Projekt KE gorszy niż się wydawało

opublikowano: 14-05-2018, 22:00

Trudno się dziwić, że budżetowy strach zajrzał tzw. dobrej zmianie w oczy.

Dziesiąta edycja Europejskiego Kongresu Gospodarczego (EKG) w Katowicach jest naturalną okazją do obrachunków. W ciągu dekady radykalnie zmieniła się przede wszystkim katowicka baza — EKG zaczynał niemal „w stajence”, obecnie zaś zespół Międzynarodowego Centrum Kongresowego z historycznym Spodkiem to potęga. W grudniu przyjmie COP24, czyli konferencję klimatyczną Organizacji Narodów Zjednoczonych, na którą zjedzie ponad 30 tys. delegatów. Będący próbą generalną, jubileuszowy EKG ma ambicje dobić przez trzy dni do… 12 tys. (plus start-upy) wydanych identyfikatorów.

Mateusz Morawiecki i Viktor Orbán najlepiej się czują w duecie, wahający się często koledzy z Czech i Słowacji nie są im potrzebni.
Zobacz więcej

Mateusz Morawiecki i Viktor Orbán najlepiej się czują w duecie, wahający się często koledzy z Czech i Słowacji nie są im potrzebni. Fot. Adam Chelstowski - FORUM

Personalną opokę EKG od pierwszej edycji stanowi europoseł Jerzy Buzek, były premier i przewodniczący Parlamentu Europejskiego. Z wieku i urzędu poprowadził inauguracyjną sesję „Nasza nowa Europa”, na którą ściągnął kolegów po fachu, czyli byłych premierów (czytaj na str. 8). Linię rządu PiS reprezentował w tym panelu Jacek Czaputowicz, minister spraw zagranicznych. Symboliczne rozpięło to pomost między przemyśleniami byłych a realną polityką, jako że w czasie trwania katowickiej debaty w Warszawie koordynowali działania wobec Komisji Europejskiej (KE) premierzy Mateusz Morawiecki i Viktor Orbán. W Brukseli zaś ministerialna Rada UE ds. Ogólnych zapoznawała się ze stanem konfliktu rządu PiS z KE o przestrzeganie w Polsce unijnych zasad traktatowych. Frans Timmermans, wiceprzewodniczący KE, potwierdził zjawisko, które tydzień temu zdefiniowałem w tytule: „Komisja i rząd gonią króliczka”. Na razie pogoń przedłużono do 3 lipca.

Wątkiem najsilniej spinającym panele EKG z wydarzeniami w Warszawie i Brukseli są pieniądze. Po ogłoszeniu 2 maja przez KE projektu siedmioletnich ram finansowych 2021-27, pierwsze reakcje rządowe były oddechem ulgi, bowiem spodziewano się propozycji gorszej. Cięcia wydatków najważniejszych dla Polski wyglądały na ograniczone — w kwotach nominalnych polityka spójności miałaby zostać odchudzona o 7 proc., a rolna o 5 proc. Po wgryzieniu się w szczegóły jednak wychodzi, że zmniejszenie realne jest większe — odpowiednio 15 proc. i 10 proc. Przy czym KE wciąż nie podzieliła tzw. kopert narodowych i może się okazać, że fundusze spójnościowe dla konkretnych państw, w tym dla Polski, mogą zostać zmniejszone nawet o 30 proc. Innym wątkiem są ewentualne dodatkowe cięcia z powodu naruszenia wartości traktatowych.

W tej sytuacji trudno się dziwić, że budżetowy strach zajrzał tzw. dobrej zmianie w oczy. Rząd PiS przystępuje do kontrofensywy na wszelkich możliwych frontach. Podczas EKG minister Jerzy Kwieciński zarzucił projektowi KE żonglowanie liczbami oraz przemieszanie cen bieżących i stałych, pozwalające na ukrycie budżetowych realiów. W Brukseli wiceminister Konrad Szymański oprotestował komisyjny projekt na forum „przyjaciół polityki spójności”. Walka o ten sektor zapowiada się na trudniejszą, albowiem wspólna polityka rolna szczęśliwie ma wpływowego protektora — Francję. Decydentami o największych kompetencjach są oczywiście premierzy, ponieważ zatwierdzenie wieloletnich ram finansowych wymaga na szczycie Rady Europejskiej jednomyślności. We wtorek Mateusz Morawiecki odwiedzi EKG, ciekawe, czy poruszy wątek ewentualnego polskiego weta…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Prawo / Projekt KE gorszy niż się wydawało