Producenci na nic nie liczą
Szefowie zakładów mięsnych raczej nie wierzą w możliwość otwarcia UE na wołowinę z Polski.
Przemysław Chabowski
prezes PZPEiIM
oraz Zakładów Mięsnych Morliny
n Trzeba zrobić wszystko, by Polskę uznano za kraj o niskim ryzyku wystąpienia BSE. Może to się jednak okazać bardzo trudne, jeśli jedynie 19 na blisko tysiąc zakładów będzie spełniało wszelkie normy sanitarno-weterynaryjne. Instrukcja głównego weterynarza kraju, dotycząca unijnych wymogów, powinna trafić do wszystkich rzeźni, a nie tylko tych, które zajmują się eksportem.
Leszek Spaliński
prezes Zakładów Mięsnych
Łmeat Łuków
n Wbrew ogólnie panującym opiniom nie przekreślałbym jednak rynku wołowiny w Unii Europejskiej. Ostatnio otrzymujemy sporo sygnałów od zachodnich kontrahentów zainteresowanych naszym mięsem.
Robert Żulewski
prezes Animexu
n Od dłuższego czasu staramy się nie koncentrować na rynku wołowiny, ale za to umacniamy swoją pozycję na rynku drobiu. W związku z tym powinny nas ominąć ewentualne restrykcje, jakie nałożyłaby Unia Europejska na Polskę.
Wojciech Wtulich
dyrektor generalny Farm Foodu
n Nie sądzę, by uznanie Polski za kraj o podwyższonym ryzyku występowania BSE mogło mieć dla nas większe znaczenie. Zakłady z naszej grupy przerabiają niewielkie ilości wołowiny. Trudno też liczyć na to, aby na zakazie importu mogli skorzystać eksporterzy wieprzowiny czy drobiu. Jeśli chodzi o nie przetworzone mięso wieprzowe, to nadal obowiązuje zakaz wysyłania tego surowca do Unii Europejskiej. Powód tego jest jeden. Nasz kraj w oczach unijnych ekspertów nie jest wolny od wirusa pomoru świń. Producenci drobiu mają również ograniczone pole manewru w kwestii eksportu. W tym przypadku sprawę komplikują limity dotyczące drobiowego kontyngentu, przyznanego Polsce przez Unię Europejską.