Prywatno-publiczny wyścig po miliony

Alina Treptow
opublikowano: 2014-07-22 00:00

Przedsiębiorcy z branży medycznej skarżą się, że w nowym rozdaniu funduszy unijnych będą dyskryminowani.

Choć pieniędzy z budżetu UE na lata 2014-20 nikt jeszcze nie widział, zainteresowani już się o nie kłócą. Głos podnieśli m.in. przedsiębiorcy i eksperci z branży medycznej. Zdaniem Roberta Mołdacha, eksperta ds. rynku medycznego w Pracodawcach RR, w nowym rozdaniu prywatne firmy medyczne będą dyskryminowane.

NIERÓWNA WALKA: ZIT miały zapewnić lepsze wykorzystanie lokalnego potencjału bez rozróżniania na publiczny i prywatny. Na obecnych zasadach staną się motorem wyłącznie dla sektora publicznego. W dłuższej perspektywie nawet może dojść do zaburzenia konkurencji — uważa Robert Mołdach, ekspert ds. branży medycznej w Pracodawcach RP. [FOT. ARC]
NIERÓWNA WALKA: ZIT miały zapewnić lepsze wykorzystanie lokalnego potencjału bez rozróżniania na publiczny i prywatny. Na obecnych zasadach staną się motorem wyłącznie dla sektora publicznego. W dłuższej perspektywie nawet może dojść do zaburzenia konkurencji — uważa Robert Mołdach, ekspert ds. branży medycznej w Pracodawcach RP. [FOT. ARC]
None
None

— W odróżnieniu od placówek publicznych w niektórych regionach nie będą mogły starać się o milionowe dotacje, m.in. na infrastrukturę. Po raz kolejny fundusze trafią przede wszystkim do placówek publicznych. To może zaburzyć konkurencję — alarmuje Robert Mołdach. Ekspert wymienia dwa obszary, w których przedsiębiorcom zamknięto drogę po dotacje. Pierwszy to regionalne programy operacyjne (RPO), a dokładanie wydatki na infrastrukturę medyczną, drugi to Zintegrowane Inwestycje Terytorialne (ZIT).

W sprawie RPO przedsiębiorcy interweniowali już wiele miesięcy temu. Wysłali pismo do Ministerstwa Zdrowia, w którym alarmowali, że wśród potencjalnych beneficjentów zabrakło prywatnych placówek. Resort ich poparł i wysłał pismo do Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju, które przekazało uzupełnione rekomendacje regionom.

— Niestety, w województwach lubelskim, podkarpackim, warmińsko-mazurskim i wielkopolskim nie zmieniono zasad i tam prywatni przedsiębiorcy nie dostaną na infrastrukturę ani grosza — twierdzi Robert Mołdach.

W połowie kraju (w województwach dolnośląskim, lubelskim, lubuskim, małopolskim, mazowieckim, pomorskim, śląskim, warmińsko-mazurskim i zachodniopomorskim) firmy nie dostaną też funduszy z ZIT (tylko w kujawsko-pomorskim będzie do wydania 180 mln EUR). To unijne pieniądze przeznaczone na rozwój konkretnego regionu. Miasta i gminy wyznaczają wspólnie najważniejsze obszary inwestycyjne, np. remont dróg gminnych czy ocieplenie budynków szpitalnych, a placówki spełniające kryteria mogą liczyć na pomoc Brukseli bez startowania w konkursach.

— Co ciekawe, w poszczególnych obszarach jest często określona dokładna liczba beneficjentów, która równa się liczbie np. publicznych placówek medycznych w danym regionie. Każdy, niezależnie od struktury właścicielskiej, powinien mieć równy dostęp do dotacji — mówi Robert Mołdach. Ekspertowi Pracodawców RP wtóruje Marcin Szulwiński, założyciel Grupy Nowy Szpital. Jego zdaniem, najważniejszy jest cel, a nie to, kto go zrealizuje.

— Pod jakim względem placówka medyczna przejęta przez prywatnego inwestora jest gorsza? Podobnie jak jej publiczny konkurent, świadczy przecież usługi pacjentom płacącym obowiązkowe składki zdrowotne — mówi Marcin Szulwiński. Po stronie prywatnych przedsiębiorców opowiadają się nawet… publiczni konkurenci.

— Wszystkie podmioty powinny mieć równy dostęp do funduszy unijnych. Dzięki konkurencji rynek się rozwija — uważa Dorota Gałczyńska-Zych, dyrektorka stołecznego szpitala bielańskiego.