Brak sukcesów prywatyzacyjnych w 2008 r. oraz spowolnienie gospodarcze pod koniec ubiegłego roku, połączone z głębokimi spadkami cen akcji na warszawskiej giełdzie, postawiło ogromny znak zapytania nad strategią prywatyzacyjną rządu Donalda Tuska. 10 lutego minister Grad poinformował, jak ten znak zapytania zamierza usunąć.
Wiele z tego co usłyszeliśmy budzi nadzieję, ale istotne wątpliwości pozostają. BCC wielokrotnie zwracał uwagę na potrzebę zdecydowanego przyśpieszenia prywatyzacji i reprywatyzacji na podstawie programu zawierającego ambitne, przejrzyste i ekonomicznie dobrze umotywowane cele. Zawarte w tym programie sposoby realizacji muszą być spójne z przyjętymi celami.
Z zadowoleniem przyjmujemy deklarację, że spowolnienie gospodarcze nie oznacza spowolnienia prywatyzacji. Minister Aleksander Grad deklaruje nadal, że dochody z prywatyzacji osiągną w tym roku około 12 mld zł, tj. blisko cztery razy więcej niż w ubiegłym. Większe potrzeby budżetowe oraz zwiększone potrzeby restrukturyzacyjne wymagają nawet przyśpieszenia prywatyzacji jako jednej z metod przeciwdziałania zagrożeniom recesyjnym. Nie usłyszeliśmy jednak decyzji czy nawet operacyjnego planu konkretnych działań. Taki plan powinien być budowany na podstawie następujących zasad: po pierwsze, wycena przedsiębiorstw musi być realistyczna, tj. taka, która stwarza popyt, po drugie — w kluczowych sektorach (np. energetyka) ważne jest przyciągnięcie znaczących inwestorów branżowych; ważniejsze od ceny są przyszłe inwestycje i po trzecie — z wyjątkiem kilkunastu firm strategicznych, których listę zaproponowały już dość sensownie poprzednie rządy, względy polityczne nie mogą być ograniczeniem.
Wydaje się, że trzecia zasada jest w dalszym ciągu nierespektowana. Chodzi tu o prywatyzację takich firm, jak: PKO BP, Grupa PZU, KGHM czy Orlen. Dalej rządzący upierają się przy pozostawieniu w rękach Skarbu Państwa pakietów kontrolnych w tych ważnych, ale nie strategicznych firmach. Rząd mówi o sukcesach w wyprzedawaniu resztówek w dziesiątkach przedsiębiorstw. Ale tych wyprzedaży było i jest ciągle mało. Ponadto rząd będzie oceniany głównie przez pryzmat dużych prywatyzacji, które albo przyniosą Skarbowi Państwa wysokie dochody albo firmom poważne inwestycje.
Bez odrzucenia ograniczeń politycznych nie widać możliwości realizacji zapowiedzianych w budżecie dochodów. Bez realistycznej wyceny nie widać z kolei możliwości przyciągnięcia inwestorów branżowych. Rząd powinien zaoferować duże pakiety akcji polskim otwartym funduszom emerytalnym po atrakcyjnych cenach. Spowoduje to m.in. ograniczenie kosztu politycznego. W okresie spowolnienia gospodarczego inwestorzy zagraniczni raczej nie przyjdą z ofertami wysokich cen. Więc sprzedajmy akcje po niskich cenach polskim funduszom. Niech skorzystają na tym przyszli emeryci. Zamienimy w ten sposób konieczność na cnotę.
Stanisław
Gomułka