1,6 mld zł wyniósł, według Urzędu Regulacji Energetyki, ubiegłoroczny zysk wytwórców energii. To głównie efekt sprzedaży prądu w kontraktach długoterminowych. Gorzej wiodło się spółkom dystrybucyjnym.
Polski sektor wytwarzania energii elektrycznej jest nieefektywny — uważa Leszek Juchniewicz, prezes Urzędu Regulacji Energetyki (URE).
— W krajach unijnych koszty produkcji są niższe. Zachodzi obawa, że jeśli krajowi wytwórcy się nie zrestrukturyzują, zostaną wyparci z przyszłego jednolitego rynku energii elektrycznej — przestrzegał szef URE podczas wczorajszego posiedzenia sejmowej Komisji Gospodarki.
Jego zdaniem, ubiegłoroczny zysk producentów energii, który wyniósł 1,6 mld zł, to głównie efekt sprzedaży prądu Polskim Sieciom Elektroenergetycznym w ramach kontraktów długoterminowych (KDT). Na podstawie KDT, których horyzont wykracza poza rok 2020, sprzedawane jest około 60 proc. energii. Ceny są zazwyczaj znacznie wyższe od rynkowych.
— W przypadku Elektrowni Turów jest to około 180 zł za MWh. Jeszcze drożej, bo po ponad 230 zł za MWh, sprzedaje energię w ramach KDT Elektrownia Opole — twierdzi Leszek Juchniewicz.
Znacznie słabsza jest kondycja dystrybucji. Przychody z działalności podstawowej są tu regulowane.
— Ubiegłoroczny zysk zakładów energetycznych na przesyle prądu wyniósł 1,5 mln zł. Na sprzedaży energii spółki dystrybucyjne straciły 209 mln zł — wylicza prezes URE.
Przyznaje, że wzrost cen energii przekracza inflację. Jednak, jego zdaniem, problemem jest głównie zła sytuacja finansowa odbiorców energii, nie rozrzutność dystrybutorów.
— Nie ma sensu dyskutować o znamionach luksusu w sektorze. Okazałe domy wczasowe, siedziby i samochody kłują w oczy, ale struktura inwestycji się zmienia. Dziś nie wydaje się już na to pieniędzy. Coraz częściej pojawiają się wydatki na zakup sprzętu informatycznego, który ma służyć do obsługi klientów. Spółki muszą też ponosić nakłady na rozwój i modernizację infrastruktury, bo od tego zależy jakość i niezawodność dostaw — przekonywał posłów Leszek Juchniewicz.