Prokuratura prześwietla SGB-Bank

opublikowano: 05-10-2017, 22:00

Śledczy badają, czy w banku nie doszło do niegospodarności na co najmniej 70 mln zł. Były prezes Ryszard Lorek odrzuca podejrzenia

Miesiąc temu ujawniliśmy kontrowersje ciągnące się za Pawłem Pyzikiem, który od marca 2017 r. nie może doczekać się na zgodę Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) na objęcie funkcji prezesa SGB-Banku. Dziś okazuje się, że działalnością instytucji, zrzeszającej 202 banki spółdzielcze, zajmuje się też poznańska prokuratura.

ODGRZEWANY KOTLET:  Zawiadomienie w sprawie Budusa to nic innego jak odgrzewanie starego kotleta. Tę samą sprawę prokuratura już raz badała i ją umorzyła — mówi Ryszard Lorek, były prezes SGB-Banku.
Zobacz więcej

ODGRZEWANY KOTLET:  Zawiadomienie w sprawie Budusa to nic innego jak odgrzewanie starego kotleta. Tę samą sprawę prokuratura już raz badała i ją umorzyła — mówi Ryszard Lorek, były prezes SGB-Banku. Fot. Marek Wiśniewski

— Od kwietnia prowadzimy śledztwo z zawiadomienia SGB-Banku o przestępstwo z art. 296 par. 1 i 3 Kodeksu karnego. Miało polegać na niedopełnieniu obowiązków przez osoby, zobowiązane do zajmowania się sprawami majątkowymi SGB-Banku i wyrządzenia bankowi szkody wysokości nie mniejszej niż 70 mln zł w związku z podejmowanymi decyzjami kredytowymi i innymi czynnościami cywilnoprawnymi, których stroną był bank. Postępowanie jest na etapie gromadzenia dowodów: zabezpieczamy dokumenty i przesłuchujemy świadków — informuje Jacek Pawlak, rzecznik Prokuratury Regionalnej w Poznaniu. Jego zdaniem, śledztwo „dotyczy zdarzeń zaistniałych w okresie od września 2012 r. do czerwca 2014 r.” i „toczy się w sprawie, a nie przeciwko określonej osobie”.

— Z uwagi na dobro prowadzonego śledztwa nie mogę przekazać bardziej szczegółowych informacji — ucina Jacek Pawlak.

Problem z Budusem

O tym, czego konkretnie dotyczy postępowanie, nie chcą też mówić obecne władze SGB-Banku. Bardziej rozmowny jest Ryszard Lorek, prezes banku od marca 2013 r. do lutego 2017 r. Według jego relacji chodzi o relacje banku z notowaną w przeszłości na NewConnect firmą budowlaną Budus, która jako jedna z wielu w tej branży upadła w 2012 r. SGB-Bank nie tylko ją kredytował, ale też miał jej obligacje.

— Nasze zaangażowanie w Budusa sięgało 70 mln zł. Jego upadłość sprawiła, że groziło nam wykazanie gigantycznej straty. W trosce o finanse banku szukaliśmy jakiegoś rozwiązania i ostatecznie na poczet zobowiązań zdecydowaliśmy się przejąć inne aktywo w postaci projektu żwirowni. Ostatecznie uruchomiliśmy ją w 2016 r., ale tylko po to, by zaraz zawiesić działalność. Jako bank nie chcieliśmy bowiem prowadzić działalności wydobywczej i szukaliśmy dla żwirowni operatora. Taki był stan rzeczy na luty 2017 r., kiedy zrezygnowałem z funkcji prezesa SGB- Banku — mówi Ryszard Lorek. Zapewnia, że istnieją wyceny pokazujące, że wartość żwirowni jest wyższa niż zabezpieczenia pierwotne. Zawiadomienie do prokuratury oznacza jednak, że innego zdania są najwyraźniej obecne władze SGB-Banku, z p.o. prezesa Pawłem Pyzikiem na czele.

Jak prezes z prezesem

To tylko część ostrego sporu, w jakim tkwią kolejni szefowie SGB-Banku, a którego dobrą ilustracją były wyniki głosowania, decydującego o powołaniu Pawła Pyzika na następcę Ryszarda Lorka — został wybrany przez radę nadzorczą stosunkiem głosów 5:4. Jak informowaliśmy wcześniej — to m.in. Ryszard Lorek miał podnosić przed KNF wątpliwości, dotyczące zatwierdzenia swego następcy na fotelu prezesa SGB-Banku. Chodzi głównie o wcześniejszą działalność Pawła Pyzika jako prezesa Związku Rewizyjnego Banków Spółdzielczych w Poznaniu (ZRBS), czyli spółdzielni audytorskiej, badającej sprawozdania finansowe banków spółdzielczych. Jak ujawniliśmy w „PB”, w marcu 2017 r. Krajowa Rada Biegłych Rewidentów wydała uchwałę, którą nałożyła na ZRBS karę pieniężną wysokości 100 tys. zł (decyzja jest nieprawomocna, bo ZRBS odwołał się do Komisji Nadzoru Audytowego). Chodziło o uchybienia w badaniu sprawozdania finansowego SK Banku z Wołomina za 2014 r. ZRBS wydał opinię bez zastrzeżeń, tymczasem kilka miesięcy później SK Bank odpisał aż połowę z około 2,8 mld zł należności i zbankrutował.

Fuchy dla małżonek

Kontrowersje dotyczą też badania przez ZRBS sprawozdania finansowego za 2014 r. Polskiego Banku Spółdzielczego w Ciechanowie. Poprzedni zarząd SGB-Banku, z Ryszardem Lorkiem na czele, podejrzewał Pawła Pyzika o „naruszenie zasad bezstronności i niezależności”. Chodziło m.in. o to, że w 2015 r., czyli niedługo po wydaniu opinii przez ZRBS, usługi doradcze na rzecz ciechanowskiego banku świadczyła, w ramach swojej działalności gospodarczej, żona Pawła Pyzika, Agnieszka (wystawiając na rzecz PBS w lipcu i wrześniu 2015 r. dwie faktury na odpowiednio 50 i 30 tys. zł netto). Zdaniem byłego zarządu SGB „sytuacja, w której osoba najbliższa dla prezesa spółki dokonującego oceny sprawozdania finansowego jest osobą gospodarczo związaną z audytowaną jednostką, jest niedopuszczalna”. Tymczasem „PB” ustalił, że żona Ryszarda Lorka, Beata w latach 2011-12 zasiadała w radzie nadzorczej Katowickiego Przedsiębiorstwa Meblowego „Agata” (dziś Agata), prowadzącego ogólnopolską sieć salonów z meblami. A właścicielem Agaty, podobnie jak Budusa, był wtedy jeden z najbogatszych Polaków Aleksander Ćwik z rodziną.

— Agata i Budus to dwie różne spółki, prowadzone przez inne zarządy. Małżonka była krótko członkinią rady nadzorczej i zrezygnowała od razu, kiedy tylko Agata przyszła do nas z projektem emisji obligacji — komentuje Ryszard Lorek.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Prawo / Prokuratura prześwietla SGB-Bank