Jednocześnie prokuratura umorzyła postępowanie, wszczęte z inicjatywy przedstawicieli firmy Giesche, którzy uznali, że katowiccy urzędnicy przekroczyli swe uprawnienia, sprzedając działki, do których spółka rościła sobie prawa.
O obu tych decyzjach poinformował PAP w czwartek szef Prokuratury Rejonowej Katowice Centrum-Zachód Bogdan Łabuzek.
Prokurator zaznaczył, że we wszczętym śledztwie nie przedstawiono nikomu zarzutów, a czynności zlecono Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Odmówił podania szczegółów z uwagi na dobro postępowania.
W środę spółka Giesche w liście otwartym do mieszkańców Śląska i lokalnych władz, zapewniła, że działa w oparciu o prawo i uspokaja, iż nie zamierza mieszkańcom nic zabierać, ani działać na ich szkodę. Władze stanowczo odrzucają roszczenia spółki.
W opublikowanym w środę w prasie, jako reklama, liście otwartym, zarząd spółki powtórzył jednak kwestionowane przez lokalne władze stwierdzenia, że firma ubiega się o zwrot "nielegalnie znacjonalizowanego majątku"; mowa także o "bezprawnie zagarniętych spółce" nieruchomościach. Dziennikarzom firma zarzuca szukanie taniej sensacji, a lokalnym działaczom niechęć do podjęcia merytorycznego dialogu.
Gdyńska firma Giesche, podając się za działającą na Śląsku przed wojną spółkę, próbuje odzyskać 50 hektarów ziemi i liczne nieruchomości, w tym zabytkowe osiedla Nikiszowiec i Giszowiec. Prokuratura Rejonowa Katowice Centrum-Zachód od kilku tygodni prowadzi postępowanie sprawdzające legalność działania firmy.
W miniony piątek prokurator Łabuzek powiedział PAP, że mieszkańcy katowickich dzielnic nie muszą obawiać się firmy Giesche, bo jej roszczenia są całkowicie bezpodstawne. "Zgromadziliśmy w sprawie bogaty materiał dowodowy i po jego analizie możemy już powiedzieć, że mieszkańcy Katowic mogą spać spokojnie" - mówił w piątek prokurator. Już wtedy zapowiadał wszczęcie śledztwa, po zbadaniu dowodów śledczy uznali bowiem, iż zachodzi uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa.
Do wypowiedzi prokuratora nawiązała w swym oświadczeniu spółka Giesche, zapewniając także, że "mieszkańcy Katowic mogą spać spokojnie". Według firmy, prokuratura prowadzi śledztwo nie w jej sprawie, ale "w sprawie nadużycia uprawnień przez urzędników Urzędu Miasta Katowic przy sprzedaży nieruchomości bezprawnie zagarniętych spółce".
Łabuzek poinformował, że w połowie lipca przedstawiciel spółki Giesche przesłał do katowickiej prokuratury okręgowej zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. Chodziło o sprzedaż dwóch działek, do których firma Giesche rościła sobie prawo.
Sprawę skierowano do prokuratury rejonowej. W postępowaniu przesłuchano autora doniesienia i katowickich urzędników. äPrzed kilkoma dniami to postępowanie zostało umorzone z uwagi na brak znamion czynu zabronionegoö ľ powiedział Łabuzek. Informacja o umorzeniu sprawy prawdopodobnie nie dotarła jeszcze do przedstawicieli spółki Giesche. Mogą oni złożyć zażalenie na tę decyzję.
W swoim liście otwartym zarząd Giesche SA oświadczył również m.in., że dobro spółki postrzega przez pryzmat dobra regionu i podkreśla, że w okresie gdy Giesche władało śląskim przemysłem, wybudowane przez firmę osiedla "kwitły i tętniły życiem". Spółka zapewnia, że jeżeli otrzyma majątek, który uważa za swój, infrastruktura społeczna (szkoły, szpitale, parki itp.) "nadal mają służyć ogółowi", a lokatorzy będą mogli wykupić zajmowane mieszkania "na warunkach na pewno bardziej korzystnych niż proponowane dotychczas przez miasto".
Komitet Obrony Nikiszowca, powołany kilka tygodni temu przez założycieli działającej tam galerii, Giesche SA określa jako "samozwańczy", powołany w obronie własnych, zagrożonych interesów jego twórców. Komitet założyli miłośnicy Giszowca i Nikiszowca: Monika Paca, Johann Bros i Adrian Kołodziejczyk, którzy od 10 lat prowadzą na tych terenach postindustrialną Galerię Szyb Wilson, znajdującą się na terenie byłego szybu kopalnianego kopalni "Wieczorek".
Sygnały o działaniach podjętych przez firmę Giesche dotarły do władz Katowic przed kilkoma miesiącami. Miasto kwestionuje jej roszczenia i wyklucza jakąkolwiek formę ugody. W odpowiedzi na roszczenia gdyńskiej spółki Sejmik Woj. Śląskiego w jednogłośnie przyjętej uchwale zaapelował niedawno do Sejmu o uregulowanie spraw związanych záreprywatyzacją i zmianami własnościowymi po 1945 r.
W połowie września pełnomocnik spółki Giesche zapewniał, że należąca do przedwojennego rodu potentatów przemysłowych i nosząca ich nazwisko spółka Giesche oraz działająca obecnie firma to ten sam podmiot. Ostatnie przed wojną walne zgromadzenie akcjonariuszy odbyło się w lipcu 1939 r., kolejne - jesienią 2005 r. Spółka została wpisana do rejestru handlowego w 1907 r. i nigdy jej z niego nie wykreślono, czyli cały czas istniała. W 2006 r. została jedynie przerejestrowana do Krajowego Rejestru Sądowego - podkreślał pełnomocnik.
Według niego, wszystkie akcje spółki zostały w 1926 r. sprzedane amerykańskiemu koncernowi; po wojnie w 1947 r. zostały zarejestrowane na okaziciela w konsulacie RP w Stanach Zjednoczonych.
Spółka Giesche wszczęła kilka postępowań sądowych o
zwrot nieruchomości w Katowicach i Piekarach Śląskich. Zabiega m.in. o zabytkowe
katowickie osiedla Nikiszowiec i Giszowiec, które były miejscem akcji w filmach
Kazimierza Kutza, oraz niektóre tereny i nieruchomości Huty Szopienice. Firma
kwestionuje nacjonalizację budowanych przez ród Giesche domów mieszkalnych. W
tej sprawie zwróciła się do resortu gospodarki. Uważa, że po wojnie niesłusznie
zastosowano ustawę wywłaszczającą mienie poniemieckie, ponieważ miała wówczas
kapitał amerykański. (PAP)