Ekonomiści uważają że, publikowane dzisiaj przez GUS dane o sytuacji przedsiębiorstw potwierdzą zły stan gospodarki. Rozbieżności są znaczne, zgodność panuje natomiast w prognozach na przyszłość — poprawi się najwcześniej w drugiej połowie roku.
Ekonomiści uważają, że grudzień 2001 r. był złym okresem dla rodzimych producentów. Ich zdaniem, winę za zły stan polskich przedsiębiorstw ponosi przede wszystkim globalne spowolnienie. W konsekwencji mocno spadła presja popytowa. Grudzień jest miesiącem, w którym łatwo zauważyć ten fakt. W okresie świąteczno-noworocznym zawsze następuje wzrost wydatków, rośnie również ilość kredytów. W 2001 r. było podobnie, jednak zarówno poziom wydatków, jak i wielkość akcji kredytowej były znacznie mniejsze niż zazwyczaj.
W ubiegłym roku światowe spowolnienie przełożyło się na kondycję polskich firm. To spotęgowało efekt drastycznego spadku popytu wewnętrznego, firmy próbujące ratować się eksportem miały znacznie trudniejsze warunki. Dodatkową komplikacją był silny złoty oraz restrykcyjna polityka dezinflacyjna RPP. Natomiast spadek cen producentów to w największym stopniu wynik spadku cen surowców, szczególnie ropy naftowej.
Ekonomiści są zgodni, że poprawy tej sytuacji nie należy oczekiwać w najbliższych kilku miesiącach. Najbardziej optymistyczne prognozy mówią o połowie 2002 r. Jednak warunkiem koniecznym do odbudowy naszej gospodarki jest odbicie w USA i krajach UE, w Polsce nie widać impulsów mogących pobudzić rynek. Największy optymizm panuje w ocenie szans na wzrost wskaźnika PPI, do tego mogą przyczynić się niższe stopy procentowe, oczekiwane osłabienie złotego oraz wzrost cen nośników energii. Trudno jednak podnoszenie cen przez producentów uznać za sukces gospodarczy.