Program z Unią lub bez

Rafał Fabisiak
30-04-2010, 17:14

Chętnych na MBA z unijnym dofinansowaniem jest więcej niż miejsc. Ale uczelnie różnie wykorzystują te pieniądze.

Chętnych na tańsze, bo finansowane częściowo z funduszy UE, MBA nie brakuje, ale niektóre uczelnie jej nie prowadzą. Narzekają na skomplikowane formalności na etapie starań o dotację i rozliczeń z Polską Agencją Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP), kiedy trzeba uruchomić dodatkową księgowość.

— Żebyśmy dostali dofinansowanie, amerykański partner, z którym prowadzimy MBA, musiałby założyć filię w Polsce. Nie chcieliśmy obniżać poziomu nauki, rezygnując z tego partnera, więc za unijne pieniądze uruchomiliśmy studia pre-MBA — mówi Tomasz Ludwicki, koordyntor studiów Warsaw-Illinois Executive MBA przy Uniwersytecie Warszawskim.

— Dla uczelni publicznych dodatkowym utrudnieniem jest konieczność uruchomienia zamówienia publicznego — dodaje Barbara Stepnowska, dyrektor studiów MBA w Politechnice Gdańskiej.

Ale dodaje, że najgorszy jest pierwszy projekt. Później idzie już łatwiej. Tę opinię potwierdzają inne uczelnie.

Nie do końca MBA

Dofinansowanie obejmuje do 80 proc. kosztów. Pozostałe 20 proc. to wkład studenta (jeśli jest zatrudniony lub prowadzi działalność gospodarczą, będąc mikro- lub małym przedsiębiorcą). Za studia, które kosztują 30 tys. zł, student płaci 5-6 tys. zł.

Niektóre uczelnie uruchamiają za unijne pieniądze studia z okrojonym programem i bez dyplomu. Piotr Sarnecki z PKPP Lewiatan uważa, że to dla wielu przydatne, bo nie każdego stać na wydatek 30-40 tys. zł. A dodatkowa wiedza zawsze się przyda. Studia pre-MBA (z dyplomem) ma Uniwersytet Warszawski. Były przeznaczone dla menedżerów, którzy chcą nabyć odpowiednią wiedzę, nim pójdą na MBA.

— Program pre-MBA pozwolił dokształcić osoby bez wykształcenia menedżerskiego. Prowadziło go wielu wykładowców MBA, także jakość zajęć nie różnił się bardzo od tradycyjnego, ale zakres przedmiotów był inny. Po jego ukończeniu wiele osób kontynuuje naukę na właściwych MBA — mówi Tomasz Ludwicki.

Dla kogo pieniądze

W konkursie na unijne dopłaty mogą startować szkoły prywatne i publiczne. Dostaną pieniądze na cały proces związany z prowadzeniem studiów — od przygotowania materiałów, przez sfinansowanie pensji wykładowców, po koszty wynajmu sal wykładowych czy promocji studiów w prasie. W tym roku PARP realizuje osiem umów z pięcioma uczelniami: Zachodniopomorską Szkołą Biznesu, Wyższą Szkołą Biznesu — National-Louis University w Nowym Sączu, Wyższą Szkołą Bankową we Wrocławiu, Uniwersytetem Mikołaja Kopernika w Toruniu i Politechniką Gdańską.

Zdaniem Piotra Sarneckiego uczelnie, których studia MBA cieszą się renomą, nie muszą korzystać z dofinansowania, bo i tak znajdą chętnych. Natomiast jest to dobre rozwiązanie dla mniejszych uczelni. Także jako sposób na zwiększenie konkurencyjności. Barbara Stepnowska przyznaje, że Politechnika Gdańska zdecydowała się na uruchomienie takich studiów, bo spodziewała się gorszej sytuacji na rynku szkoleń.

— Kilka MBA w Polsce zamknięto. Firmy mniej chętnie wysyłały na studia pracowników, ograniczając wydatki. Dlatego na ten projekt patrzyliśmy także z perspektywy pogarszającej się sytuacji na rynku — mówi Barbara Stepnowska.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rafał Fabisiak

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / Program z Unią lub bez