Ruszają wreszcie przekształcenia własnościowe krajowych uzdrowisk. Na pierwszy ogień trafi firma z Połczyna, w której inwestorzy rozpoczęli już badanie. Część środków z prywatyzacji ma zasilić gminne kasy.
Dzisiaj inwestorzy, którzy chcą prywatyzować Uzdrowisko Połczyn, rozpoczynają badanie finansów spółki. Do resortu skarbu wpłynęły cztery oferty. Wśród inwestorów są firmy polskie i zagraniczne, które startują we wspólnych konsorcjach. Według nieoficjalnych informacji, zagranicznych partnerów reprezentuje firma działająca w sektorze ubezpieczeń, a także spółka austriacka, specjalizująca się w uzdatnianiu wód.
Hubert Kaczyński, dyrektor zarządzający spółki Evip Ecomat, która doradza MSP przy przekształceniach trzech firm z tego sektora, przyznaje, że kandydaci proponują dobre ceny i pakiety inwestycyjne.
— Inwestorzy to m.in. firmy z branży hotelarskiej, instytucje finansowe, firmy z sektora uzdatniania wód. Na podmioty ściśle związane z sektorem uzdrowiskowym nie można liczyć, dopóki w Polsce nie powstaną prywatne kasy chorych — mówi Hubert Kaczyński.
Uzdrowisko Połczyn jest jednym z lepiej prosperujących w branży. Hubert Kaczyński zapewnia, że spółka jest rentowna i doinwestowana.
— To jednak nie zmienia faktu, że prawie każde uzdrowisko, jeśli ma zarabiać pieniądze, wymaga przeprowadzenia inwestycji, których wartość nie może być mniejsza niż jego wartość rynkowa — tłumaczy dyrektor Kaczyński.
Evip, jako firma doradcza, nie ujawnia tych danych. Przedstawiciele spółek uzdrowiskowych typują, że chodzi o 15-38 mln zł.
— Połczyn jest wart dużo mniej niż uzdrowisko w Nałęczowie —pierwsze sprywatyzowane sanatorium, które MSP sprzedało za prawie 40 mln zł, oraz więcej niż pechowy Świeradów-Czerniawa, który jest wart około 15 mln zł. Spółka była bliska wyboru partnera, ale minister skarbu zerwał pierwszy przetarg, bo żaden z dwóch kandydatów nie zaproponował dobrej ceny — mówi szef jednego z krajowych uzdrowisk.
Hubert Kaczyński potwierdza, że Evip doradzał odrzucenie obu propozycji. Jego zdaniem, wkrótce resort skarbu ponownie zaprosi inwestorów do przetargu na Świeradów.
— Najpierw minister zdecyduje, czy i jaką drogą określone pakiety akcji i udziałów spółek uzdrowiskowych lub pieniądze z ich sprzedaży trafią w ręce samorządów lokalnych — uważa Hubert Kaczyński.
Wojciech Gucma, szef Unii Uzdrowisk Polskich, uspokaja, że sprawa już została wyjaśniona.
— Dwa tygodnie temu Marek Dyduch, wiceminister skarbu, deklarował, że pieniądze ze sprywatyzowanych uzdrowisk trafią do kas gmin. Ma to być minimum połowa wpływów z prywatyzacji, które będą przekazywane w postaci funduszy celowych na rozwój okołouzdrowiskowej infrastruktury. Aby było to możliwe, wiceminister obiecał, że nowelizacja przepisów nastąpi przed końcem roku. Jednak prywatyzacja nie będzie wstrzymana — podkreśla Wojciech Gucma.
Okiem branży
Większość spółek uzdrowiskowych osiąga zyski. Tylko nieliczne mają niewielkie straty, a żadna nie jest zagrożona bankructwem. Ich wartość rynkowa nie jest jednak na tyle duża, żeby wpływy ze sprzedaży zwiększyły państwowy budżet. W rękach samorządów mogą jednak pomóc rozwinąć działalność uzdrowiskowo-turystyczną. Przekazaliśmy do najważniejszych resortów program rozwijania obszarów uzdrowiskowych. Udowadniamy w nim, że ten rodzaj biznesu może być dochodowy. Najlepszym przykładem jest Uzdrowisko Nałęczów.
Wojciech Gucma
prezes Unii Uzdrowisk Polskich


