Produkcja i ceny producentów dramatycznie spadają

Wiktor Krzyżanowski
opublikowano: 2001-12-18 17:01

Inflacja mierzona wskaźnikiem cen produkcji sprzedanej przemysłu (PPI) spadła w listopadzie do –0,8 proc. – podał Główny Urząd Statystyczny. Analitycy szacowali wskaźnik na –0,1 proc. po –0,5 proc. w październiku. Z kolei roczna dynamika produkcji w listopadzie wyniosła –0,8 proc. przy wzroście o 1,6 proc. w październiku i szacunkach ekonomistów na poziomie -0,4 proc.

- Dane GUS potwierdziły przewidywania rynków co do tendencji produkcji i cen producentów, która była spadkowa. Jednak skala tych spadków była głębsza, niż oczekiwał tego rynek – powiedziała Katarzyna Zajdel-Kurowska, ekonomistka Banku Handlowego.

Jej zdaniem za mocniejszy od oczekiwanego spadek PPI odpowiada silny złoty i taniejące paliwa, co z kolei przekłada się na spadające koszty produkcji w firmach.

- Jeśli koszty spadają, a popyt wciąż jest słaby, to producenci obniżają ceny jeśli to tylko możliwe – mówi Katarzyna Zajdel-Kurowska.

Z kolei spadek produkcji przemysłowej (w skali miesiąca aż o 5,5 proc.) potwierdza silną tendencję zniżkową aktywności gospodarczej. Mimo, że dane te są obciążone elementem sezonowości.

- W październiku mieliśmy dwa dni robocze więcej, i produkcja wzrosła. Ale to tylko część prawdy. Produkcja po prostu nie ma warunków do wzrostu – uważa ekonomistka BH.

Główną przyczyną – obok spadku popytu wewnętrznego – jest brak impulsów ze strony partnerów zagranicznych, głównie Niemiec. Jednak na całym świecie sytuacja jest co najmniej kiepska. Nie poprawiły tego – ani w Polsce, ani na świcie – obniżki stóp procentowych. Zdaniem ekonomistów powody są trzy: po pierwsze, skutków obniżek jeszcze nie odczuliśmy. Po drugie, przy słabym popycie firmy nie będą więcej produkować, choćby kredyt był darmowy. Po trzecie wreszcie, konsumenci, zaniepokojeni sytuacją na świecie, boją się podejmować decyzje o poważnych zakupach.

- Moim zdaniem sytuację poprawić może jedynie wzrost zaufania konsumentów, a więc wzrost popytu z ich strony – uważa Katarzyna Zajdel-Kurowska.

Jednak zdaniem Mirosława Gronickiego, głównego ekonomisty BIG BG, na poprawę popytu nie ma co liczyć. Ani w kraju, ani zagranicą.

- Spadek PPI w listopadzie sugeruje, że w grudniu znów spadnie inflacja. To zaś oznacza, że indeksacja płac w przyszłym roku będzie niewielka. Z tej strony nie można więc liczyć na impuls popytowy. Kondycja na świecie też raczej nie poprawi się szybko – uważa Mirosław Gronicki.

Czy w związku z tym Polsce grozi klasyczna recesja, a więc dwa kwartały spadku produktu krajowego brutto? Dlaczego jeszcze jej nie widać, skoro produkcja spada regularnie?

- Produkcja przemysłowa jest na szczęście tylko niewielką częścią polskiego PKB. Głównie odpowiadają za niego usługi, które jeszcze nie wykazują silnych tendencji zniżkowych. Dlatego ekonomiści BH i BIG BG szacują, że jeszcze w czwartym kwartale 2001 r. dynamika polskiego PKB będzie dodatnia.

- Liczymy, że niewielki wzrost uda się zanotować także w pierwszym kwartale 2002 r. – twierdzi Mirosław Gronicki.

- Obawiam się, że w pierwszym kwartale dynamika jednak będzie ujemna – ostrzega z kolei Katarzyna Zajdel-Kurowska.

Wiktor Krzyżanowski, [email protected]