Promuje Polskę mówiąc po niemiecku

Kamil Kosiński
opublikowano: 2005-06-08 00:00

Odradzono mu maturę z niemieckiego. Ale to znajomość tego języka zapewniła mu pierwszą pracę. W firmie, w której obecnie jest prezesem.

Gdy w styczniu 1992 r. Andrzej Kawiński odwiedził warszawskie targi Komputer Expo, bardzo spodobało mu się stoisko Siemens Nixdorf.

— W porównaniu z tym co można było zobaczyć w Polsce, zabudowa tego stoiska była jak z innego świata. Reprezentowała po prostu najwyższy światowy poziom — wspomina prezes polskiego oddziału Wincor Nixdorf.

Nic więc dziwnego, że gdy na jesieni tego samego roku świeżo upieczony absolwent Politechniki Warszawskiej zaczął rozglądać się za pracą, nie wahał się ani chwili, kiedy natknął się na ogłoszenie tej firmy. Wysłał CV.

Przez trzy tygodnie nie otrzymał żadnej odpowiedzi. Sam więc odwiedził warszawskie biuro Siemens Nixdorf. Tam dowiedział się, że firma zdecydowała się na kogoś innego. Będąc jednak pod wrażeniem targowego standu, zapytał o możliwość zatrudnienia na innym stanowisku. Okazało się, że Siemens Nixdorf realizował wtedy projekt zautomatyzowanego okienka pocztowego i potrzebował tłumacza dla programistów, którzy byli rodowitymi Niemcami. W tym charakterze przepracował dwa miesiące. Po tym okresie mu podziękowano, gdyż Poczta Polska wycofała się z projektu i cały zespół rozwiązano. Zapytał, czy nie znalazłoby się jakieś inne zajęcie.

— Przyjdź 1 stycznia 1993 r. — usłyszał.

Przyszedł. Trzy miesiące pracował na umowę-zlecenie. Po tym okresie dostał etat. Dwoje innych młodych ludzi, zatrudnionych na podobnych zasadach, nie miało tyle szczęścia.

— Znajomość niemieckiego na pewno miała znaczenie. Moim szefem był Niemiec, który nie mówił po angielsku, a przecież musiał się z ludźmi jakoś komunikować — tłumaczy Andrzej Kawiński.

I aż trudno uwierzyć, że jeszcze pięć lat wcześniej Andrzej Kawiński po niemiecku mówił bardzo słabo. Odradzono mu maturę z tego języka.

— Pod koniec lat 80., Kościół zorganizował wymianę młodzieży z Polski i ówczesnych Niemiec Zachodnich. Najpierw oni mieszkali z naszymi rodzinami, potem my złożyliśmy im rewizytę. Tak poznałem ludzi, z którymi utrzymuję kontakty do dziś. W czasie matury mój niemiecki rzeczywiście nie był najlepszy, ale chcąc rozwijać tę znajomość, zacząłem nad nim pracować — wyjaśnia Andrzej Kawiński.

Wszystkie szczeble kariery

Pierwsze stanowisko to doradca techniczny, czyli ktoś, kto wspomagał handlowców wiedzą fachową na temat sprzedawanych produktów.

— Wiadomo, że decyzję o zakupie analizuje jakiś dyrektor, którego interesują wyłącznie koszty, ale wspiera go też ktoś, kto patrzy na ofertę od strony technicznej. Jemu nie wystarczy marketingowy bełkot i moim zadaniem było właśnie wyjaśnianie kwestii technicznych — zaznacza Andrzej Kawiński.

Z czasem sam zaczął jeździć do klientów.

— Nie od razu odniosłem spektakularne sukcesy handlowe, ale szefowie stwierdzili, że mam predyspozycje do takiej pracy — przyznaje.

Z mainframe’ów i pecetów przerzucił się na bankomaty. Potem został szefem działu systemów kasowych, odpowiedzialnego za sprzedaż kas sklepowych i oprogramowania do supermarketów. Gdy w 2000 r. Siemens reorganizował działalność i wydzielił dział bankomatów i systemów kasowych w odrębne przedsiębiorstwo, został szefem polskiego oddziału nowo powstałej firmy.

— Jak każdy prezes muszę dbać o zwiększanie obrotów i udziału w rynku, ale chcę też budować pozycję Polski jako kraju, który ma coś innowacyjnego do pokazania w skali całej korporacji. Często robimy rzeczy, o których inni tylko dyskutują. Wpłatomaty zainstalowane w placówkach Eurobanku były pierwszym tego typu projektem w Europie. Outsourcingowe centrum monitoringu bankomatów o takiej funkcjonalności też uruchomiliśmy pierwsi w Europie. System SAP nasz oddział wdrożył jako pierwszy w firmie, wdrożenie telefonii Voice over IP też prawdopodobnie rozpocznie się od nas — wylicza Andrzej Kawiński.

As w rękawie

Jak w zabiegach o promocję Polski pomaga znajomość niemieckiego?

— Obecnie językiem korporacyjnym w naszej firmie jest angielski. Miałem już takie spotkania służbowe, na których było 20 Niemców, ja oraz jeszcze jeden kolega, który po niemiecku nie mówi i rozmawialiśmy po angielsku. Dzwoniąc do centrali warto jednak czasami porozmawiać po niemiecku. To ułatwia wiele spraw — mówi Andrzej Kawiński.