Prywatyzacja się kończy, nacjonalizacja... zaczyna

opublikowano: 04-04-2013, 00:00

Przeniesienie pieniędzy z OFE do ZUS sprawi, że budowane przez lata prywatne biznesy przejdą w ręce skarbu, a warszawska giełda zostanie zdołowana na lata

„Leszek Czarnecki starł się na radzie nadzorczej z urzędnikiem resortu skarbu”, „Amrest — największa państwowa sieć restauracji”, „Skarb jest największym akcjonariuszem Agory”, „Jacek Faltynowicz prezesem państwowej firmy budowlanej”, „Grupa Kęty po ośmiu latach znów jest państwowa” — nie są to tytuły primaaprillisowych tekstów z „Pulsu Biznesu”.

None
None

Nie jest to też science fiction. Tak będzie, jeśli rząd zdecyduje się na przejęcie aktywów otwartych funduszy emerytalnych (OFE), a taki plan jest coraz bardziej realny. Według informacji „Dziennika Gazety Prawnej”, resort pracy chce przenieść do ZUS aktywa członków OFE, którym do emerytury zostało 10 lat. Według „Gazety Wyborczej” natomiast, rząd chce ściąć składkę do OFE i przenieść do ZUS aktywa warte 110 mld zł. W takim scenariuszu da się uniknąć nacjonalizacji prywatnych biznesów, ale za cenę… kilkuletnich, głębokich spadków na warszawskiej giełdzie.

 

Nacjonalizacja biznesu

16,3 mln klientów zgromadziło w OFE 269,6 mld zł. Ten kapitał odkładany na starość ma kolosalne znaczenie dla gospodarki — fundusze pożyczyły skarbowi państwa ponad 125 mld zł (obejmując obligacje), jeszcze więcej zawdzięczają im prywatne firmy — w akcje spółek z GPW OFE ulokowały ponad 101 mld zł, a 30 mld zł w obligacje nieskarbowe, w tym korporacyjne. Gdyby rząd zdecydował się przejąć aktywa OFE, wszystko to znajdzie się w rękach skarbu państwa (tak stało się na Węgrzech — patrz ramka).

Co by to oznaczało? Wiele prywatnych biznesów, które nigdy nie miały nic wspólnego z sektorem państwowym, np. Amrest (właściciel sieci restauracji Pizza Hut czy KFC), LPP (właściciel odzieżowych marek Reserved czy Cropp), GTC (deweloper), nagle stałoby się państwowymi — OFE kontrolują bowiem sporą część ich akcji. Menedżerowie prywatnych firm są zaskoczeni takim scenariuszem. To, jak przyjmują wizję wejścia skarbu państwa do akcjonariatu, najlepiej oddaje to, że… nie chcą tego komentować, bo „to delikatna sprawa”. I już wiedzą, że brak OFE zmieni ich działalność.

— Każda forma własności jest chyba lepsza od własności skarbu państwa. Państwu zarządzanie wychodzi raczej gorzej niż lepiej. Trudno mi sobie wyobrazić, że Elektrobudowa wróci do skarbu. To wbrew naturze i chyba mało realne. Nie mam też pojęcia, co stanie się z aktywami OFE — mówi Jacek Faltynowicz, prezes Elektrobudowy.

— Jestem prywatnym przedsiębiorcą i nie robię interesów ze skarbem państwa. Wolałbym uniknąć sytuacji, gdy w akcjonariacie będą urzędnicy, bo prowadzenie biznesu wiążę się z podejmowaniem ryzyka i często brak decyzji jest bardziej destrukcyjny niż jej podjęcie. A urzędnicy czasem wolą w ogóle nie podejmować decyzji — mówi Piotr Krupa, prezes Kruka.

— Nie bardzo sobie wyobrażam prowadzenie biznesu ze skarbem państwa w akcjonariacie i z niepokojem obserwujemy dyskusję oraz to, co dzieje się wokół OFE. Działania OFE przyczyniły się do rozwoju rynku i biznesu,co widać na naszym przykładzie, bo mogliśmy pozyskać stabilny akcjonariat — mówi Aneta Raczek, prezes Ferro. Czy rząd będzie w stanie przepchnąć taki plan? Zdaniem zarządzających OFE, nie będzie to trudne, bo status prawny pieniędzy w OFE nie jest dla ich członków korzystny.

— Status prawny jest słabo zabezpieczony z perspektywy klienta. Zgodnie z wyrokiem Sądu Najwyższego, nie są to pieniądze obywateli, lecz systemu emerytalnego. Dlatego kuszą polityków każdej opcji, stosunkowo łatwo można po nie sięgnąć i przeznaczyć na realizację celów politycznych czy łatanie dziury budżetowej. To trzeba zmienić — obywatel odkładający na emeryturę powinien być lepiej chroniony, powinien dostać gwarancję, że jego oszczędności nie zostaną przeznaczone na inny cel.

