Protekcjonizm hamuje polski eksport

opublikowano: 23-03-2017, 22:00

Coraz więcej krajów nie chce u siebie zagranicznej konkurencji. Mnożą formalności, by utrudnić wejście polskim przedsiębiorcom.

Cena i jakość — tym wielu polskich eksporterów wygrywa za granicą. Jednak wszelkie przewagi tracą na znaczeniu, kiedy przedsiębiorcy z ambicjami wyjścia poza swoje podwórko coraz częściej muszą się mierzyć z barierami, które wynikają z niechęci kolejnych krajów wpuszczania konkurencji z zagranicy.

— USA, Chiny, Rosja, Indie, Indonezja — coraz więcej krajów wprowadza różnego rodzaju środki ograniczające handel. Z danych Światowej Organizacji Handlu wynika, że od 2008 r. do maja 2016 r. wprowadzono takich środków aż 2835, a wyeliminowano zaledwie 708. Widać więc, że tendencja do obrony własnego rynku przed zagraniczną konkurencją silnie zyskuje na znaczeniu — mówił Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Polsce, podczas wczorajszej konferencji Country Risk.

Kreatywne podejście

Nie trzeba jednak szukać aż tak daleko. Dla naszych eksporterów najważniejszy jest rynek Unii Europejskiej i to tutaj w coraz większym stopniu odbijają się od ściany. Konieczność dostarczania coraz to nowych certyfikatów potwierdzających jakość produktów, wprowadzanie standardów i regulacji technicznych, które trzeba spełnić, czy też przedłużające się kontrole celne albo jakościowe to coraz częstsze praktykikrajów UE we współpracy m.in. z polskimi importerami.

— Można nawet zauważyć coraz większą kreatywność w tworzeniu barier wśród krajów UE — mówi Grzegorz Sielewicz.

Jego zdaniem, takie metody to efekt braku możliwości nałożenia cła. Zamiast tego unijne kraje wymyślają ograniczenia, które ten prosty mechanizm ograniczający wejście na ich rynki miałyby zastąpić. Jednocześnie nie wzbudzą podejrzeń ze strony UE, że ich celem jest blokowanie przepływu handlu, który zgodnie z założeniami wspólnoty powinien być swobodny. Dobrym przykładem jest węgierski podatek od kontroli jakości, który de facto stanowi ukryty podatek od sprzedaży detalicznej. Albo wymogi dotyczące płacy minimalnej dla przewozów wykonywanych na terenie różnych krajów.

— Na początku wprowadziły to rozwiązanie Niemcy, ale szybko rozprzestrzeniło się na Francję, Holandię, Austrię i Norwegię — mówi Grzegorz Sielewicz. Przy tym ograniczenia dotyczą nie tylko Europy Zachodniej. Niedawno Rumunia wprowadziła zasadę, że w sieciach handlowych ponad 50 proc. asortymentu ma pochodzić od lokalnych producentów. Krajowe dobra mają też być odpowiednio eksponowane na sklepowych półkach. — Ciekawy jest także przypadek Czech, które w ostatnim czasie prowadzą czarny PR polskiej żywności — zwraca uwagę Grzegorz Sielewicz. Przy tym ograniczenia często dotyczą niewiele znaczących cech produktów.

— Na przykład Wielka Brytania wprowadziła zasadę, że pisklęta, z których powstał ostateczny produkt drobiarski, powinny pochodzić z wysp tego kraju — skarżył się Marek Jurkiewicz, prezes Res-Dropu.

Eksporterzy sobie poradzą

Adriana Rudnicka, dyrektor zarządzający Grupy Owoce Natury i Ewa-Bis, podkreśla, że w efekcie, wejście na wiele europejskich rynków jest dzisiaj bardzo trudne, a często niemożliwe.

— Problem jest przede wszystkim z Francją i Niemcami, gdzie sieci handlowe wprowadzają dodatkowe obostrzenia — certyfikaty, które trzeba pozyskać, i normy, które należy spełnić, bywają niezwykle rygorystyczne — mówi Adriana Rudnicka. Przejście przez takie bariery wymaga od polskich eksporterów dużo sprytu i elastyczności.

— Protekcjonizm powoduje, że najbardziej rentowne kanały dystrybucji są dla nas niemalże zamknięte. Zdarza nam się wysyłać surowce do zagranicznych zakładów tylko po to, żeby dostać znak weterynaryjny innego państwa. Dzięki temu jesteśmy lepiej postrzegani przez rynki zagraniczne — mówi Marek Jurkiewicz. Rafał Chwast, wiceprezes Grupy Nowy Styl, zapewnia, że dobrym sposobem są także akwizycje.

— Kupujemy firmy w krajach zachodnich, żeby stać się partnerem lokalnym na tych rynkach. Bez tego trudno byłoby się nam przebić, ale też przedsiębiorstwa, które przejęliśmy, bez nas nie miałyby możliwości zyskania wielu międzynarodowych kontraktów — tłumaczy Rafał Chwast.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sylwia Wedziuk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy