska, świadome tego faktu, domagają się większych dopłat bezpośrednich do rolnictwa i większych limitów produkcyjnych.
Niemcy, największy płatnik do unijnego budżetu uważają, że propozycja złożona kandydatom przez sprawującą półroczne kierownictwo nad pracami Unii Danię i tak już wykracza poza wcześniejsze ustalenia.
"Jeżeli chodzi o pieniądze, to nie mamy już pola manewru" - powiedział w poniedziałek niemiecki minister spraw zagranicznych, Joshka Fischer.
Duńska oferta jest jednak o miliard euro niższa od sumy, jaką na rozszerzenie przeznaczono w unijnym budżecie do 2006 roku.
W poniedziałek Dania ostrzegła Polskę, że może nie zakończyć negocjacji akcesyjnych w przewidzianym terminie, czyli na unijnym szczycie w Kopenhadze, który rozpocznie się w czwartek.
"Chcemy Polski we Wspólnocie, ale jeżeli Polska nie chce być częścią Unii, to nie pozostaje mi nic innego jak to zaakceptować" - powiedział duński minister spraw zagranicznych, Per Stig Moeller na konferencji prasowej.
Wśród kandydatów to właśnie Polska i Malta wydają się być najdalsze od osiągnięcia porozumienia z "piętnastką".
((Reuters Serwis Polski, tel +48 22 653 9700, fax +48 22 653 9780, [email protected]))