Nowelizacja ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa (KRS) fizycznie jest cienka, to jeden artykuł merytoryczny i pięć proceduralnych, ale politycznie – megagruba. W finalnym głosowaniu przeszła stosunkiem 244 : 199, przy 14 niegłosujących. Notabene suma tych liczb potwierdza, że Sejm z powodów losowych chwilowo liczy tylko 457, a nie 460 zaprzysiężonych posłów.
Nowelizacja nie dotyka części polityczno-funkcyjnej KRS. Pozostają w jej składzie minister sprawiedliwości, delegaci Sejmu i Senatu, prezesi sądów centralnych. Przywraca natomiast dawny wybór 15-osobowej reprezentacji sędziowskiej przez samo środowisko, tak jak było przed dokonaniem przez PiS w 2018 r. politycznego skoku na KRS. W stosunku do dawnych czasów radykalnie zmienia się jednak procedura, otóż bezpośrednie tajne wybory przeprowadzi Państwowa Komisja Wyborcza, naturalnie siłami Krajowego Biura Wyborczego. Prawo kandydowania i wybierania otrzymają sędziowie w stanie czynnym. Zdemokratyzowanie walnej elekcji ma wykluczyć powrót do fatalnych obyczajów, gdy o członkostwie w KRS decydowały zakulisowe układy i sędziowskie koterie. W nowej procedurze oczywiście one nie znikną, ale ich wpływy zostaną istotnie zmniejszone otwartą wewnątrzśrodowiskową kampanią wyborczą. Ustawa następująco dzieli między kategorie sądów 15 foteli w KRS: Sąd Najwyższy – 1; apelacyjne – 2; okręgowe – 3; rejonowe – 6; wojskowe – 1; Naczelny Sąd Administracyjny – 1; wojewódzkie administracyjne – 1.
Szczytna idea uzdrowienia KRS zawiera dwa zapisy nie do przyjęcia dla obecnej opozycji. Wygaszenie kadencji upolitycznionej KRS nastąpi wraz z wyborem nowej, czyli za kilka miesięcy, a nie dopiero w 2026 r., jak żądało PiS. Tym samym w skracaniu kadencji KRS wypadłby remis 1:1 i być może Andrzej Duda – dla uspokojenia sytuacji – zaakceptowałby ten przepis. Inny artykuł stuprocentowo spowoduje jednak prezydenckie weto, o którym wiadomo od miesięcy. Otóż prawo kandydowania na członka KRS nie przysługuje sędziom, którzy zostali powołani przez prezydenta z wniosku KRS wybranej przez PiS – z wyjątkiem sędziów, którzy powrócili na urząd i stanowisko zajmowane wcześniej. A zatem na potencjalnej liście chętnych do KRS z mocy samej ustawy znajdzie się mniej więcej pięcioletnia wyrwa kadrowa. Paradoksalnie czynne prawo wybierania otrzymują… wszyscy sędziowie, starzy i nowi, ale ci drudzy nie mają biernego prawa kandydowania. Naprawdę aż trudno uwierzyć, że tak bezmyślny i wewnętrznie sprzeczny przepis niczym łyżka dziegciu skaził bardzo uczciwą i sensowną ustawę. Senat ma szanse ją naprawić, czyli dyskryminacyjny absurd skreślić. Niestety, zanosi się na to, że poczucie rewanżyzmu i zacietrzewienie lobby sędziów krzywdzonych w epoce PiS weźmie górę, co automatycznie pośle całą potrzebną ustawę do wetowego kosza.
Wykluczenie tzw. neosędziów skrytykowały organizacje społeczne, przez lata piętnujące niepraworządność PiS. Choćby Fundacja Obywatelskiego Rozwoju napisała: „Rozwiązanie to uznajemy za nieuzasadnione i nieproporcjonalne. Należy przypomnieć, że stwierdzone naruszenia wymogów skutecznej ochrony sądowej oraz prawa do sprawiedliwego procesu dotyczą jedynie orzekania przez sędziów powołanych na wniosek obecnej KRS i zasiadania przez nich w składach sądów. W żadnym z rozstrzygnięć wiążących RP nie zakwestionowano ich statusu jako sędziów”. Podobne stanowisko wyraziła Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Ustawowe wykluczenie zostało natomiast uznane za akceptowalne – jako środek doraźny i wyjątkowy – przez Biuro Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka OBWE. Ten dualizm ocen zostanie pogodzony zrealizowaniem się scenariusza, który zarysowałem w tytule.
