Prywatna firma chroni przed kryzysem

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 2012-05-07 00:00

Pracownicy zatrudnieni w sektorze prywatnym najrzadziej czują się dotknięci przez dekoniunkturę – wynika z sondażu PBS dla „PB”

Przedsiębiorcy to krwiopijcy, którzy tylko czekali na kryzys, żeby wyrzucić pracowników na bruk albo przynajmniej obciąć im pensje? Nic bardziej mylnego.

Jak wynika z sondażu przeprowadzonego przez PBS dla „Pulsu Biznesu”, właśnie pracownicy firm prywatnych czują się najmniej dotknięci przez ostatni światowy kryzys gospodarczy. Bardziej poturbowani są nawet urzędnicy, których posady postrzegane są jako stabilne i niemal dożywotnie.

Lehman na polskiej wsi

Spytaliśmy za pośrednictwem PBS Polaków, czy czują, że trwający od ponad trzech lat, a więc od upadku banku Lehman Brothers, kryzys gospodarczy miał bezpośredni wpływ na ich sytuację materialną.

W skali całej populacji odsetek osób, które odpowiedziały twierdząco, wyniósł 43 proc. Czyli kryzys dotarł do portfeli blisko połowy Polaków. Okazuje się jednak, że taki statystyczny wskaźnik dla całej populacji może być mylący.

Rozpiętość między poszczególnymi grupami zawodowymi jest bowiem ogromna. W sektorze prywatnym pogorszenia sytuacji materialnej doświadczyło 37 proc. osób. To niższy wynik nawet niż wśród emerytów i rencistów, którym nie groziła utrata pracy ani obcięcie dochodów. W tej grupie odsetek poszkodowanych przez kryzys wyniósł 40 proc.

Wśród osób zatrudnionych przez państwo kryzysu doświadczyło na własnej skórze około połowy ankietowanych. O tym, że biednieli, przekonuje 45 proc. pracowników „budżetówki” oraz 53 proc. pracowników firm państwowych. Najbardziej brutalnie poszkodowani przez kryzys czują się rolnicy — pogorszenie sytuacji materialnej deklaruje 94 proc. ankietowanych.

Siła przyzwyczajenia

Słabe odczuwanie kryzysu wśród pracowników sektora prywatnego nie dziwi przedstawicieli organizacji pracodawców w Polsce.

— Prywatni przedsiębiorcy wiedzą, że pracownik to kapitał firmy i trzeba go chronić. To podejście było w ostatnich latach szczególnie widoczne. Zwolnienia czy redukcje pensji były w prywatnych firmach ostatecznością i widać to w badaniu — mówi Małgorzata Krzysztoszek, główna ekonomistka PKPP Lewiatan.

W czasie kryzysu w wielu firmach załoga godziła się na obniżenie czasu pracy i wynagrodzenia, by uniknąć redukcji zatrudnienia. Przedsiębiorcy prywatni często też korzystali z zapisów ustawy antykryzysowej, która np. wydłużała okres rozliczeniowy pracy (w czasie słabego popytu pracownik mógł odpoczywać, by w okresie silnych zamówień pracować więcej). Pracownicy w urzędach czy firmach państwowych rzadziej godzili się na takie działania.

— Spółki skarbu państwa i urzędy w większości nie są zarządzane zgodnie z zasadami racjonalnej ekonomii. Ważniejsze są tu wpływy polityczne i nastroje społeczne, dlatego trudniej osiągnąć tu elastyczność, która pozwala przetrwać kryzys — twierdzi Maciej Grelowski z Business Centre Club.

Według związkowców, duża rozpiętość między deklaracjami pracowników sektora prywatnego i publicznego to przede wszystkim dowód na to, jak różne jest podejście do pracy w obu grupach.

— Pracownicy sektora publicznego czują się poszkodowani przez kryzys, bo przez lata byli przyzwyczajeni do wysokich nagród i podwyżek płac. Skoro nagle ich pensje przestały tak szybko rosnąć, czują, że dopadł ich straszny kryzys. Pracownicy firm prywatnych nie mają takiego roszczeniowego podejścia, mimo że zarabiają mniej — twierdzi Jan Guz, przewodniczący OPZZ.

Kryzys wiecznie żywy

Według sondażu PBS, jeśli kryzys gospodarczy dociera do Polaków, to najczęściej ma formę utraty pracy (dotyczy to 38 prób, których sytuacja materialna się pogorszyła).

Odbywa się to jednak również przez obniżenie wynagrodzenia (31 proc.), a rzadziej przez podwyższenie raty kredytu lub problemy prowadzonych przez siebie firm.

Jaka będzie przyszłość gospodarki? Polacy nie są dobrej myśli. Według 60 proc. z nich, kryzys potrwa jeszcze kilka lat, a 8 proc. uważa, że kłopoty z koniunkturą skończą się w bieżącym roku.

Tylko 7 proc. twierdzi, że kryzys albo właśnie się kończy, albo skończył się już dawno. Zielona wyspa nie przekonała dużej grupy obywateli — tylko 8 proc. z nich twierdzi, że kryzysu w ogóle w Polsce nie było.