Projekt oparty na chciejstwie

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2014-12-22 00:00

Pierwszy szczyt Rady Europejskiej okazał się dla Donalda Tuska wyjątkowo ulgowy.

Największą niewiadomą była kwestia poradzenia sobie przez nowego przewodniczącego z językiem angielskim. Wyszło nadspodziewanie poprawnie. Merytoryczna miałkość szczytu umożliwiła zaś jego skończenie już w czwartek o północy, bez drugiej sesji w piątek rano. Szefowie państw i rządów z ulgą mogli odlatywać przed czasem.

NA TRONIE:
NA TRONIE:
Formalne objęcie przez Donalda Tuska funkcji 1 grudnia było startem honorowym, dopiero stawienie się 18 grudnia bez kartki wobec tłumu dziennikarzy można uznać za ostry. Oto medialna korona symbolicznie nałożona „królowi Europy”...
FOT. JACEK ZALEWSKI

Rozczarowali się natomiast organizatorzy piątkowej demonstracji przeciwko umowie UE z USA o partnerstwie handlowo-inwestycyjnym (TTIP). Policyjne armatki obstawiły rondo Schumana, ale… nie miały już kogo bronić, poza tym padał deszcz, zatem alterglobaliści szybko skapitulowali.

Merytorycznie szczyt zdominował inny nowy przewodniczący, Jean-Claude Juncker. Prowadzenie Komisji Europejskiej rozpoczął 1 listopada i od razu wywiesił na jej gmachu ogromny baner z portretami „Team Juncker EU” oraz zapowiedzią „nowego startu dla Europy”.

Idea ta zmaterializowała się projektem tzw. Europejskiego Funduszu na rzecz Inwestycji Strategicznych (EFIS). W ramach grupy Europejskiego Banku Inwestycyjnego ma to uruchomić w latach 2015–17 aż… 315 mld EUR na inwestycje. Szczegóły KE przedstawi w styczniu.

Na razie zatem „RE przyjmuje do wiadomości pozytywne stanowisko, jakie KE zasygnalizowała wobec wkładów kapitałowych państw członkowskich w kontekście oceny finansów publicznych w ramach paktu stabilności i wzrostu, koniecznie zgodnie z elastycznością, która jest integralnym elementem jego istniejących zasad”.

Cytuję to zdanie dla podkreślenia, jaka jest precyzja konkluzji szczytów. Takie ogólniki muszą podobać się szefom państw i rządów, dlatego przyjmowane są bezproblemowo. Na razie jednak nikt nie jest skłonny do płacenia choćby jednego eurocenta. Władcy państw dopiero po świątecznej przerwie zaczną się zastanawiać, o co tak konkretnie Junckerowi chodzi.