Przykłady Grecji i Cypru pokazują, że w kryzysowych sytuacjach politycy mają skłonność do sięgania po pieniądze obywateli. Zasady waloryzacji w ZUS można zmienić zwykłą ustawą, podczas gdy niewykupienie obligacji jest dla rządu dużo trudniejsze. Dlatego dla klientów OFE kluczowe jest, by ich oszczędności emerytalne były zabezpieczone realnymi aktywami, a nie były tylko zapisem na koncie w ZUS — mówi Paweł Pytel, prezes Aviva OFE.

Teoretycznie rząd, zamiast przejmować akcje i obligacje, mógłby nakazać OFE spieniężenie portfela. Ta operacja musiałaby być jednak rozłożona w czasie i byłaby bardzo bolesna.

— Upłynnienie całego portfela OFE nie jest możliwe, nie ma inwestorów zdolnych do odkupienia aktywów w takiej skali. Dlatego realnej gigantycznej podaży się nie obawiam, proces będzie rozłożony w czasie, ale bez OFE znacząco osłabnie popyt na polskie akcje, wycena całego rynku mocno spadnie, spadną obroty, warszawska giełda zejdzie do poziomu Pragi czy Budapesztu i możemy zapomnieć o marzeniu zbudowania regionalnego centrum finansowego — mówi Sebastian Buczek, prezes Quercus TFI.

Przycinanie funduszy

Na razie ten czarny scenariusz jest zagrożeniem teoretycznym. Ze strony rządu nikt o nim nie mówi, pojawiła się natomiast koncepcja przeniesienia do ZUS kapitału zgromadzonego przez osoby, którym do wieku emerytalnego zostało 10 lat.

— Pomysł jest niespójny z celem, dla którego powołano fundusze, czyli zróżnicowania źródeł wypłat emerytur w sytuacji kryzysu demograficznego. Oznacza, że osoba oszczędzająca w OFE przez kilkadziesiąt lat w momencie przejścia na emeryturę nie będzie miała nic. W ZUS nie ma pieniędzy, tylko zapisy księgowe, podczas gdy w OFE realnym zabezpieczeniem kapitału są akcje i obligacje. Istotą reformy emerytalnej w 1999 r. było zabezpieczenie wypłaty części emerytury z innego źródła niż bieżące podatki. Część emerytury z ZUS finansowa była, jest i będzie z wpływów od pracujących, część z OFE z rynku kapitałowego. Ta dywersyfikacja źródeł zwiększa bezpieczeństwo systemu — mówi Paweł Pytel.

— Trzeba pamiętać o demografii. Obecnie na jednego emeryta przypada czterech pracujących, w 2030 r. będzie dwóch. To oznacza, że trzeba będzie znacząco zwiększyć obciążenie pracujących, by utrzymać świadczenia na tym samym poziomie, lub zmniejszyć wypłaty — dodaje Piotr Królikowski, prezes Nordea PTE.

Węgierski demontaż

Rząd Węgier zdecydował się na demontaż drugiego filara emerytalnego pod koniec 2010 r. Dał obywatelom propozycję „nie do odrzucenia”: kto nie przeniesie swoich oszczędności emerytalnych z prywatnych funduszy do państwowego systemu, straci prawo do pobierania państwowej emerytury. Dostanie tylko część z drugiego filara, pierwszy — większy — mu przepadnie.

W praktyce oznaczało to nacjonalizację funduszy emerytalnych, bo osoba, która nie zgodziła się na propozycję rządu, straciłaby 70 proc. swoich świadczeń. Proces przesuwania oszczędności z drugiego filara do pierwszego trwał właściwie przez cały 2011 r. Do tego celu rząd wykorzystał specjalną agencję, która przejmowała od funduszy emerytalnych aktywa — obligacje państwa i akcje firm.

Obligacje wygasały, natomiast akcje były sprzedawane. Aby dodatkową podażą nie wywołać krachu na giełdzie, agencja rozłożyła sprzedaż aktywów w czasie i wybierała do transakcji najbardziej dogodne momenty. Mimo to wpływ tego procesu był odczuwalny — w 2011 r. indeks BUX stracił 20 proc., co częściowo było prawdopodobnie pokłosiem zmian w systemie emerytalnym. Warto jednak zaznaczyć, że węgierska giełda w znacznie mniejszym stopniu była zależna od prywatnych funduszy emerytalnych niż GPW.

