Polski Rejestr Statków liczy, że do końca roku otrzyma akredytację UE. Dzięki niej będzie mógł dokonywać przeglądów unijnych jednostek bez zbędnych formalności, utrzyma też armatorów z państw kandydujących.
Aby rejestrować, zgodnie z konwencjami, i nadzorować unijnych armatorów, a tym samym zastosować się do dyrektywy 94\57, Polski Rejestr Statków musi zostać uznany przez Unię Europejską. Według zapowiedzi Jana Jankowskiego, prezesa PRS, organizacja chce osiągnąć ten cel do końca 2002 r.
— Szybkie uzyskanie certyfikatu jest tym ważniejsze, że wielu naszych armatorów z państw kandydujących już niepokoi się o swoją przyszłość po wejściu do UE. Są to przede wszystkim jednostki pływające pod banderą Cypru, Malty oraz Litwy. Bez akredytacji możemy mieć poważne problemy z ich utrzymaniem — podkreśla Jan Jankowski.
Nieoficjalnie mówi się, że UE może mnożyć wątpliwości w przyznaniu certyfikatu z prostej przyczyny. Ceny rejestracji, badań i przeglądu statków w Polsce są wciąż konkurencyjne w stosunku do unijnych, zaś poziom usług nie odbiega od oferowanych w krajach „piętnastki”, a często nawet je przewyższa.
W przypadku akredytacji organizacji rejestrującej i dokonującej przeglądu statków w UE, trzeba uzyskać certyfikat uznania jednego z rządów krajów UE. Jednak w przypadku Polski postawiono większe wymagania.
— Po zgodzie Holandii UE dodatkowo postawiła warunek drugiego audytora. Po pertraktacjach została nim Szwecja. Teraz przedstawiciele obu krajów dokonują przeglądów na statkach, które pozostają pod naszym nadzorem. Później przyjdzie czas na centralę w Gdańsku — mówi Jan Jankowski.
Jeżeli audyt zakończy się pozytywnie, resorty transportu Holandii i Szwecji złożą wniosek o akredytację PRS w Brukseli. Po rozpatrzeniu wyda ona ostateczny werdykt.
— Nie spodziewam się, aby na drodze do uzyskania akredytacji mogły pojawić się jakieś problemy techniczne. Nie wykluczam jednak, że ostateczna decyzja może zależeć od woli politycznej „piętnastki” — uważa Jan Jankowski.