Niezależnie od tego, która wersja zreformowanej skali PIT zostanie przyjęta przez Radę Ministrów i WEJDZIE do Sejmu — realne znaczenie dla finansów państwa od 1 stycznia 2004 r. będzie miała jedynie wersja, która WYJDZIE z parlamentu i zostanie wydrukowana w Dzienniku Ustaw. Stawianie znaku równości między tymi obiema wersjami byłoby dziś zdecydowanie pochopne.
Ostatnia dyskusja nad stawkami PIT przetoczyła się w Sejmie poprzedniej kadencji, gdy jesienią 1999 r. w wyjątkowo nerwowej atmosferze nowelizowano trzy ustawy podatkowe. Prezydent Aleksander Kwaśniewski podpisał CIT i VAT, natomiast skutecznie zawetował PIT — czym zakonserwował na lata stawki 19 proc. oraz 30 i 40 proc. od nadwyżki. Obowiązują one od 1 stycznia 1998 r., uchwalone zaś zostały 21 listopada 1996 r. — czyli są najtrwalszym dorobkiem „poprzedniego” Grzegorza Kołodki!
Nasz wicepremier doszedł wreszcie do wniosku, że stawek PIT nie da się dłużej traktować statycznie. Jednak trudno mu będzie znaleźć opcję polityczną, której jednakowo spodobają się wszystkie elementy planu korekty skali podatkowej. Mimo dominującej roli i zdyscyplinowania klubu SLD zupełnie realne jest uchwalenie ustawy jako... hybrydy. Na przykład może być tak, że pierwszy próg skali parlamentarzyści owszem, obniżą z 19 do 17 proc. i dodadzą jeszcze stawkę zerową — ale zarazem uznają się za bardzo przywiązanych do stawki 40-proc. Można też uznać za pewnik, że w Sejmie powróci odrzucona przez rząd stawka 50 proc. — i wcale nie będzie stała na z góry straconej pozycji. PSL potrafi się bowiem targować, zwłaszcza, że może wygrać np. korzystną dla siebie reformę KRUS...