Po pierwsze, węgierskie fundusze — w odróżnieniu od polskich OFE — mogły inwestować w akcje zagranicznych firm i z tej możliwości chętnie korzystały. Wycofanie się z tych aktywów nie wpływało więc na węgierską giełdę. Po drugie, Węgrzy zdążyli odłożyć w prywatnym systemie mniej niż Polacy. Drugi filar emerytalny działał tam tylko 12 lat, w Polsce funkcjonuje już 15. rok. Do 2010 r. Węgrzy mieli odłożonych około 10 mld EUR (średnio 1 tys. EUR na mieszkańca), tymczasem Polacy w OFE już około 65 mld EUR (270 mld zł, czyli 1,7 tys. EUR na mieszkańca).

Takie „przycięcie” OFE też odbije się na rynku.

— Przeniesienie aktywów należących do osób, którym do osiągnięcia wieku emerytalnego zostało 10 lat, będzie oznaczało transfer z OFE do ZUS 40-50 mld zł. Nie będzie to bezbolesna operacja. OFE będą musiały sprzedać część aktywów, co odbije się na wycenach. Nawet zakładając, że do ZUS przekazane zostałyby tylko obligacje skarbu państwa, to automatycznie zmieni się struktura portfela — wzrośnie udział akcji — i OFE będą musiały ją dopasować. Gwałtowana wyprzedaż aktywów nie jest możliwa, a rozłożona w czasie na kilka lat oznacza długotrwałe spadki na giełdzie — uważa Piotr Królikowski.

— Spadki na giełdzie zaczną się dużo wcześniej, gdy tylko pomysł przeniesienia aktywów nabierze realnego kształtu, a skala transferu do ZUS będzie znacząca. Inwestorzy zaczną sprzedawać polskie akcje i obligacje, tak jest zawsze, gdy na horyzoncie jest duża podaż. Ponadto brak OFE po stronie kupujących tylko ich dodatkowo zniechęci. Istnieje ryzyko, że OFE będą wyprzedawały aktywa po zaniżonych cenach. Zarobią ci, którzy je odkupią po zaniżonych wycenach, stracą przyszli emeryci — mówi Paweł Pytel. Jego zdaniem, zabranie aktywów OFE odbije się resortowi finansów czkawką.

— Polskie obligacje są teraz wyceniane dobrze, między innymi z uwagi na OFE, które są drugim po inwestorach zagranicznych ich posiadaczem. Dzięki temu minister finansów może tanio finansować potrzeby pożyczkowe. Brak OFE w przetargach na obligacje ułatwi inwestorom zagranicznym zażądanie dodatkowej premii. Podobnie na rynku akcji — bez OFE spadną szanse powodzenia zwłaszcza dużych IPO. Inwestorzy zagraniczni kupują dziś polskie akcje, wiedząc, jaką rolę na rynku pełnią OFE. Zmiana zasad wpłynie na ich ocenę ryzyka — mówi Paweł Pytel.

OKIEM PRZEDSIĘBIORCY

To hamulec rozwoju kraju

PAWEŁ GÓRNICKI

wiceprezes Nowej Gali

Byłby to powrót do dawnych czasów i próba administrowania gospodarką przez państwo, co na całym świecie zostało zarzucone. W pewnym sensie to nacjonalizacja. To recepta na zahamowanie rozwoju kraju na lata. Metody administrowania firmami przez państwo się nie sprawdzają. Poza tym nie jest tak, że mamy najdoskonalszą administrację na świecie. Dziś i tak zarządza krajem w wielu obszarach, a teraz miałaby jeszcze zarządzać sektorem prywatnym? Nie wierzę, że to się sprawdzi. To odwrócenie tendencji, które zachodziły pod naciskiem kłopotów z finansami państwa. Pomysł nie wynika z przemyślanej potrzeby, ale z powodu braku pieniędzy.

OKIEM PRZEDSIĘBIORCY

ZUS zarżnąłby rynek kapitałowy

JERZY MAZGAJ

właściciel Almy i Vistuli

W Almie i Vistuli jestem większościowym udziałowcem i z każdym dam sobie radę. Dla rynku kapitałowego ta sytuacja będzie wielką szkodą, bo ZUS, chcąc sfinansować bieżące płatności, będzie się pozbywał akcji i zarżnie rynek kapitałowy w Polsce. To jest największy problem, a nie sama obecność w akcjonariacie skarbu państwa. Ten przecież ma dziś wpływ na wiele spółek, jak Orlen, PGNiG, PKO BP czy PZU. Ja od ministra Grada kupiłem 5 proc. akcji Almy i przedstawiciel resortu przyjeżdżał na walne. Każdy właściciel jest dobry i nie będę ich segregował. Najważniejsze, by akcjonariusz był stabilny i nie spekulował, a takie były OFE i chciałbym, by tak zostało.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Nawacki

Polecane