Ostatnie sukcesy sprawiły, że czołowi producenci gier komputerowych nad Wisłą okrzepli finansowo i nie muszą szukać pieniędzy na dalszą działalność. Dzięki temu coraz częściej próbują sił jako wydawcy gier autorstwa mniejszych firm, łącząc rolę inwestora, globalnego dystrybutora i speca od reklamy. Widzą w tym szansę zwiększenia przychodów i zysków.
— To dla nas atrakcyjny kierunek rozwoju. Wydawcą byliśmy zawsze, ale wcześniej wydawaliśmy własne gry. Zdobyliśmy już jednak kompetencje umożliwiające wydawanie gier innych firm — mówi Remigiusz Kościelny, prezes bydgoskiego Vivid Games. Podkreśla, że konkurencja na globalnym rynku jest coraz ostrzejsza i przebicie się jest dla nowych studiów trudniejsze niż kilka lat temu, gdy rodziły się nowe kanały sprzedaży gier: mobilny i cyfrowy.
— Już nie wystarczy zrobić dobrej gry, trzeba jeszcze umieć ją sprzedać — wsparcie wydawcy zaczyna być potrzebne — tłumaczy prezes Vivid Games.
Gotówka w kieszeni
W trzecim kwartale firma wyda pierwszą „cudzą” grę — „Nox Raiders” krakowskiego studia EVERYDAYiPLAY. Zamierza wydawać cztery gry rocznie. W zależności od potrzeb i potencjału jest w stanie zainwestować w jeden tytuł nawet 1 mln zł. Niższy pułap zakłada warszawskie 11bit studios. Ma na koncie międzynarodowy sukces gry „This War of Mine”, któremu zawdzięcza 25 mln zł wolnej gotówki. Część pieniędzy studio chce wyłożyć na wydawane gry. Według Grzegorza Miechowskiego, szefa 11bit studios, w grę wchodzi kilkaset tysięcy złotych na jeden tytuł. — Wydawanie gier to sposób na dywersyfikację biznesu i stabilizację przychodów. Własny tytuł jesteśmy w stanie wypuścić raz na kilka kwartałów. Między własnymi projektami możemy wypuszczać na rynek produkcje zewnętrznych deweloperów — mówi Grzegorz Miechowski. Wyjaśnia, że w zależności od wysokości udzielonego producentowi wsparcia do wydawcy trafia 30-70 proc. przychodów ze sprzedaży gry.
Do wejścia na rynek wydawniczy 11bit studios przygotowywało się dwa lata. W ramach pilotażu wypuściło niewielką grę „Spacecom”, stworzoną przez małe polskie studio Flow Combine. Inwestycja zwróciła się i przyniosła niewielki zysk. To skłoniło warszawską spółkę do kontynuowania projektu. W roli poważnego wydawcy zadebiutuje w drugiej połowie roku tytułem „Beat Cop” (producentem jest warszawskie studio Pixel Crow). Gra była już prezentowana na branżowych imprezach i zbierała dobre recenzje.
Moda na wydawanie
Vivid Games i 11bit studios to krajowi średniacy. Kilka dni temu do grona wydawców dołączył zawodnik wagi ciężkiej: wrocławski Techland. Firma, która przez lata zajmowała się produkcją gier i wydawaniem ich w Polsce, chce spróbować sił jako wydawca na globalnym rynku.
— Jako deweloperzy współpracowaliśmy w przeszłości z wieloma uznanymi wydawcami. Po sukcesach kampanii promocyjnych„Dying Light”, nad którymi sprawowaliśmy pełną kontrolę, uznaliśmy, że czas podzielić się wiedzą i doświadczeniem z innymi deweloperami — tłumaczy Paweł Marchewka, prezes Techlandu. Firma chce co roku wypuszczać dwie duże gry i cztery mniejsze tytuły w dystrybucji cyfrowej.
— Jesteśmy w trakcie analizowania rynku pod kątem możliwości. Niebawem ogłosimy pierwsze projekty — zapowiada Paweł Marchewka. Na wydawanie zdecydował się też niedawno dystrybutor gier, muzyki i książek cdp.pl, który prowadzi e-sklep o takiej samej nazwie. Zamierza wydawać gry małych, niezależnych producentów z Polski — w ofercie ma już cztery tytuły. Dla cdp.pl to powrót do branży gier komputerowych. Przez lata dystrybutor działał pod szyldem CD Projektu. Cztery lata temu zmienił nazwę, a dwa lata temu szefowie firmy zdecydowali się, jaką wykupić z rąk twórców „Wiedźmina” i pójść na swoje.


