Na początku pandemii COVID-19, czyli w lutym 2020 r., ówczesna wicepremier Jadwiga Emilewicz powiedziała, że Polska może zyskać na kryzysie pandemicznym. Jej słowa zostały przyjęte z mieszaniną drwin i oburzenia. Do pewnego stopnia krytyka pod jej adresem była słuszna, ponieważ początek kataklizmu nie jest najlepszym momentem do rozważań, kto zyska a kto straci. Ale dziś widać, że Emilewicz miała też trochę racji. W ostatnich kilkunastu miesiącach część produkcji została przeniesiona z Europy Zachodniej do Europy Centralnej, w tym głównie do Polski. Widać to w danych o produkcji przemysłowej.
W środę Eurostat – biuro statystyczne Unii Europejskiej – podał dane o produkcji przemysłowej za maj. W tych danych widać jak na dłoni korzystne dla Polski trendy. W samym maju produkcja w Polsce zwiększyła się o 1,6 proc. wobec kwietnia (dane oczyszczone z efektów sezonowych i kalendarzowych), podczas gdy w strefie euro obniżyła się o 1 proc. Ta różnica widoczna w maju jest kontynuacją dywergencji trwającej od wielu lat, ale szczególnie mocno ujawniającej się w ostatnich 15 miesiącach. Od marca 2020 r. do maja 2021 r. różnica między roczną dynamiką produkcji w Polsce i strefie euro wyniosła średnio 6 pkt proc., podczas gdy w poprzednich latach wynosiła przeciętnie 4 pkt proc.

Ta różnica nie jest tylko efektem odmiennej struktury przemysłu. To prawda, że w Polsce większy udział w produkcji mają trwałe dobra konsumpcyjne, takie jak sprzęt RTV/AGD, na które popyt był bardzo wysoki w czasie pandemii. Ale nawet w ramach tych branż czy sektorów dynamika produkcji w Polsce była dużo wyższa niż w strefie euro. Na 22 sektory przetwórstwa przemysłowego (podział według dwucyfrowych kodów PKD), w aż 16 doszło do powiększenia różnicy w dynamikach produkcji między Polską a strefą euro. To sugeruje, że większa niż przed kryzysem część zamówień była realizowana w zakładach ulokowanych w Polsce.
Dlaczego tak się stało? Jedną przyczyną mogły być oszczędności – w czasie kryzysu zwiększają się bodźce do poszukiwania tańszych dostawców. Innym czynnikiem zwiększającym udział fabryk w Polsce w zamówieniach zagranicznych firm mogła być większa odporność producentów na zaburzenia związane z pandemią. Polska została relatywnie słabo dotknięta pierwszą falą choroby, więc fabryki mogły sprawnie działać. Zamówienia z Polski szły płynniej niż z innych krajów, co w łańcuchach dostaw ma duże znaczenie. A w czasie drugiej i trzeciej fali, znacznie bardziej dotkliwej, zakłady miały już wdrożone procedury sanitarne.
Żeby zrozumieć źródła dywergencji w dynamice produkcji spojrzeliśmy też na sytuację w poszczególnych sektorach. Jest pięć obszarów, w których aktywność produkcyjna w Polsce wzrosła w ostatnich 15 miesiącach najmocniej w relacji do strefy euro: produkcja odzieży (i materiałów), produkcja wyrobów z gumy i tworzyw sztucznych, produkcja wyrobów elektronicznych, produkcja wyrobów elektrycznych oraz meblarstwo.

Są to oczywiście bardzo szerokie sektory, a w każdym z nich mieszczą się bardzo zróżnicowane branże. Na przykład, wśród przetwórców wyrobów z gumy i tworzyw sztucznych są z producenci opon, opakowań, czy elementów do sprzętu AGD. Trudno te branże powiązać biznesowo. Ale na podstawie informacji jakościowych można wejrzeć w to, które z nich są motorem gospodarki.
Największe przyspieszenie produkcji w Polsce wystąpiło w sektorze produkcji wyrobów elektrycznych. Znajdują się w nim dwie branże, które zyskały na pandemii – produkcja towarów AGD oraz produkcja akumulatorów do samochodów elektrycznych. Popyt na towary AGD wynika z przekierowania wydatków konsumpcyjnych z usług na wyposażenie domu, zaś zwiększenie sprzedaży akumulatorów to efekt przyspieszającej transformacji w kierunku elektromobilności. Przy czym warto ponownie podkreślić, że choć teoretycznie branże te powinny zyskiwać w skali globalnej, to w praktyce aktywność w polskich fabrykach wzrosła znacznie mocniej niż w zachodnioeuropejskich.
Popyt na sprzęt AGD automatycznie zwiększył zapotrzebowanie na części plastikowe, których Polska jest dużym dostawcą. Zresztą części w czasie kryzysu generalnie są bardziej odporne na wahania popytu niż produkty finalne, ponieważ naprawy trzeba realizować na bieżąco.
Czy przekierowanie części zamówień do Polski to zjawisko trwałe? Wiele wskazuje, że tak. Doświadczenie ostatniej dekady, a szczególnie kilku lat po kryzysie finansowym, wskazuje, że zachodnie firmy szukające oszczędności zwiększają skłonność do korzystania z dostawców z Europy Centralnej. Kryzys jest bodźcem przyspieszającym tego typu ruchy.
