Provident, choć działa w Polsce od 16 lat, wiele rzeczy robi u nas po raz pierwszy. W drugim kwartale, pierwszy raz w historii, ten największy dostawca szybkich pożyczek w kraju wystawił na sprzedaż przeterminowane długi swoich klientów.
![LICENCJA NA POŻYCZKI:
David Parkinson, szef Providenta w Polsce, opowiada się za licencjonowaniem firm pożyczkowych. Uważa, że powinny one spełniać określone wymogi kapitałowe i składać okresowe sprawozdania z działalności.
[FOT. WM]
LICENCJA NA POŻYCZKI:
David Parkinson, szef Providenta w Polsce, opowiada się za licencjonowaniem firm pożyczkowych. Uważa, że powinny one spełniać określone wymogi kapitałowe i składać okresowe sprawozdania z działalności.
[FOT. WM]](http://images.pb.pl/filtered/115c9b0e-a351-4e77-af42-cb71209c9acc/aa688939-878b-5a84-8174-a7ce4a38c3ad_w_830.jpg)
— Na razie nie przewidujemy kolejnych transakcji. Ponieważ jest to dla nas pierwsze tego typu doświadczenie, chcemy sprawdzić jaka będzie reakcja rynku i naszych byłych klientów. Musimy mieć przekonanie, że proces odbioru należności przebiega zgodnie z naszymi standardami — mówi David Parkinson, szef Provident Polska.
Z BIG-ami online
W trzecim kwartale na stałe zacznie korzystać z zewnętrznych baz danych. Przez lata Provident oceniał zdolność kredytową klienta, po prostu odwiedzając go w domu. Dodatkowo posiłkował się informacjami z własnych, bogatych zasobów informacji o pożyczkobiorcach i na tej podstawie tworzył scoring kredytowy.
Sporadycznie sięgał do danych Biur Informacji Gospodarczej, gdy własne zasoby okazywały się niewystarczające. Szef Providenta w Polsce wyjaśnia, że ten specyficzny sposób postępowania wynikał z modelu biznesowego polegającego na pożyczaniu w domu klienta, co umożliwia sprawdzenie jego kondycji finansowej, ale też z niedorozwoju krajowego rynku wymiany informacji.
— Biura Informacji Gospodarczej (BIG) rozwijają działalność, rośnie liczba informacji, poprawia się ich jakość. Na tym etapie korzystanie z tych baz danych będzie korzystne dla nas, ale też dla całego rynku, bo zwiększy jego przejrzystość — wyjaśnia David Parkinson.
Testy trwają już od kilku miesięcy i zakończą się na przełomie września i października. Provident nie współpracuje natomiast z Biurem Informacji Kredytowej i na taką współpracę na razie się nie zanosi. Mimo że ze zbiorów BIK korzysta np. Wonga, pożyczkowy serwis internetowy.
— Prowadzimy rozmowy z biurem, ale uważamy, że w obecnym otoczeniu prawnym współpraca z nim jest niemożliwa. Naszym zdaniem, bez zmian legislacyjnych firmy niebędące bankami nie mogą korzystać z baz danych BIK — tłumaczy szef Providenta.
Być może do takich zmian niedługo dojdzie. W sejmowej Komisji Finansów znajduje się peeselowski projekt nowelizacji ustawy o kredycie konsumenckim, który nakłada na firmy pożyczkowe obowiązek sięgania po informacje do BIK. Proponowane zmiany mogą być dojmujące dla internetowych serwisów pożyczkowych, ponieważ skierowanie zapytania do biura kredytowego będzie wymagać pisemnej zgody klienta.
Dla Providenta, który ma bezpośredni kontakt z pożyczkobiorcą, to żaden problem. David Parkinson przyznaje, że w ostatnim czasie znacząco wzrosła konkurencja ze strony firm udzielających pożyczek na krótkie terminy. Zastrzega natomiast, że Provident nie zamierza wchodzić w ten segment rynku. Wręcz przeciwnie — jak najbardziej stara się od niego zdystansować, poszerzając portfel produktów o pożyczki na duże kwoty o długim terminie spłaty. — Od czerwca testujemy pożyczki 90-tygodniowe. Pierwsze doświadczenia są bardzo obiecujące — mówi David Parkinson.
Głośna konkurencja
Firmy chwilówkowe, od których tak odżegnuje się Provident, są dla niego coraz większą konkurencją. Przez lata rywalami były dla niego jedynie banki, których presja znacząco jednak spadła od rozpoczęcia kryzysu finansowego. W półrocznym raporcie International Personal Finance właściciel Providenta, zwraca uwagę na rosnącą na polskim rynku liczbę firm chwilówkowych, których akcje marketingowe i reklamy telewizyjne sprawiły, że jest on mniej widoczny w mediach.
Na razie sam biznes Providenta nie ucierpiał w starciu w serwisami pożyczkowymi. Konkurencja coraz bardziej się jednak zaostrza i obejmuje coraz większe segmenty rynku pożyczkowego. W lipcu działalność w Polsce zarejestrował TrustBuddy International, szwedzki serwis pożyczek społecznościowych, notowany na giełdzie w Sztokholmie, który prowadzi lokalne platformy pożyczkowe w całej Skandynawii, Estonii i Hiszpanii.
Pod koniec lipca wystartował też kolejny chwilówkowy serwis internetowy — MoneyBox24.pl, klon brytyjskiej platformy pożyczkowej 247moneybox.com, należącej do firmy Active Securities. Model biznesowy jest podobny do sposobu działania Wongi, Vivusa, Kredito24 i kilkunastu innych obecnych w sieci dostawców pożyczek. Powoli biznes rozkręca Vanquis Bank, należący do Provident Financial z Wielkiej Brytanii (nie ma związków z „polskim” Providentem). Specjalizuje się on w kartach kredytowych, wydawanych tzw. klientom poniżej standardu, czyli takim, którzy nie spełniają warunków, by dostać kredyt bankowy.
Projekt jest wciąż w fazie pilotażu, ale Provident Financial w półrocznym raporcie nie kryje zadowolenia z dotychczasowych efektów. Na koniec czerwca Vanquis obsługiwał 21 tys. osób, którym pożyczył 3 mln GBP (około 15 mln zł). W drugiej połowie roku chce uzyskać 30 tys. nowych klientów. W porównaniu z Providentem, który w I półroczu pożyczył w Polsce ponad 800 mln zł, obroty chwilówek są na razie niewielkie. Dla przykładu Kredito24.pl w całym 2012 r. udzielił 50 mln zł. Takich serwisów istnieje już jednak kilkanaście, a dopiero zaczynają się rozkręcać.